Nowy numer 42/2021 Archiwum

"Egzorcyzmują" pandemię mocą muzyki

Tak dzieje się w małym, historycznym miasteczku Castiglion Fiorentino w rejonie Valdichiana w prowincji Arezzo. XIX-wieczny dzwon bije za każdym razem, kiedy rodzi się nowy mieszkaniec. "To przesłanie życia" - mówią z dumą w miasteczku.

Przez ostatnie 2,5 miesiąca Cassero dzwonił 20 razy. „Tyle dzieci urodziło się, odkąd gmina Castiglion Fiorentino wdrożyła ten niezwykły pomysł” – pisze Lorenza Cerbini w „Corriere della Sera”, największym dzienniku mediolańskim.

„Byliśmy zmęczeni słuchaniem dzwonów ogłaszających śmierć. Postanowiliśmy, że będą dzwonić także dla życia” – mówi dziś burmistrz Mario Agnelli.

Wśród nowych mieszkańców 8 to chłopcy, a 12 dziewczynki. Od początku roku do 15 sierpnia narodziło się tu w sumie 56 dzieci (20 chłopców i 36 dziewczynek). To mniej niż połowa w stosunku do narodzin liczby narodzin 11 lat temu, kiedy było 124 noworodków (64 chłopców i 60 dziewczynek).

„Także w Castiglion Fiorentino notuje się spadek narodzin, zgodny z trendem w całych Włoszech” – komentuje burmistrz Agnelli. Tę tendencję potwierdzają liczby: w 2017 r. urodziło się tu 98 dzieci, rok później – 78, w 2019 był chwilowy wzrost do 94, a 12 miesięcy później – znów spadek do 87. „Sytuacja ekonomiczna i pandemia nie pomogły rodzinom w powiększaniu liczebności rodzin, a w 2021 r. każde nowe narodziny przyjmowane są jako szczęśliwe wydarzenie nie tylko dla rodziców, ale dla całej miejscowości” – pisze L. Cerbini.

To właśnie w Castiglion Fiorentino żyje historyczna rodzina dzwonników Gallorinich. Ojcem rodu jest Gerardo, który fachu i miłości do niego nauczył swoich synów Giovanniego i Gabriele. Dzwony w miasteczku dzwonią, nie tylko odmierzając czas, ale także towarzyszą różnym uroczystościom, jak Volata del Cristo w Wielkanoc w kolegiacie św. Juliana.

„To było wiosną, gdy zleciliśmy im stworzenie melodii dla nowo narodzonych” – opowiada M. Agnelli. „Na średniowiecznej wieży Cassero znajdował się jednak tylko jeden dzwon, a Gabriele Gallorini, który odkrył w sobie żyłkę kompozytorską, musiał pracować tylko na jednej nucie” – śmieje się burmistrz.

Ten pojedynczy dzwon wystarcza jednak, by zaprosić miasteczko do świętowania. Dzwon uruchamia się za pomocą aplikacji – nie ma liny, system jest zelektryfikowany, skomputeryzowany, zautomatyzowany, a nawet podłączony do wi-fi. „Po zarejestrowaniu nowego dziecka urzędnicy gminy wysyłają sygnał za pomocą specjalnej aplikacji, która uruchamia mechanizm i serce dzwonu” – wyjaśnia G. Gallorini. Dzwonnik opowiada, że ich trzyosobowy zespół obsługuje głównie trzy wielkie regiony – Toskanię, Emilię Romanię i Umbrię. „Nawet podczas szalejącego covidu nie cierpieliśmy z powodu kryzysu. Jest nas mało w tym zawodzie, a zawsze jesteśmy potrzebni” – tłumaczą. Nawet jeśli 90 proc. dzisiejszych dzwonów ma napęd elektryczny.

Burmistrz Agnelli zaznacza: „Nasz pomysł został dobrze przyjęty przez mieszkańców. Ogłaszamy życie. To przesłanie nadziei po dwóch latach cierpienia”. Laura Cerbini konkluduje: „To sposób na »egzorcyzmowanie« pandemii mocą muzyki”.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze