Nowy numer 24/2021 Archiwum

Shalom w Krakowie

– W Kościele było wiele momentów kryzysowych, kiedy wydawało się, że przestanie istnieć, ale tak naprawdę są to momenty właściwe, by mógł się narodzić na nowo, wrócić do wierności Ewangelii – uważa Michele Magalhães, misjonarka ewangelizująca w Polsce.

Pod Wawel ona i czwórka innych Brazylijczyków trafili w 2015 roku, by pomóc w organizacji Światowych Dni Młodzieży. Po ŚDM w Krakowie Thamyres została posłana do Chile, teraz posługuje w Brazylii. Josè, zwany przez Polaków po prostu Józkiem, najpierw pomagał w organizacji ŚDM w Panamie, teraz już pracuje w komitecie przygotowującym Dni w Lizbonie. Ada nie wróciła do Brazylii. Ma narzeczonego Polaka i została nad Wisłą. Dziś utrzymuje ze wspólnotą bliski, serdeczny kontakt. Na ŚDM był jeszcze Felipe. Mieszka w Katowicach, jest przyjacielem wspólnoty. Do Krakowa przyjechali nowi misjonarze. Dziś Shalom ma dom również w Warszawie.

Historia Moysèsa

Pochodzi z Fortalezy w Brazylii. Jako młody chłopak chciał się bawić. Zakochał się w dziewczynie, która zaprosiła go kiedyś na wspólny wyjazd. Weekend z ukochaną! Rozpierała go radość, dopóki nie dowiedział się, że to… rekolekcje. Pojechał, nie przeczuwając, że doświadczy bardzo silnego spotkania z Bogiem. Chłopak powtarzał swojej dziewczynie: „Mario, Pan Bóg mnie kocha!”. Ona mu odpowiadała: „Tak, Moysès, On kocha wszystkich”. „Ale nie, mnie kocha! Mnie!” – powtarzał z uporem. Moysès Azevedo zapragnął, by inni poznali tę radość, której i on doświadczał. Nie wiedział jednak, jak to zrobić. Był rok 1980. Do Fortalezy przyjechał Jan Paweł II. Moysès w imieniu młodych miał wręczyć papieżowi prezent. Napisał do niego list, w którym ofiarował swoje życie na ewangelizację każdego człowieka, który jest daleko od Boga. Kiedy wręczył go Ojcu Świętemu, poczuł, że została mu ofiarowana łaska, której nie umiał wytłumaczyć. Wiedziony tym doświadczeniem, szukał sposobów głoszenia Ewangelii. Myślał: „Jeśli zapraszam młodego człowieka do kościoła czy na modlitwę, mogę mieć pewność, że nie przyjdzie. Ale jeśli zaproszę go na pizzę, na imprezę – przyjdzie większość z nich. Czemu więc nie stworzyć pizzerii ewangelizacyjnej?”.

Pomysł został przyjęty z entuzjazmem zarówno przez przyjaciół studentów, jak i miejscowego biskupa. W lipcu 1982 roku w Fortalezie powstała wyjątkowa pizzeria. Wszystkie dania miały nazwy biblijne, jak Agape, Magnificat. Klienci pytali, skąd te nazwy, kelnerzy wyjaśniali. W tym samym miejscu, w wydzielonej części, młodzi urządzili kaplicę. Rozmowy zaczynały się przy stole i kończyły w kaplicy. Przychodziły tłumy ludzi. Po jakimś czasie ci, którzy tam pracowali, wyjechali wspólnie na wakacje. Już nie wrócili do rodzinnych domów. Zaczęli życie misjonarskie, dołączały do nich kolejne osoby. Tak zaczęła się historia Shalom.

Shalom, czyli…?

Kiedy pada to pytanie, Michele Magalhães uśmiecha się. – Nazwę dał Pan Bóg, a my ją odkrywaliśmy – tłumaczy w przytulnych piwnicach Centrum Ewangelizacyjnego w Krakowie. Mówi ujmującą polszczyzną, z rzadka tylko szukając właściwego słowa. – Shalom to pokój, który nie oznacza po prostu braku wojny. W tym pozdrowieniu zawarta jest pełnia. To życzenie całkowitego szczęścia. Jezus jest Shalom dla każdego z nas. Jest naszym pokojem – dodaje liderka krakowskiej wspólnoty.

Ich życie ma trzy filary: kontemplacja, jedność, ewangelizacja. W codzienności misjonarzy ważne miejsce zajmuje Eucharystia, lectio divina i dużo modlitwy osobistej. – Ewangelizacja bez kontemplacji nie ma sensu. Działać dla Boga, ale nie z Nim? To niespójne! – wyjaśnia Michele. Jak w Dziejach Apostolskich, chcą wszystko mieć wspólne. Świętują razem, razem ewangelizują, pomagają sobie wzajemnie. – Mamy poczucie bliskości, bo chcemy być święci, ale święci razem – deklaruje Brazylijka.

Ewangelizacja ma dwa kierunki. Najpierw osobiste doświadczenie Boga. Potem – formacja do misji. To dzieło w ciągłym ruchu i nieustannym poszukiwaniu najlepszych sposobów przyciągania do Jezusa.

Historia Michele

Miała 7 lat, gdy jej mama przystąpiła do Wspólnoty Przymierza. Jej członkowie nie mieszkają w domach Shalom, ale żyją tym charyzmatem w świecie. „Mamo, nie wiem, co się dzieje, ale wiem, że jestem Shalom” – mówiła dziewczynka. Potem jednak pomału przestała się angażować. Jak większość nastolatek, wolała zabawę. Na studiach zaczął się kryzys. – Pragnęłam Boga, ale kiedy patrzyłam na siostry zakonne, wiedziałam, że to nie dla mnie. Lubię dżinsy, lubię tańczyć, lubię chłopaków! Pragnęłam czegoś, ale nie wiedziałam czego. Ani nie należałam do Boga, ani do świata – wspomina tamten czas. Pan Bóg jednak jej szukał. Kiedyś na rekolekcjach w Fortalezie Michele się wyspowiadała. To było mocne doświadczenie Bożego miłosierdzia.

Dużo się modliła. Otwierała Pismo Święte i to, co kiedyś było dla niej niezrozumiałe, zyskało sens. Ostatecznie zrozumiała, że chce być we Wspólnocie Życia Shalom. Dziś ma już za sobą przyrzeczenie wieczyste i śluby celibatu. – Śmieję się, bo zawsze powtarzałam, że gdy Pan Bóg mnie poprosi, żebym była celibatariuszką, odmówię Mu od razu – przyznaje. We wspólnocie jest już od 12 lat.

Co z tą młodzieżą?

Wszędzie, czy w Polsce, czy w Brazylii, jest tak samo: katolicy boją się iść do drugiego jak w czasach pierwszych chrześcijan. – Dla mnie to było bolesne, kiedy przyjechałam do Polski i ludzie pytali nas, czy jesteśmy świadkami Jehowy. Próbowali ewangelizować mnie świadkowie Jehowy, mormoni, ale nie katolicy. A przecież ewangelizacja zaczęła się w Kościele katolickim! – dziwi się Michele.

Słyszy, że Polska jest krajem katolickim i nie potrzebuje ewangelizacji. Tymczasem większość osób, z którymi rozmawia, to ateiści. – To prawda, że Polska jest katolicka, ale coraz mniej jest ludzi, którzy żyją wiarą – dzieli się wnioskami z kilkuletniej misji w Krakowie. Nie zawsze da się rozmawiać, ale misjonarze rzucają ziarno i modlą się. Są tacy, którzy się przed nimi otwierają, ale bywają i tacy, którzy wciągają w dyskusje, obrażają Kościół. – Rozmawiamy z nimi: „Ty jesteś Kościołem! To ty nie powinieneś uciekać od rodziny, gdy widzisz, że źle się dzieje. Ja zostaję, a ty?” – relacjonuje Brazylijka.

Jej zdaniem w Polsce katolików jest wciąż sporo, ale liczba tych, którzy są poza Kościołem, również jest spora i to jest coraz bardziej widoczne. – Są skandale, to sprawia, że ci, którzy nie mieli stabilnej wiary, dziś się buntują – stwierdza. Wie, co mówi, bo ewangelizując, ma możliwość dotykania różnych ludzkich ran. – Odchodzenie jest spowodowane tym, że za późno zauważyliśmy, że ludzie żyją tylko tradycją – argumentuje misjonarka. – Jeden człowiek, który przeżył osobiste spotkanie z Bogiem, zrobi więcej niż tysiąc innych, którzy przychodzą do kościoła z przyzwyczajenia – dodaje. Z drugiej strony widzi, że wciąż jest za mało świadectwa, ewangelizacji, modlitwy. – Kiedy pytamy ludzi, jak się modlą, słyszymy o Różańcu, pacierzu, Mszy… Ale nie ma relacji z Bogiem. Szczerze? Byłoby mi trudno chodzić do kościoła, gdyby Jezus nie był mi bliski – podsumowuje.

Ostatecznie jest jednak optymistką. W Kościele było wiele momentów kryzysowych, ale tak naprawdę są to momenty właściwe, by mógł się narodzić na nowo, wrócić do wierności Ewangelii. – Usłyszałam kiedyś, że świat nie oczekuje, żeby Kościół go do czegoś przekonał. Świat oczekuje, żeby Kościół go zaskoczył – mówi Michele.

Cześć, ludzie!

Jak próbuje zaskakiwać krakowska Wspólnota Shalom? Jej członkowie organizują uliczną ewangelizację, warsztaty tańca brazylijskiego, wieczory uwielbienia, dni gier, wyjazdy w góry, uczą portugalskiego przed ŚDM w Lizbonie. Przed pandemią robili NEON-party: dużo tańca, radości, muzyki serwowanej przez DJ-ów z Brazylii. Niebawem odbędzie się seminarium Życia w Duchu Świętym, a w chwili, gdy rozmawiamy, za ścianą trwa transmitowane online spotkanie pod hasłem „Cześć, ludzie!”. W sumie wspólnotę tworzy ok. 30 osób. Są wśród nich świeccy celibatariusze, ale też narzeczeni, jak Ana ­Raquel, która poznała na ŚDM w Panamie misjonarza z USA. Od momentu, gdy zostali parą, nie widzieli się jeszcze, pandemia to uniemożliwia. Oboje należą do Wspólnoty Życia. Do małżeństwa powołana jest też Maynara, Brazylijka o słowiańskiej urodzie, która śmieje się, że Pan Bóg chciał, by była Polką.

Licząca już niemal 40 lat wspólnota brazylijska ma na koncie dzieła poważniejsze niż jej raczkująca w Polsce siostra. Z inicjatywy Shalom zrodziły się centra ewangelizacji, domy rekolekcyjne. Wspólnota prowadzi szkoły, posługuje chorym i więźniom. Na 35. rocznicę powstania Shalom Moysès Azevedo ofiarował papieżowi Franciszkowi projekt Miasta Pokoju. Takie miejsca, gdzie będą przyjmowani młodzi z ulicy, mają powstawać w różnych częściach świata. A w Polsce? – Marzy nam się pizzeria. Taka jak w Fortalezie – uśmiecha się Michele. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama