Nowy numer 32/2020 Archiwum

Historia pisana na nowo

Wojna kultur powoli zamienia się w rewolucję kulturalną.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z wielką operacją na ludzkiej pamięci. Tej zapisanej w książkach, utrwalonej na pomnikach czy taśmach filmowych. Klasyczne powieści, na których wychowało się kilka pokoleń wycofywane są z listy lektur, filmy i seriale znikają z ofert największych internetowych bibliotek, pomniki są dewastowane lub obalane przez tłum. A wszystko w imię wyrównywania dziejowych krzywd. Jak się takie operacje kończą – wiadomo, można o tym przeczytać w szkolnych podręcznikach dotyczących rewolucji francuskiej czy bolszewickiej. Jeszcze można, bo wkrótce przyjdzie zapewne czas i na programy szkolne.

„Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość” – ten cytat z George’a Orwella przytacza się dziś często jako przestrogę. Warto jednak przywołać też jego drugą część: „Kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość”. Bo to nie rozgorączkowany tłum pisze właśnie na nowo historię naszej cywilizacji, dostosowując ją do obecnych mód i bieżących potrzeb. Robią to ludzie sprawujący rząd dusz – klasa polityczna współczesnego zglobalizowanego Zachodu w sojuszu z elitami intelektualnymi i mediami.

Brytyjska pedagogika wstydu

Rzecz jasna to nie burmistrz Londynu napisał na pomniku Winstona Churchilla „rasista”, ale nie kto inny jak właśnie Sadiq Khan wyszedł z inicjatywą przeglądu wszystkich posągów i nazw ulic w brytyjskiej stolicy. To specjalna „komisja ds. różnorodności w sferze publicznej” powołana przez władze Londynu będzie przez najbliższe tygodnie tropić wszelkie nawiązania i symbole, które mogą urażać uczucia kolorowych mieszkańców miasta. Burmistrz niepokoi się, że pomniki i tablice „odzwierciedlają minioną epokę” (bo też taka była dotąd ich natura), a przecież to nie przeszłość Wielkiej Brytanii ma być jej chlubą, lecz „różnorodność naszej stolicy”.

Tak oto dumny (niegdyś) Albion wypracował swoją własną wersję pedagogiki wstydu. W dobrym tonie jest mówić, że imperium brytyjskie zawdzięcza dużą część swojego bogactwa wyzyskowi niewolników. Ale – co istotne – w tej całej operacji nie chodzi o zadośćuczynienie konkretne, przejawiające się np. w polityce wobec dawnych kolonii, lecz o pokutę symboliczną, dokonującą się w sferze kultury. Dostanie się pomnikom, pognębi się jednych pisarzy kosztem innych, wyrzuci na śmietnik stare filmy i nakręci nowe. Tak, by pochlebić współczesnym gustom i ambicjom.

I nikomu nie wolno się z tego śmiać

Bo gusta się zmieniają. I nie ze wszystkiego wolno się dziś śmiać. Rewolucyjnej fali poprawnościowej nie oparł się nawet narodowy skarb Brytyjczyków – John Cleese. Po kilku dekadach cenzorzy z UKTV uznali jeden z odcinków przezabawnego serialu „Hotel Zacisze” (znanego doskonale polskim telewidzom) za niebezpieczny i usunęli „na czas dokonania jego przeglądu”. Natomiast serial „Little Britain” zniknął z platform streamingowych w całości. I o ile Cleese wyrażał zdziwienie takimi posunięciami, o tyle Matt Lucas, jeden z twórców „Małej Brytanii”, złożył publicznie stosowną samokrytykę, zapewniając, że „dziś nie nakręciłby wielu skeczy z serialu”, który powstał… już w XXI wieku!

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama