Nowy numer 32/2020 Archiwum

Wynik jest nieoczywisty

O szansach kandydatów na zwycięstwo w drugiej turze i dwóch wizjach Polski, które reprezentują, mówi publicysta i pisarz Bronisław Wildstein.

Bogumił Łoziński: W drugiej turze wyborów prezydenckich zmierzą się Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski, co nie jest zaskoczeniem. Różnica między nimi w pierwszej turze wyniosła ok. 13 proc. na korzyść urzędującego prezydenta (rozmawiamy przed ogłoszeniem przez PKW oficjalnych wyników). Jaki to jest prognostyk dla rozstrzygnięcia drugiej tury?

Bronisław Wildstein: Ta różnica wygląda na bardzo dużą, ale wcale jednoznacznie nie przesądza o zwycięstwie Andrzeja Dudy w drugiej turze. Pojawia się pytanie, gdzie jest rezerwa głosów, którymi miałby wygrać z Rafałem Trzaskowskim.

Jakich przepływów elektoratów możemy się teraz spodziewać?

Elektorat Szymona Hołowni, który uzyskał trzeci wynik, jest specyficzny, pojawia się przy okazji wyborów prezydenckich już od jakiegoś czasu. To są ludzie, których wabi się nowością. Czasem jest ona autentyczna, a czasem wypreparowana. Według mnie w przypadku Hołowni jest to nowość absolutnie wypreparowana, jest produktem marketingu politycznego polskiego establishmentu, który szuka możliwości ogrania PiS-u i Andrzeja Dudy. Wykreowano więc bezobjawowego katolika. Ludzie, którzy na niego głosują, dają się na to nabrać, ale to wcale nie znaczy, że wszyscy będą zgodnie głosować na Trzaskowskiego. Oni kontestują status quo, establishment, który dla nich oznacza wszystkich rządzących obecnie w polityce, a więc rzeczywiście mogą zagłosować przeciwko Andrzejowi Dudzie. Spora część jednak może zostać w domu, uznając, że także kandydat PO należy do układu rządzącego. Nie można też wykluczyć, że część zagłosuje na obecnego prezydenta ze względów kulturowych. Dlatego postawa elektoratu Hołowni nie jest oczywista.

Relatywnie wysokie poparcie, ok. 7 procent, uzyskał kandydat Konfederacji Krzysztof Bosak. Andrzej Duda może liczyć na głosy jego elektoratu?

Teoretycznie można powiedzieć, że to jest rezerwuar głosów dla Andrzeja Dudy. Konfederacja atakuje PiS, bo jest dla niej za mało radykalnie prawicowy, więc rozum mówi, że trudno, aby jej wyborcy głosowali na Trzaskowskiego. Trzeba mieć jednak świadomość, że ludzie nie zawsze do końca kierują się racjonalnymi przesłankami. Konfederacja wyzwalała niechęć do ­PiS-u i takie urazy w dużej mierze są najsilniejszym motorem decyzji.

Zaraz po ogłoszeniu wstępnych wyników Andrzej Duda zwrócił się do lewicy socjalnej o poparcie go jako gwaranta transferów społecznych. Może liczyć na głosy z tej strony?

Nie wierzę w to dlatego, że tutaj największą rolę odgrywają emocje natury negatywnej. Demonizowanie PiS i Andrzeja Dudy przyjęło taką postać, że raczej nie ma szans na poparcie ze strony elektoratu lewicy. Do tego ich kandydat Robert Biedroń uzyskał bardzo słaby wynik, niewiele ponad 2 proc., więc nie ma tu rezerwuaru głosów. Elektorat lewicy już zagłosował na Trzaskowskiego przeciwko Dudzie.

W takim razie o czyje poparcie może walczyć urzędujący prezydent?

Według mnie o elektorat Szymona Hołowni i Krzysztofa Bosaka. Są także osoby, które poparły Władysława Kosiniaka-Kamysza, ale znów jest to niewielki procent – ponad dwa, gdyż elektorat ludowców został już skonsumowany przez Andrzeja Dudę.

Z tej analizy przepływów elektoratu wynika, że wynik drugiej tury, mimo kilkunastoprocentowego zwycięstwa Andrzeja Dudy w pierwszej, jest niewiadomą?

Właśnie na to zwracam uwagę. Nic nie jest oczywiste i walka będzie się toczyła do końca. Choć według mnie ostateczny wynik z różnych względów powinien być oczywisty.

Dlaczego?

Odwołam się tu do jednej sprawy, która mnie szczególnie uderzyła, a przeszła prawie niezauważona. Na wiecu wyborczym w jakiejś małej miejscowości na Warmii Rafał Trzaskowski zapytany, jak głosował w sprawie podniesienia wieku emerytalnego, odpowiedział, że nie był wówczas posłem, chociaż był i głosował za jego podniesieniem. Dopiero gdy partyjny kolega ze sztabu coś mu szepnął do ucha, Trzaskowski powiedział do uczestników spotkania, że przypomniał sobie, iż był posłem, ale wtedy nie głosował w sprawie wieku emerytalnego, co było kolejnym kłamstwem. Świadomie mówię kłamstwem, ponieważ trudno wyobrazić sobie, że kandydat na prezydenta nie pamięta, że przez cztery lata zasiadał w parlamencie jako poseł. Jeśli ktoś tak ostentacyjnie kłamie, to powinno to dyskwalifikować go z wyścigu do urzędu prezydenckiego. Zwróćmy uwagę, że ta sprawa nie została wykorzystana nawet przez przeciwników politycznych. Wszyscy przyjęli, że Trzaskowski ma prawo publicznie kłamać swoim wyborcom w dowolnej sprawie i to nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość. Fakt ten pokazuje tak fundamentalną degradację polityki, że powinien budzić nasze przerażenie i refleksję.

W pierwszej turze była największa frekwencja w wyborach prezydenckich w III RP, ok. 65 procent. To pokazuje, że te wybory są dla Polaków bardzo ważne. Dlaczego?

Są niezwykle ważne nie tylko dla Polaków, ale dla całej Europy. Dostrzegają to zagraniczni komentatorzy, gdyż Polska jest dużym krajem i z powodu pewnej krystalizacji w Europie Środkowo-Wschodniej układu Trójmorza, który może zmienić bieguny na Starym Kontynencie, może podważać dominację Niemiec. Sprawa jest jednak głębsza. Te wybory to fundamentalny spór cywilizacyjny, choć ludzie nie zdają sobie z tego do końca sprawy.

Na czym polega ten spór?

Z jednej strony mamy model tradycyjny, odwołujący się do naszych fundamentów kulturowych, który reprezentuje Andrzej Duda. Wyrazem tego modelu jest podpisana przez niego Karta Rodziny. Z tego dopiero wyrastają wybory polityczne, dotyczące takich spraw jak klasyczny model rodziny, odwołanie się do tradycji, wiary, tożsamości narodowej, stosunek do państwa, a więc także do Unii Europejskiej (czy my właściwie nie rezygnujemy z naszej niepodległości na rzecz utopijnego bytu, jakim jest Unia Europejska, co w praktyce oznacza realizację interesów Niemiec?). Jednak podkreślam, że to wszystko wynika z podstawowego sporu ideowego, z którego ludzie nie zdają sobie sprawy, bardziej go odczuwają. Natomiast zdaje sobie z tego sprawę establishment, dla którego ideologia emancypacyjna, czyli zaprzeczenie tych wartości, które wymieniłem, jest doskonałym wehikułem dla zdobycia władzy. Zwracam uwagę, że establishment to nie są ci, którzy wygrywają wybory, tylko władza potężnego biznesu, korporacji przemysłowych, ośrodków opiniotwórczych, kulturalnych, mediów, korporacji prawniczych, z sędziowską na czele. Te podmioty mają silny wpływ na to, co się dzieje w Polsce, i nie chcą go oddać. Ten establishment tworzy pewną oligarchię, czyli władzę nielicznych działającą w swoim interesie ponad decyzjami demokratycznymi, ponieważ może je kontrolować. To widać na przykład na płaszczyźnie prawnej, gdy instytucje Unii Europejskiej mogą kontestować demokratycznie wybraną władzę w Polsce w imię arbitralnie traktowanych praw człowieka.

Co oznacza dla Polski ewentualna wygrana Rafała Trzaskowskiego?

Zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego będzie oznaczać, że PiS nie będzie w stanie wygrać wojny z establishmentem. Większość PiS-owska będzie mogła administrować, a nie rządzić, ponieważ prezydent może zawetować wszystkie ustawy. Zapewne tak by było, bo demonstruje to nam już marszałek Tomasz Grodzki w Senacie. W praktyce oznaczałoby to uniemożliwienie funkcjonowania większości parlamentarnej i pozbawienie Polski sterowności. To się już w historii zdarzyło pod koniec lat 90., gdy Aleksander Kwaśniewski był prezydentem, a rządził AWS. W polityce zagranicznej będzie kontynuacja polityki uległości wobec Niemiec prowadzonej przez Donalda Tuska.

Jak będzie wyglądała Polska w przypadku wygranej Andrzeja Dudy?

Przede wszystkim wprowadzane od pięciu lat reformy będą kontynuowane. Będziemy się zderzać z europejskim establishmentem, który będzie je blokował. Jest dużo płaszczyzn sporu, np. o relokację migrantów muzułmańskich, o wpisywanie w normy prawne rewolucji kulturowej, która ma rozbijać tradycyjną rodzinę i kwestionować tożsamość człowieka łącznie z tożsamością płciową. My ciągle musimy się opierać tego typu ofensywie ideologicznej, która płynie do nas z centrów europejskich. Jeśli Andrzej Duda wygra te wybory, będziemy mieli możliwość opierania się tej ofensywie, blokowania jej. Będziemy mogli też kontynuować naszą politykę zagraniczną, budowania Trójmorza związanego ze Stanami Zjednoczonymi, które będzie kwestionowało porządek narzucony Europie przez Niemcy.

Kto będzie zwycięzcą drugiej tury wyborów prezydenckich?

Nie wiem. •

Bronisław Wildstein

jest pisarzem, dziennikarzem, publicystą i filozofem. Działał w opozycji antykomunistycznej. W latach 2006–2007 był prezesem TVP, jest współtwórcą Telewizji Republika. Autor kilkunastu powieści, tomów opowiadań i zbiorów esejów. Jest kawalerem Orderu Orła Białego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także