Nowy numer 48/2020 Archiwum

Sługa narodu na wojnie z epidemią

Koronawirus dotarł na Ukrainę w momencie zaostrzającego się kryzysu gospodarczego oraz politycznego. To najpoważniejszy sprawdzian w dotychczasowej karierze prezydenta Zełenskiego.

Pierwszy rok urzędowania prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego upłynie 20 maja. Zaczynał z ogromnym kredytem zaufania, do którego potem doszła pełna kontrola nad parlamentem, bo po wyborach samodzielną większość zdobyła tam jego partia Sługa Narodu. Dziś nie ma już śladu entuzjazmu i nadziei sprzed roku. Epidemia koronawirusa uderzyła w kraj w stanie politycznego chaosu i pogarszających się wskaźników ekonomicznych. To sprawia, że choć statystycznie nasz wschodni sąsiad nie wydaje się szczególnie dotknięty COVID-19 (7 maja było 13 691 zakażonych i 340 zmarłych), to i tak służba zdrowia jest na skraju wytrzymałości i pojawiły się niebezpieczne tendencje odśrodkowe.

„Umrą wszyscy emeryci”

Ukraina zareagowała na pandemię szybko. 12 marca wprowadzono ogólnokrajową kwarantannę, zakaz zgromadzeń, zamknięto większość sklepów, restauracji i parków. Zamknięte zostały granice, a w niektórych miastach wyłączono metro i zawieszono komunikację miejską. Te zdecydowane działania nie mogły jednak uratować sytuacji, ponieważ ukraińska służba zdrowia okazała się nieprzygotowana na koronawirusa. W przede- dniu nadejścia pandemii trwały przetasowania na stanowisku ministra zdrowia. Po niecałym miesiącu urzędowania odwołano ministra, który otwarcie mówił, że liczba ofiar „może być katastrofalna”, a nawet stwierdził, że na COVID-19 „umrą wszyscy emeryci”. Zastąpił go były gubernator Odessy, który zaczął od obwiniania poprzedników: „Pewien czas w zakresie przygotowań do pandemii został stracony”.

Głównym problemem Ukrainy w walce jest kondycja tamtejszej służby zdrowia: chroniczne niedofinansowanie, braki kadrowe, korupcja. Ukraina wykonuje najmniej testów na COVID-19 w całej Europie. Zgodnie ze statystykami serwisu euractiv.pl to zaledwie 3078 testów na milion mieszkańców (Polska wykonuje 10 041 testów na milion mieszkańców, a Hiszpania 41 332 testy). To sprawia, że trudno ocenić rzeczywistą skalę epidemii, ale na pewno chorych jest więcej niż 13 tysięcy.

Poziom zaufania Ukraińców do służby zdrowia od lat pozostaje niski, ale załamaniu uległ on zwłaszcza po wybuchu w 2017 r. epidemii odry. Według danych przytoczonych przez Krzysztofa Nieczypora z Ośrodka Studiów Wschodnich, w latach 2017–2019 za wschodnią granicą zachorowało 117 tys. ludzi. W 2014 r. wojenny chaos i załamanie gospodarcze sprawiły, że nie zakupiono odpowiedniej liczby szczepionek. Zabrakło też państwowych programów edukacyjnych, w wyniku czego na podatny grunt trafiło antyszczepionkowe lobby. Według wspomnianego raportu OSW w 2016 r. mniej niż jedna trzecia dzieci na Ukrainie było sczepionych na odrę. Obecnie kraj musi się równocześnie zmagać z dwiema epidemiami.

Zaskakujące ruchy Zełenskiego

Skuteczną walkę z koronawirusem utrudnia kryzys polityczny, w jakim Ukraina znajduje się od początku 2020 r. Początkiem serii wstrząsów była tamtejsza afera taśmowa. 16 stycznia ukazało się nagranie, w którym premier Honczaruk mówił o „prymitywnym wyobrażeniu o gospodarce” prezydenta Zełenskiego. Szef rządu bronił się, mówiąc, że taśma została zmontowana z różnych spotkań, ale jednocześnie zapowiedział złożenie dymisji. Jednak ku powszechnemu zaskoczeniu prezydent nie przyjął dymisji Honczaruka, a zamiast tego polecił znaleźć winnych wycieku taśm.

Gabinet najmłodszego w historii premiera Ukrainy (35 lat w chwili objęcia urzędu) przedłużył swój żywot zaledwie o półtora miesiąca. Każdy kolejny tydzień nowego roku przynosił niepokojące dane gospodarcze za rok 2019: spadła produkcja przemysłowa, zmniejszyło się tempo wzrostu PKB. Poparcie społeczne dla gabinetu Honczaruka zaczęło szybko maleć, a wraz z nim notowania Zełenskiego. 4 marca 2020 r. podczas posiedzenia parlamentu prezydent ostro skrytykował rząd i wymienił jego niepowodzenia. Zarzuty zostały poparte konkretnymi danymi, ale zaskoczeniem był moment ataku, ponieważ jeszcze do końca lutego prezydent konsekwentnie bronił Honczaruka.

NA KŁOPOTY (ZNOWU) SAAKASZWILI?

Nowym szefem rządu został Denys Szmyhal, dotychczasowy wicepremier i minister rozwoju społeczności lokalnych. Jego gabinet cechuje chroniczna niestabilność. W ciągu dwóch miesięcy urzędowania zmienili się ministrowie w pięciu resortach. Największe emocje budzą pogłoski na temat mianowania polityka, który ma przejąć wiodącą rolę w kreowaniu polityki ekonomicznej. Najpierw na giełdzie nazwisk pojawiali się Wałerij Choroszkowski oraz Serhij Tihipko. To politycy z czasów prezydenta Janukowycza i premiera Azarowa. 7 maja jednak Zełenski nominował na szefa Wykonawczej Komisji Reform Micheila Saakaszwilego – byłego prezydenta Gruzji, a później gubernatora obwodu odeskiego. Saakaszwili zapowiedział, że zamierza „wykorzystać międzynarodowe doświadczenie w kontaktach z instytucjami finansowymi”. Ukraina pilnie potrzebuje zakończenia negocjacji z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, aby ratować gospodarkę. W 2020 r. PKB ma się skurczyć o 4 proc., a sytuacja na rynku pracy stanie się dramatyczna, ponieważ obostrzenia związane z koronawirusem mogą utrudnić migracje do pracy w krajach UE.

Saakaszwili w Gruzji zostanie zapamiętany z odważnych reform gospodarczych, lecz jego poprzednie wejście do ukraińskiej polityki zakończyło się skandalem. Reformatorski zapał, ale i kłótliwość, doprowadziły do konfliktu z większą częścią ukraińskiej klasy politycznej, wypowiedzeniem posłuszeństwa prezydentowi Poroszence i skandalami rujnującymi reputację Ukrainy: najpierw uwięzienie przez policję, potem odbicie przez zwolenników, wreszcie wydalenie do Polski. Jego powrót znów budzi emocje, protestują władze Gruzji, głosy sprzeciwu podniosły się w partii Sługa Narodu i w rządzie, gdzie za największego przeciwnika Saaka­szwilego uchodzi minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow.

Nominacje lub pogłoski o nominacjach postaci z przeciwnych krańców sceny politycznej wskazują na chaos w polityce kadrowej Zełenskiego. Coraz trudniej stwierdzić, czy prezydent dalej będzie stawiać na młode twarze, dotychczas związane z sektorem pozarządowym, czy wróci do „starych wyjadaczy” – ze znanymi wadami, ale przynajmniej zręcznie poruszającymi się między rywalizującymi koteriami polityków i oligarchów.

Bunt samorządowców

Sprawność w administrowaniu krajem jest teraz szczególnie potrzebna. Kolejne jednostki samorządowe, mimo rosnącej liczby zakażeń, wypowiadają bunt przeciwko przedłużającej się kwarantannie. W mieście Czerkasy w środkowej Ukrainie 30 kwietnia zdecydowano o niemal pełnym zniesieniu ograniczeń: otwarto sklepy, salony fryzjerskie, a nawet ogródki restauracyjne. Upomniany przez rząd mer Czerkasów Anatolij Bondarenko (z ugrupowania Batkiwszczyna Julii Tymoszenko) stwierdził, że miasto „będzie stawiało opór”. W jego ślady chcą iść miasta z zachodniej Ukrainy: Iwano-Frankiwsk i Mukaczewo. Pojawiają się też doniesienia o problemach ze społeczną dyscypliną. Na przykład w Kijowie doszło do zbiorowej ucieczki z kwarantanny Ukraińców sprowadzonych z Indonezji. Morale obywateli osłabiają informacje o nieprzejmowaniu się ograniczeniami przez polityków. W Kijowie przez całą kwarantannę działało kilka restauracji, z których korzystali przedstawiciele elit.

Nieufność obywateli do aparatu państwowego, połączona ze słabością administracji i służby zdrowia, utrudnia wygranie walki z koronawirusem. To, jak szybko i w jakiej kondycji Ukraina wyjdzie z epidemii, zaważy na politycznej przyszłości Wołodymyra Zełenskiego i jego partii.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama