GN 3/2021 Archiwum

Ukazały się dzienniki więzienne kard. Pella

O swych doświadczeniach przedstawiciela Kościoła, niewinnie skazanego na 6 lat więzienia za rzekome molestowanie dwóch małoletnich chłopców w 1996 roku, mówi były arcybiskup Sydney oraz prefekt watykańskiego Sekretariatu ds. Gospodarki, kard. George Pell. Nakładem amerykańskiego wydawnictwa Ingatius ukazały się jego zapiski więzienne dokonane w okresie od 27 lutego do 13 lipca 2019 roku.

Kardynał Pell zabrał ze sobą brewiarz i rozważał czytania z Księgi Hioba. Zauważył, że w przeciwieństwie do postaci Starego Testamentu chrześcijanie mają świadomość, iż cierpienie może mieć wartość zbawczą, postrzegając je w perspektywie Jezusa Chrystusa. Zaznacza, że istnieje jednak różnica między nauką katolicką a osobistym doświadczeniem.

„Ludzie tacy jak ja, którzy prowadzili życie chronione, nigdy nie byli uwikłani w wojnę, ataki terrorystyczne itp., możemy być skłonni do niedoceniania zła w społeczeństwie i szkód wyrządzonych wielu ludziom, ofiarom” – zauważa kardynał.

Omawiając te dzienniki na łamach portalu „National Catholic Register” Joan Frawley Desmond dodaje, że publikacja tej książki zbiega się niemal z ogłoszeniem przez Stolicę Apostolską raportu w sprawie McCarricka. Zatem czytelnik może stanąć przed paradoksem Kościoła, który zawiera w swoich szeregach zarówno pasterzy niesłusznie skazanych za nadużycia, jak i drapieżników, którzy wymykają się karze, biskupów, którzy wykorzeniają korupcję i tych, którzy ją podsycają.

Należy zaznaczyć, że pisząc swój dziennik kardynał Pell nie wiedział, jaki koniec będzie miała jego sprawa. Jego pierwsza apelacja spowodowała, że wyrok został utrzymany w mocy. Ale drugie odwołanie doprowadziło do tego, że Australijski Sąd Najwyższy w kwietniu br. jednogłośnie orzekł, iż został niesłusznie skazany na podstawie dowodów, które „nie spełniały” wymaganego standardu dowodu winy.

Kardynał nie wyraża żadnych emocji w stosunku do domniemanej ofiary i jej wybaczył. Nie ustosunkowuje się też do nieuzasadnionych oskarżeń, sugerujących jakoby skorumpowani urzędnicy Kurii Rzymskiej, usiłujący zablokować jego audyt finansowy mogli odegrać rolę w zarzutach, które zmusiły australijskiego purpurata do dobrowolnego opuszczenia Rzymu i powrotu do ojczyzny, w celu oczyszczenia swojego nazwiska.

Najbardziej przykuwającym uwagę aspektem tego dziennika jest sposób, w jaki autor podchodzi do swojego nowego życia w więzieniu, i jak to doświadczenie ukazuje wpływ oczyszczającego ognia na człowieka głębokiej wiary, który jest również odporny, inteligentny i przyzwyczajony do sprawowania władzy: „Miałem zaległe rekolekcje” - zauważa na początku kard. Pell.

Po ponad czterdziestu latach jako kapłan i dwudziestu jako biskup, nowy więzień, najwyższy rangą przywódca Kościoła, który został skazany za wykorzystywanie seksualne małoletnich, wiedział, że musi ustalić plan życia zakotwiczony w modlitwie i refleksji biblijnej.

„Boże Ojcze nasz, pomóż mi tęsknić za Tobą, tak jak tęsknię za światłem i widokiem słońca" - pisze na zakończenie jednego z pierwszych zapisów.

Powoli dostosowuje się do upokorzeń i niedostatków wbudowanych w codzienną rutynę. Najważniejsze z nich to fakt, że od ponad 70 lat nie będzie mógł uczestniczyć w niedzielnej Mszy Świętej ani po raz pierwszy jej odprawiać.

Kapelani, którzy służą osadzonym wiedzą, że więzienie może stać się klasztorem. A cela autora jest jak cela mnisza - mała, surowa i ciasna, z toaletą, łóżkiem i biurkiem w bliskiej odległości. Tygodniowe obowiązki domowe obejmują zamiatanie i wycieranie cementowej podłogi. Inne rytuały więzienne trwają dłużej, jak np. rewizje osobiste, które poprzedzają spotkania z odwiedzającymi.

Część czasu purpurat poświęca na bieżącą analizę sprawy sądowej w związku z jego apelacją, korespondencję ze współwięźniami i przyjaciółmi oraz regularne, choć ograniczone, ćwiczenia fizyczne.

Czasami jednak uważa, że niepokój i napięcie związane z jego niepewnym losem są trudne do przezwyciężenia. Niewiele rzeczy rozprasza uwagę w milczeniu oddziału 8 w więzieniu Melbourne, gdzie osadzeni skazani są na izolację. Dwunastu więźniów przebywających na tym oddziale nigdy się nie spotyka, ale niektórzy manifestują swoją obecność poprzez wycie lub uderzenie. Jeden więzień regularnie koresponduje z kardynałem, który określa go jako „przyjaciela”.

Będąc niegdyś wpływową osobą w życiu społecznym, przywódca Kościoła cieszy się na wizyty kapelana więziennego, zakonnicy, która przynosi mu Eucharystię i cenny dar wspólnoty. Autor woli raczej ukazywać, niż wyjaśniać duchowy wpływ tego oddziaływania, co czyni jego świadectwo tym bardziej wymownym.

W najbardziej wzruszających fragmentach pierwszego tomu jego dziennika znajdujemy niezliczone listy wsparcia i wskazówki, które otrzymuje od życzliwych sobie ludzi na całym świecie, w tym wielu katolików, którzy wierzą, że jest on prześladowany za swoją wiarę.

„Te listy zmieniły mój czas spędzony w więzieniu, mój codzienny program, moje myślenie i modlitwę, mój pokój ducha” - pisze.

Podczas codziennej modlitwy i lektury odnajduje również inspirację w przykładzie świętych, zwłaszcza męczeńskiej śmierci św. Tomasza More'a i Jana Fishera, i wierzy, że stał się celem prześladowań ze względu na swoją wiarę i znaczenie jako przywódca katolicki.

„Zostałem pochwycony w walce pomiędzy dobrem a złem”, kończy w pewnym momencie.

Pierwsza część jego dziennika więziennego nie odnosi się jednak do wielkiego zła związanego z seksualnym wykorzystywaniem małoletnich przez osoby duchowne z taką głębią, uczciwością i pasją, na jaką oczekiwali niektórzy czytelnicy.

Podczas gdy kardynał został oskarżony przez pewnych adwokatów ofiar z Australii zarówno o brak szybkiej reakcji na wczesne doniesienia o księżach popełniających nadużycia, jak i o blokowanie inicjatyw mających na celu uzyskanie większego odszkodowania od Kościoła, konkretne fragmenty dziennika na ogół bronią wysiłków australijskich biskupów na rzecz naprawienia swoich błędów z przeszłości. Mimo to uznaje on ogromne wyzwania, jakie historyczne zarzuty wykorzystywania postawiły przed takimi przywódcami Kościoła jak on.

„W moim nie do końca ograniczonym doświadczeniu kryzys pedofilski jest najbardziej dokuczliwą dziedziną, z jaką się zetknąłem, gdzie często trudno jest określić prawdę. Nie znam też żadnej innej dziedziny życia, która miałaby taką samą zdolność do wypaczania i niszczenia indywidualnego osądu, niezależnie od tego, czy osoby są dobre, złe czy obojętne" - pisze.

Odnotowuje, że codziennie modli się „wprost za ofiary”. A ostatnio zaczął regularnie modlić się „za kapłanów popełniających przestępstwa i winnych biskupów”, w tym „Teda McCarricka”.

Niektórzy czytelnicy potraktują ten komentarz jako dowód na to, że autor nie rozumie wagi przestępstw popełnionych przez McCarricka i innych jemu podobnych. A jednak dziennik więzienny kardynała Pell'a przypomina nam, że niewinny człowiek został niesłusznie skazany za przestępstwo i że odpowiedział na tę niesprawiedliwość nie tylko wnosząc apelację, ale i zanosząc swoje cierpienia Jezusowi.

"Opowieść kardynała Pella ujawnia, że Bóg daje każdemu ze swoich uczniów pracę, której nie powierzył komukolwiek innemu. A w przypadku autora, czytelnicy będą poruszeni jego cierpieniami i będą je postrzegać jako ofiarę za grzechy innych kardynałów, czy duchownych, którzy nie zapłacą za swoje przestępstwa w życiu doczesnym" - kończy Joan Frawley Desmond.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze