Nowy numer 33/2020 Archiwum

Gowin: Reelekcja prezydenta Dudy daje gwarancję trzech lat stabilności na szczytach władzy

Reelekcja prezydenta Andrzeja Dudy daje gwarancję trzech lat stabilności na szczytach władzy, której bardzo potrzebujemy, bo przed Polską ogrom wyzwań. Gdyby prezydentem został Trzaskowski, znacznie trudniej było by tym wyzwaniom sprostać - mówił w poniedziałek prezes Porozumienia Jarosław Gowin.

"Prezydent Duda to jest w moim przekonaniu zdecydowanie lepszy wybór dla Polski, przede wszystkim dlatego, że jego reelekcja daje gwarancję trzech lat stabilności na szczytach władzy, bardzo potrzebujemy tej stabilności, bo przed Polską, tak jak przed całym światem, ogrom wyzwań. Gdyby prezydentem został Rafał Trzaskowski myślę, że znacznie trudniej było by tym wyzwaniom sprostać" - ocenił w Radiu Zet lider Porozumienia.

Odnosząc się do tego, że prezydenta Dudę w tej kampanii "bez precedensu wspierał aparat partyjny, państwowy, rządowy, a oddzielny sztab wyborczy to była telewizja państwowa, która w jawny sposób wspierała kandydata Zjednoczonej Prawicy" powiedział: "nie jestem w polityce od wczoraj, pamiętam kilka kampanii prezydenckich, (...) zawsze wtedy, kiedy startował urzędujący prezydent, a równocześnie rząd był z tego samego obozu, to rząd w naturalny sposób angażował się w tę kampanię wyborczą". Dodał, że nie widzi w tym akurat niczego nadzwyczajnego.

Pytany o to, czy w związku z możliwymi protestami wyborczymi Sąd Najwyższy może zakwestionować wynik wyborów, przyznał, że ma nadzieję, że tak nie będzie.

"Mam nadzieję, że tutaj my wszyscy politycy, ponad podziałami, wykażemy się pewną odpowiedzialnością. Polacy zdali egzamin, tak masowo idąc do lokali wyborczych, teraz egzamin jest przed nami politykami" - wskazał.

Podkreślił, że "generalnie rzecz biorąc, to były wybory demokratyczne, bezpieczne i wolne". "Bardzo jestem dumny z tego, że sprzeciwiając się wobec majowego terminu wyborów, przyłożyłem rękę do takich właśnie wyborów" - dodał.

Na pytanie o to, czy po wygranej Andrzeja Dudy, rządzący zaczną "przykręcać śrubę" Gowin odpowiedział: "Polska, co mówią wszyscy, okazała się pęknięta na pół. Co więcej, to pęknięcie jest bardzo głębokie, bo nie chodzi tylko o niezwykle wyrównany wynik, chodzi przede wszystkim o skalę emocji po jednej i po drugiej stronie. Wiem, że dzisiaj jakaś połowa Polaków, któraś z tych dwóch, po ogłoszeniu wyników przez PKW, poczuje się głęboko sfrustrowana".

Szef Porozumienia przekonywał, że teraz nie jest czas na "+przykręcanie śruby+, teraz jest czas na szukanie tego, co Polaków łączy, na zabliźnianie ran".

Jego zdaniem wczorajsze wypowiedzi zarówno Dudy, jak i Trzaskowskiego są "optymistycznym prognostykiem, że każdy z nich zdaje sobie sprawę z ciężaru odpowiedzialności za to budowanie czy odbudowywanie jedności". Jak mówił, "w twardy sposób takich właśnie działań od prezydenta Polski oczekuje, niezależnie od tego, kto tym prezydentem zostanie".

Gowin odniósł się także do słów pierwszej damy Agaty Kornhauser-Dudy, wypowiedzianych podczas wiecu wyborczego Andrzeja Dudy w Pułtusku, kiedy powiedziała, że przez ostatnie lata nie udzielała wywiadów, ponieważ nie zgadza się na manipulacje i kłamstwa, które pojawiają się w mediach.

"Parokrotnie z nią w ciągu tych pięciu lat rozmawiałem. Wiem, że bardzo żywo interesuje się tym, co dzieje się na scenie publicznej, że ma bardzo wyraziste poglądy, niekoniecznie ortodoksyjnie zgodne z linią obozu Zjednoczonej Prawicy, natomiast każdy ma prawo do tego, każda pierwsza dama czy ewentualnie, gdy kiedyś będzie prezydentem kobieta, każdy pierwszy mąż, ma prawo do tego, żeby wybierać własną formułę bycia współmałżonkiem głowy państwa" - zaznaczył.

Były wicepremier pytany o relacje w Zjednoczonej Prawicy związane z tym, że Gowin nie zgadzał się na wybory w maju, powiedział: "dzięki nam prezydent Andrzej Duda został wybrany na drugą kadencję w sposób w pełni legalny".

"Jestem przekonany, że gdy emocje opadną, to moi dzisiejsi krytycy docenią moją, Porozumienia, kluczową rolę w tym procesie" - dodał.

Pytany, czy nie obawia się "pewnego rewanżu", bo prezes PiS Jarosław Kaczyński nie zapomina takich rzeczy, odparł: "udowodniłem, podając się do dymisji, że poszedłem do polityki dla Polski, a nie dla stanowisk". "Udowodniłem też, że chociaż gotów jestem na wiele kompromisów, czasami bardzo trudnych, czasami dyskusyjnych, szanuję głosy krytyków, to równocześnie wiem, że istnieją granice kompromisów i wiem, gdzie te granice, przebiegają. Bezpieczne, demokratyczne, uczciwe, wolne wybory to jest ta granica, której nie wolno naruszyć" - podkreślił.

PKW podała w poniedziałek rano, że na podstawie danych z 99,97 proc. obwodów wynika, że ubiegający się o reelekcję prezydent Andrzej Duda uzyskał 51,21 proc., a kontrkandydat, popierany przez Koalicję Obywatelską Rafał Trzaskowski - 48,79 proc.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama