Nowy numer 30/2021 Archiwum

Walka z rajami

Międzynarodowe korporacje skutecznie unikają płacenia podatków. Czy grupa G7 je do tego zmusi?

Mający siedzibę w Dublinie oddział Microsoftu zarobił w zeszłym roku podatkowym 315 mld dol.; centrali przekazał 54 mld dol. dywidendy, ale nie zapłacił podatku, bo jest zarejestrowany na Bermudach – doniósł niedawno brytyjski „Guardian”. Dane irlandzkiej administracji skarbowej, na które powołuje się gazeta, dotyczą roku kończącego się w czerwcu 2020 r. Wynika z nich, że jeszcze rok wcześniej dochody Microsoft Round Island One były niższe niż 10 mld dol., ale później wystrzeliły w górę. Nie zrobiły tego płacone przez firmę daniny. Jak tłumaczy korporacja, na Bermudach nie ma podatku naliczanego od dochodu.

Informacje o Microsofcie zapewne nie przypadkiem wypłynęły tuż przed czerwcowym spotkaniem ministrów finansów grupy G7, czyli 7 najbardziej rozwiniętych państw świata. Na początku czerwca ogłosili oni, że osiągnęli „historyczne porozumienie” w sprawie jednolitego podatku, który miałyby płacić ponadnarodowe korporacje na całym świecie. Odpowiednik polskiego CIT miałby wynosić 15 proc., choć Francja opowiadała się za wyższą stawką. Deklaracja jest dość ogólna. Wiadomo, że danina miałaby dotyczyć ponadnarodowych korporacji. Jasny jest też cel – wprowadzenie takiego samego podatku na całym świecie ma sprawić, że znikną raje podatkowe, więc przedsiębiorstwom nie będzie się opłacało fikcyjnie rejestrować w Panamie czy na Kajmanach. Pieniądze miałyby trafiać do państw – nie ma na razie mowy o jakiejś ponadnarodowej instytucji, która miałaby zbierać podatek.

Nie ma z czego płacić

W tej chwili jest tak: niewielkie państwo leżące na wyspie nie ma infrastruktury, którą mogłoby przyciągnąć inwestorów. Nie jest też dużym rynkiem i nie kształci specjalistów w żadnej dziedzinnie. Ma zatem inną ofertę: podatki są na niej niemal zerowe. Przykład? Spółki działające na Vanuatu w Oceanii nie muszą płacić podatku korporacyjnego, dochodowego, podatku od obrotów, od aktywów, ani wnosić opłat skarbowych. Trzeba uiścić tylko niewielką roczną opłatę, której wysokość jest sztywno ustalona, a zatem nie zależy od obrotów firmy. To atrakcyjna oferta dla wielkich przedsiębiorstw i funduszów, które chcą uniknąć podatków, nie łamiąc przy tym prawa. Przypuśćmy więc, że firma Softwarex sprzedaje oprogramowanie komputerowe w Europie i Stanach Zjednoczonych. W każdym z zachodnich krajów musiałaby zapłacić podatek od swoich dochodów. Zatem na Vanuatu zostaje zarejestrowana spółka Softwarex Central, która zatrudnia wyłącznie 5-osobowy zarząd. Powiązane z nią są firmy Softwarex Polska, Softwarex France, Softwarex Italia itp. Do centralnej firmy trafiają zyski krajowych oddziałów. Softwarex Belgium zarobił w zeszłym roku 20 mln euro, ale 22 mln euro musiał oddać Softwarexowi Central w zamian za prawo używania marki Softwarex. Belgijski oddział miał zatem straty i nie zapłaci u siebie podatku. Z kolei centrala zgodnie z prawem Vanuatu nie musi płacić daniny od 22 mln euro, formalnie zarobionych na użyczeniu logo. Sposoby wyprowadzenia zysków do raju podatkowego mogą być inne. Ważne, by w kraju, w którym prowadzi się działalność, można było wykazać jak najmniejszy zysk, a najlepiej stratę.

Wyspy skarbów

Firma korzysta na tym, że nie zapłaciła podatku, a jednocześnie nie grozi jej odpowiedzialność prawna. Raj zarabia na różnych opłatach, np. za rejestrację firmy, a czasem też na zryczałtowanych podatkach. Nawet jeśli pierwsza z tych danin wynosi mniej niż równowartość 2 tys. zł, a druga 1 tys. zł rocznie, to i tak dla państewka zamieszkanego przez kilkadziesiąt tysięcy osób zarobki mogą być pokaźne, bo firm korzystających z rajów jest mnóstwo. W Nauru pod jednym adresem zarejestrowanych było ponad 400 zagranicznych banków. Na Kajmanach jeden z budynków był kilka lat temu siedzibą 12 tys., a potem 19 tys. podmiotów. Na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych istniało w jednym momencie 400 tys. firm.

Zachodnie państwa starają się bronić przed wyciekiem pieniędzy. Rada Unii Europejskiej publikuje regularnie listę miejsc uznanych za raje podatkowe. W marcu 2021 r. były to: Samoa Amerykańskie, Anguilla, Dominikana, Fidżi, Guam, Palau, Panama, Samoa, Seszele, Trynidad i Tobago, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych oraz Vanuatu. Swoją listę publikuje też polskie Ministerstwo Sprawiedliwości. Firma zarejestrowana w kraju uznanym za raj musi – przynajmniej w teorii – zapłacić podatek według polskiej 19-procentowej stawki. Przy ocenie danego kraju brana pod uwagę jest nie tylko wysokość podatków, ale też to, czy system finansowy danego państwa jest przejrzysty. Raje nie chcą udostępniać danych swoich klientów, dlatego niechętnie podpisują z innymi umowy dotyczące wymiany informacji podatkowych. Z tego powodu nieraz stają się pralniami pieniędzy, na czym zresztą też zarabiają.

Dozwolona pomoc

Nie wszystkie kraje są zadowolone z pomysłu likwidacji rajów podatkowych, nawet jeśli publicznie nie protestują. Na liście Rady UE znajdują się terytoria amerykańskie. Do Wielkiej Brytanii należy Anguilla, a także uznawane za raje Kajmany, Brytyjskie Wyspy Dziewicze oraz Bermudy. Minimalne podatki – ok. 350 dol. za rejestrację firmy i 250 dol. rocznego ryczałtu – płaci się także w amerykańskim stanie Delaware. W 2016 r. wyszło na jaw, że w jednym z tamtejszych budynków ma formalnie siedzibę 285 tys. firm, w tym Coca-Cola, Walmart, Apple i American Airlines, spółki należące do małżeństwa Clintonów oraz przedsiębiorstwa Donalda Trumpa. Można przypuszczać, że Londyn i Waszyngton byłyby w stanie doprowadzić do zmiany, gdyby naprawdę im na niej zależało.

Niezadowolone są także niektóre kraje europejskie. Irlandia i Holandia zarabiają na inwestorach, których kuszą korzystnym systemem podatkowym. W pierwszym z tych państw stawka wynosi 12,5 proc. (czyli mniej niż proponowane 15 proc.), z czego oprócz Microsoftu korzysta Facebook, Apple, Starbucks i Google. Przez lata europejskim rajem podatkowym był też Cypr, do dziś jest nim Luksemburg, podobnie próbuje postępować Estonia.

Irlandczycy mogą zapytać, dlaczego przyciąganie inwestorów za pomocą niskich podatków miałoby być mniej uczciwe niż oferowanie im taniej siły roboczej albo dużego rynku. Poza zwolnieniem z danin Cypr może zaoferować niewiele, a Samoa czy Vanuatu niemal nic.

Te argumenty nie przekonują Komisji Europejskiej, która założyła kilka spraw w Sądzie UE. Zażądała, by firmy oddały państwom pieniądze, z których zapłaty były zwolnione. Uznała to za niedozwoloną pomoc publiczną. Jednak w zeszłym roku sąd odrzucił wniosek dotyczący zapłaty Irlandii przez Apple aż 13 mld euro. Komisja złożyła apelację. W maju 2021 r. triumfował Amazon, który nie będzie musiał oddawać 250 mln euro Luksemburgowi. Podobny proces przegrała za to firma Engie, która zapłaci Luksemburgowi 120 mln euro.

Straszak?

Wprowadzenie identycznej stawki podatkowej na całym świecie mocno przebudowałoby światowy system finansowy i sposób organizacji biznesu. Czy rzeczywiście byłaby to zmiana na lepsze i czy to w ogóle realne? – Pozbycie się rajów podatkowych to piękna idea, ale poznaliśmy tylko ogólniki, a diabeł tkwi w szczegółach – zauważa dr hab. Piotr Koryś, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Kraje, które żyją z firm omijających podatki, będą się broniły przed tworzeniem takich regulacji. Dla nas mogłoby to być korzystne, bo korporacyjne podatki uciekają z Polski za granicę.

Jak dodaje ekspert, ujednolicenie jednego rodzaju danin nie spowoduje, że systemy podatkowe wszystkich państw będą takie same. Być może więc jednolity podatek okaże się utopią. Może też nie wejdzie on w życie, ale groźba wprowadzenia go zmusi niektóre korporacje do tego, by nie unikały płacenia na tak wielką skalę jak obecnie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także