Nowy numer 27/2020 Archiwum

Pożegnanie z rynkiem pracownika

Korporacje nie zatrudniają i tną płace. Na zatrudnienie mogą liczyć pakowacze. Być może nie dojdzie do tragedii, ale kryzys już odbija się na rynku pracy.

Pod koniec roku bezrobotnych może być 1,3–1,4 mln Polaków – szacuje Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Tak zwane bezrobocie rejestrowane wyniosłoby więc ok. 10 proc. Podobne szacunki przedstawia wielu ekonomistów. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego bezrobocie nie osiągało dwucyfrowego poziomu od lutego 2016 r. (choć na początku stulecia przekraczało niekiedy nawet 20 proc.). Ministerstwo podaje, że mimo wybuchu pandemii koronawirusa na koniec marca br. stopa rejestrowanego bezrobocia wyniosła 5,4 proc., czyli o 0,1 pkt proc. mniej niż w lutym. Liczba zarejestrowanych bezrobotnych w końcu marca 2020 r. wyniosła więc 909,4 tys. wobec 919,9 tys. miesiąc wcześniej.

Jednak w kwietniu zarejestrowało się około 58 tys. bezrobotnych; ich łączna liczba osiągnęła 960 tys., a odsetek – 5,7 proc. Dla porównania: w czasie kryzysu z lat 2008–2009 liczba rejestrujących się osób bez pracy nie przekroczyła 35 tys. miesięcznie. Ogółem w kwietniu 2020 r. zatrudnienie było niższe o 2,1 pkt proc. niż rok wcześniej, podczas gdy analitycy spodziewali się spadku o mniej niż 1 pkt proc.

Panika zawczasu

Wiele korporacji zaczęło oszczędzać, zanim jeszcze pojawiły się kłopoty finansowe. Duńska firma transportowa DSV działająca także w Polsce zaczęła zwolnienia. Sprzedawca benefitów dla pracowników (kart sportowych itp.) obniżył pensje kadry zarządzającej o 30 proc. Podobnie postąpił start-up produkujący meble na zamówienie na francuski i niemiecki rynek. Cięcie wydatków zaczęło się jak zwykle od takich usług jak doradztwo czy PR, co z kolei przełożyło się na zwolnienia w tych działach albo brak zamówień u zewnętrznych usługodawców. Szybko rezygnowano też z osób wykonujących pracę na podstawie umowy-zlecenia albo jako firmy jednoosobowe. Kodeks pracy ich nie obejmuje, a więc nie chroni przed zwolnieniem. Nie uwzględniają ich także dane o rejestrowanym bezrobociu. Według „Rzeczpospolitej” w kwietniu 165 tys. nazwisk zniknęło z listy osób, za które pracodawcy opłacają składki w ZUS. Oznaczałoby to więc, że zajęcie straciło 110 tys. posiadaczy ozusowanych umów cywilnoprawnych. – Znamy sytuację, kiedy właściciel firmy budowlanej nagle wręczył 120 osobom coś, co nawet nie było wypowiedzeniem, bo większość osób pracowała na zlecenie – mówi Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność”.

Doktor Andrzej Sadowski, prezes Centrum im. Adama Smitha, zwraca uwagę, że to nie jest ostateczny bilans. – Teraz zaczyna się nowa fala zwolnień, bo jest fizycznie możliwe wręczenie wypowiedzenia – przypomina. Na bezrobociu za jakiś czas znajdą się też ci, którzy zostali formalnie zwolnieni na początku epidemii, ale dzięki umowie o pracę przysługuje im okres wypowiedzenia.

E-sprzedaż kwitnie

Stanęły też rekrutacje nowych pracowników. Wiele korporacji nie przeprowadza ich nawet w sytuacji, gdy ktoś odszedł z firmy i trzeba go zastąpić nową osobą. Analitycy z Grant Thornton podają, że w marcu liczba ofert spadła o 7,5 proc. W kwietniu serwis pracuj.pl (przez który swoje oferty ogłaszają zwykle właśnie korporacje) zanotował ponad 24-procentowy spadek nowych ogłoszeń. Podobne portale w kwietniu straciły też wielu odwiedzających. Goldenline.pl i gowork.pl przeglądało o ok. 45 proc. mniej ludzi niż w kwietniu 2019 r. Utrata posady powinna zachęcać ludzi do szukania nowej, ale być może stosunkowo wiele osób zakładało, że w czasie zamrożenia gospodarki i tak niczego nie znajdzie. Ponad połowa ofert z kwietnia dotyczyła pracowników fizycznych – podaje Grant Thornton. Przed rokiem było to 28 proc.

Ciągle potrzeba za to wykonawców prostych prac w przemyśle oraz budowlańców. Poszukiwani są też magazynierzy i pakowacze. Dlaczego? W czasie wielkiej kwarantanny rozwinęła się sprzedaż wysyłkowa. Z raportu Accenture Polska i fashionbiznes.pl wynika, że co piąty Polak po raz pierwszy zrobił wtedy zakupy w internecie. Mimo otwarcia galerii handlowych prognozy są tu optymistyczne. Kryzys zupełnie ominął też branżę spożywczą. Rosło również przeciętne wynagrodzenie, choć tylko o 1,9 proc., czyli o połowę wolniej, niż przewidywano.

Ochronieni tarczą

Pomocą dla zwalnianych ma być podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych. W tej chwili osoba, która przepracowała wcześniej od 5 do 20 lat, dostaje 861,40 zł brutto (741,87 zł na rękę) przez pierwsze trzy miesiące. Przez kolejny kwartał – 676,40 zł (592,52 zł netto). Teraz rząd obiecuje podwyżkę do 1,2 tys. zł i dodatkowo 1,3 tys. zł przez trzy miesiące po zwolnieniu dla osób, które straciły zatrudnienie z powodu epidemii. W utrzymaniu miejsc pracy mają pomóc kolejne tarcze antykryzysowe, czyli ustawy umożliwiające przedsiębiorcom zwolnienie ze składek ZUS, kredyty lub bezpośrednie wsparcie finansowe. Skorzystał na tym Marek, muzyk z Warszawy. Oprócz koncertów (wszystkie odwołano) źródłem utrzymania było dla niego nauczanie gry na instrumencie w domu kultury, gdzie pracował na ozusowane zlecenie. Choć zajęcia zawieszono, dzięki tarczy dostał tzw. postojowe, czyli pełną kwotę, jaką by zarobił. O wsparcie z tarczy ubiega się też sieć warszawskich salonów fryzjerskich. W czasie kryzysu jej właściciele wysłali pracowników na przymusowy bezpłatny urlop, co jest naruszeniem prawa pracy. Aby dostać wsparcie, musieli udowodnić, że firma pracuje, więc ostatecznie wypłacili wszystkim pieniądze.

Liczba miejsc pracy uratowanych dzięki tarczom szacowana jest na 600–900 tys. – Mamy sporo informacji o utrzymanym zatrudnieniu, ale widzimy też np. zakłady Volkswagena w Poznaniu i Wrześni. Zawarto tam bardzo dobre porozumienia, ludzie zachowują pracę, poziom wynagrodzeń pozostaje niezmieniony. Tylko że jeśli przyjdzie sygnał z centrali z Niemiec, to sytuacja może się zmienić z dnia na dzień, bo te fabryki to tylko część światowej produkcji Volkswagena – mówi Marek Lewandowski.

Wrócą na bruk?

Liczba bezrobotnych może się powiększyć o część z tych, którzy wyjechali za pracą za granicę. W Wielkiej Brytanii mieszka wciąż ok. 800 tys. naszych rodaków. Tymczasem kraj ten zamierza wprowadzić system punktowy do oceny tego, czy dany zagraniczny pracownik może pozostać na Wyspach. Cudzoziemiec będzie musiał zdobyć 70 punktów, z czego 50 dostanie za spełnienie podstawowych kryteriów, takich jak posiadanie oferty pracy od zatwierdzonego sponsora, umiejętności potrzebne do konkretnej pracy i znajomość języka angielskiego. Im wyższe są kwalifikacje i dochody, tym więcej będzie dodatkowych punktów. W praktyce wielu Polaków może nie przejść selekcji, a to będzie oznaczać konieczność przeprowadzki do innego kraju albo powrotu do domu.

Exodusu cudzoziemców z Polski na razie nie zaobserwowano. Wprawdzie 25 proc. ze 165 tys. wyrejestrowanych z ZUS to imigranci, ale 620 tys. obcokrajowców utrzymało legalne zatrudnienie. Brak pracowników zza wschodniej granicy stanie się zapewne odczuwalny w rolnictwie. Jak przypomniał minister rolnictwa Krzysztof Ardanowski, co roku w sezonie przyjeżdżało do Polski ok. 150 tys. Ukraińców zatrudnianych w rolnictwie. Możliwości podróżowania ciągle są ograniczone, więc rolnicy będą musieli szukać rąk do pracy wśród Polaków. Tworzy to możliwość sezonowego zatrudnienia, ale oferowane stawki zwykle nie są wysokie.

Będzie lepiej, a potem gorzej

Zdaniem Andrzeja Sadowskiego prognozowanie przyszłego poziomu bezrobocia jest nieuzasadnione, bo zależy on od poczynań rządu. – 20 lat temu miałem przyjemność konsultować list biskupów, w którym padło fundamentalne stwierdzenie: bezrobocie to błąd ludzki, nie Boski – podkreśla prezes Centrum im. Adama Smitha. Marek Lewandowski obawia się, że wróci problem tzw. śmieciówek. – Ten kłopot pojawił się po kryzysie w latach 2008–2009 – przypomina rzecznik Solidarności. – Szacujemy, że ponad 5 mln ludzi pracowało wtedy na podstawie niekorzystnych umów. Teraz ta liczba spadła do 1,5 mln, ale może wzrosnąć. Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, przypomina, że wszystko zależy od tego, czy rzeczywiście epidemia się kończy. – Jeśli tak będzie, to powrót do normalności potrwa długo. Może rok, może więcej – ocenia. Mimo wszystko jest optymistą. – Co będzie potem? Nic nie będzie. To nie pierwsza recesja w historii i nie ostatnia. Ludzie się z niej wydobędą, nastąpi boom gospodarczy, a po nim znowu recesja.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama