Nowy numer 2/2021 Archiwum

Zapukał do mnie po śmierci

O tym, jak ojciec Joachim zapukał do przyjaciela w drodze do nieba i czy warto modlić się za dusze czyśćcowe, z benedyktynem o. Leonem Knabitem rozmawia Marcin Jakimowicz.

Marcin Jakimowicz: Możemy jutro przyjechać?
o. Leon Knabit: – Tak. Jestem poza Tyńcem, ale wieczorem wracam. Jutro powinienem być w klasztorze. No chyba że coś nas po drodze zabije i nie dojedziemy. Ale wtedy przeczytają o nas w internecie…

Na szczęście nie przeczytałem wczoraj o Ojcu w internecie. A czy ojciec Leon boi się w ogóle śmierci?
– Nie chciałbym w tej chwili umierać. Mam taki bałagan w swych rzeczach, że nie wyszedłbym z czyśćca, zanimby moi współbracia tego nie uporządkowali. A poważnie: jestem nastawiony na to, że Pan Jezus jest dobry i miłosierny. I dzięki temu nie lękam się kary, którą z całą pewnością powinienem otrzymać za moje przewinienia. Taka kara jest zresztą bardzo dobrą rzeczą…

Dobrą???
– Tak. Bo najgorsze jest to, jeśli człowiek coś zbroi, a inni zbyt łatwo go rozgrzeszą i machną nad nim ręką. Wtedy winowajca nie czuje się oczyszczony do końca i dręczą go wyrzuty sumienia. I to powiedzenie: „Oby Cię Bóg skarał!”, które jest traktowane jako wyraz zemsty czy złości, jest tak naprawdę najlepszym życzeniem! Ludzie są niesprawiedliwi i albo przesadzają w karaniu, albo wcale nie karzą, dozwalając na bezkarność. A Pan Bóg będzie oczyszczał nas sprawiedliwie.

Czyściec jest karą?
– Tak. Boimy się tego słowa – „kara”, prawda? Chcemy je zagłaskać. Wołamy „Boziu dobra, Boziu kochana”, a przecież Pismo Święte aż się trzęsie od słowa „kara”. Jest kara. To naturalna konsekwencja grzechu, przekroczenia prawa.

Dominikanki ze świętej Anny opowiadały, że w chwili śmierci mniszki – nawet święte, mistyczki – stawały się bezradne jak dzieci. Bały się. Trzeba było je wziąć za ręce i przeprowadzić na drugą stronę…
– Jako proboszcz widziałem ludzi (nie mistyków, ale zwykłych, często pogubionych, uwikłanych w alkohol), którzy w obliczu śmierci zmieniali się, nabierali ufności, odchodzili spokojnie, bez histerii. Ale pamiętam też inną sytuację: umierał ksiądz, znany, ceniony, poważany i pobożny. W obliczu śmierci zaczął nagle przypominać sobie jakieś dawne grzeszki. I przesłoniły mu one wszystko. Tak przeraził się swej grzeszności, że zaczął panicznie wołać: „Nie ma dla mnie miłosierdzia!”. Pocieszaliśmy go: „To było dawno, przecież twoje życie było bardzo dobre”, ale on trwał w ciemności. Nie wiem, czyja to była sprawka… Może szatana?

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także