Nowy numer 48/2020 Archiwum

Żywności nie zabraknie, wody tak

O zagrożeniu niedoborami żywności z powodu suszy, wpływie koronawirusa na produkcję rolną oraz o braku wody mówi minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski.

Bogumił Łoziński: W Polsce może zabraknąć żywności z powodu suszy?

Minister J. K. Ardanowski: Nie ma takich przesłanek. Nawet jeśli susza spowoduje obniżenie zbiorów, a o tym zadecyduje dopiero maj. Jeśli spadną deszcze, może się okazać, że obecne tendencje zostaną zniwelowane. Nie ma więc podstaw, abyśmy mieli martwić się o brak żywności w Polsce.

Jednak może być jej znacznie mniej.

Nie sądzę. Polska jest krajem o dużej powierzchni, różnych obszarach klimatycznych oraz glebowych i nie zdarzyło się do tej pory, aby jakieś zjawisko przyrodnicze, nawet tak dokuczliwe jak susza, wystąpiło na terenie całej Polski. Po drugie, mamy duże nadwyżki. Do tej pory problemem było, jak wyeksportować znaczny nadmiar żywności, w niektórych działach nawet więcej niż połowę. Na przykład eksportowaliśmy 85 procent mięsa wołowego czy ok. 60 procent drobiu. Nawet jeśli zbiory okażą się gorsze, to po prostu będziemy zmniejszać eksport, a żywności dla Polek i Polaków nie zabraknie.

Hydrolodzy podają jednak, że susza dotyka prawie całej Polski. Na obszarze 90 procent kraju poziom wilgotności gleby jest poniżej 40 procent, a więc bardzo niski.

Susza jest realna i nikt tego zagrożenia nie bagatelizuje. U nas generalnie wpływ na rolnictwo mają deszcze majowe. Jest nawet takie powiedzenie: „Suchy kwiecień, mokry maj, będzie zboże jako gaj”. Oczywiście obserwujemy pogarszanie się warunków wodnych nie tylko w poziomie rzek, ale także w glebach. Jednak ilość wody dostępnej w glebach zależy od wielu czynników, nie tylko od opadów, ale także od struktury gleb, wielkości podsiąkania, a także od umiejętności rolnika. Chodzi np. o odpowiednie nawożenie, dużą ilość substancji organicznej, która jest przetwarzana na próchnicę, kwasowość gleby, przerwanie parowania. Większość rolników to rozumie. Stosuje m.in. płodozmian na konkretnym polu, międzyplony, poplony. Bardzo dużo rolników zasiało zboża ozime, które są odporniejsze na wiosenne niedobory wilgotności. W tym roku wielu z nich ze względu na brak śniegu i niskich temperatur bardzo wcześnie siało zboża, nawet w lutym. Oni nie doświadczają obecnie jakichś wyraźnych skutków suszy. Natomiast jeśli rolnik czeka z przerwaniem parowania poprzez włókowanie, bronowanie czy inne zabiegi, a prace na polu zaczyna bardzo późno, w kwietniu czy na początku maja, by siać kukurydzę, to sam prowokuje problem. Jego późniejsze narzekanie, że gleba jest wysuszona, raczej świadczy o nim niż o zjawiskach przyrodniczych.

Epidemia koronawirusa uderza w kondycję rolnictwa?

Pośrednio tak. Jeśli chodzi o prowadzenie gospodarstw, produkcję rolniczą, to wielkiego wpływu nie ma. W czasie epidemii rolnicy mają szczególne uprawnienia dotyczące ich pracy, np. w razie potrzeby mogą przechodzić kwarantannę na terenie gospodarstw. Gdy inni, będąc w izolacji czy na kwarantannie, nie pracują, rolnicy w takich sytuacjach dalej produkują żywność.

Natomiast pośrednio wpływ jest bardzo duży, ponieważ jako kraj nadwyżek żywnościowych mieliśmy duży eksport. Z powodu koronawirusa pozrywały się różnego rodzaju kontakty międzynarodowe. Kraje zamykają granice, coraz droższy jest transport międzynarodowy, brakuje kierowców, koszty transportu morskiego są ogromne, samoloty cargo wożą produkty związane z walką z epidemią, więc mamy duże problemy z eksportem. Myślę, że to się w ciągu kilku tygodni, góra kilku miesięcy, odbuduje, bo polska żywność była kupowana z powodu jej bardzo dobrej jakości i stosunkowo niewysokiej ceny.

Wobec problemów z eksportem tym bardziej trzeba apelować o zwiększenie chłonności rynku wewnętrznego. Rolnicy są solidarni ze społeczeństwem, zapewniają bezpieczeństwo żywnościowe, na półkach żywności jest pod dostatkiem, więc jak najbardziej mają prawo oczekiwać od konsumentów, żeby zwiększyli zakupy polskich produktów.

Po takich apelach Pana Ministra gospodarczy liberałowie stawiają zarzuty, że to wbrew zasadom wolnego rynku, solidarności w Unii Europejskiej itd.

Z takimi zarzutami spotykam się od dawna. Jak ktoś nie ma argumentów, to mówi, że ktoś nie rozumie świata. Odsyłam ich to tego, co robi obecnie Francja, mocno wzywając Francuzów, aby kupowali tylko francuskie produkty, podobnie politycy niemieccy. Naiwni i głupi są ci, którzy sądzą, że kapitał nie ma narodowości albo że swobodny przepływ towarów jest zawsze korzystny. W sytuacjach trudnych możemy oprzeć się tylko i wyłącznie na sobie i swoich zasobach.

W jaki sposób polskie państwo wspiera rolników, którzy ponoszą straty z powodu pandemii?

Warto, abyśmy sobie uświadomili jedną rzecz. Ludzie sądzą, że jakiekolwiek państwo czy wspólnota międzynarodowa, jak Unia Europejska, zapewni pokrycie wszystkich strat indywidualnych czy zbiorowych spowodowanych epidemią. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że tak nie będzie, że to jest niemożliwe. Natomiast na pewno trzeba pomagać.

Rozwiązania pomocowe zawarte w tarczach antykryzysowych zrównują rolników z przedsiębiorcami, i to jest bardzo ważne, gdyż mogą oni korzystać z takich samych form pomocy jak przedsiębiorcy. Oczywiście podejmujemy działania na rzecz rolników, które nie znajdują się w tarczy antykryzysowej. Już prawie skończyliśmy wypłacać rolnikom środki ze wszystkich możliwych tytułów, np. 99 procent dopłat bezpośrednich zostało przekazanych na dwa miesiące przed terminem, także środki za paliwo rolnicze, materiał siewny czy pomoc z tytułu zeszłorocznej suszy, choć z tym ostatnim są pewne problemy, bo to duże kwoty i część środków z tej puli poszła na walkę z koronawirusem. Dlatego ok. 10 procent rolników dostanie zaliczki, a na resztę jeszcze trochę będą musieli poczekać, ale zapewniam, że te pieniądze im nie przepadną. Uruchomiliśmy też dla nich wyjątkowo dużą akcję kredytową, jakiej chyba jeszcze w Polsce nie było – bardzo tanich kredytów preferencyjnych, zarówno obrotowych, jak i inwestycyjnych dla tych, którzy chcą utrzymać płynność finansową. Chcemy też dopłacać do odsetek od już zaciągniętych kredytów, ale czekamy na zmianę unijnych przepisów, bo tego zabraniają. Te działania dla rolników znacznie rozszerzają tarcze antykryzysowe oferowane dla przedsiębiorców.

Unia Europejska oferuje jakąś pomoc rolnikom, którzy ponoszą straty wynikające z pandemii?

Wystąpiliśmy do Komisji Europejskiej, aby część środków z niewykorzystanego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, który był projektowany przed siedmiu laty, gdy nikt w najczarniejszych snach nie przewidywał koronawirusa, przesunąć na bezpośrednie reakcje rynkowe, na dopłaty do odsetek zaciągniętych kredytów, na premię ubojową bydła mięsnego, na podtrzymanie hodowli owiec i kóz czy pomoc dla mleczarstwa i drobiarstwa, ale także na przetrwanie gospodarstw agroturystycznych. Oczekuję, że Komisja Europejska jak najszybciej wyda na to zgodę, niestety, na razie młyny unijne mielą bardzo wolno.

Wróćmy do suszy. Czy w kranach może zabraknąć wody? W ubiegłym roku w niektórych miastach wodę reglamentowano.

Wody może zabraknąć. Jestem tutaj realistą. Jeżeli zużywamy ją bez opamiętania, na podlewanie trawników, co w czasie braku wody powinno być absolutnie wstrzymane, jeżeli rolnicy, którzy mają olbrzymią ilość studni głębinowych, będą – mówiąc w uproszczeniu – podlewali pastwiska czy uprawy żyta pod lasem, to może się okazać, że zabraknie wody w wodociągach komunalnych, gminnych. A te wodociągi zaopatrują w wodę do picia i do jedzenia ludzi i zwierzęta.

W Polsce 70 procent wody zużywa przemysł. Czy tu są jakieś możliwości oszczędzania?

Na to, niestety, obecnie wielkiego wpływu nie mamy. Minister klimatu podkreśla, że dalekosiężnie musimy zmieniać strukturę naszego przemysłu. Głównym odbiorcą wody są elektrownie, które używają jej do chłodzenia. Obawiam się tego, że niedobory wody mogą spowodować konieczność wstrzymania niektórych bloków energetycznych, bo nie będzie czym ich chłodzić. Na razie to jednak jest gdybanie i czarnowidztwo, ostatecznie nie wiemy, jak będzie.

Czy tylko zmiany klimatyczne są powodem, że zaczyna w Polsce brakować wody?

Nie tylko. Przez dziesięciolecia prowadzona była zła, wręcz głupia polityka wobec zasobów wodnych. Na przykład melioracja była traktowana w kategoriach osuszania, a nie poprawiania, ulepszania. Wszystko było sprowadzane do przeciwdziałania powodziom, osuszania wszystkiego, czy było to potrzebne, czy nie, a teraz ponosimy tego konsekwencje.

Gdy dwa lata temu rozmawialiśmy o suszy, zapowiadał Pan, że rząd stworzy program odbudowy małych i dużych zbiorników retencyjnych, zatrzymywania wody w systemach melioracyjnych czy podpiętrzania stawów i jezior. Co z tych zapowiedzi udało się zrealizować?

Program dopłaty do retencji w gospodarstwach jest realizowany od września ubiegłego roku. Na ten cel jest przeznaczona pokaźna kwota 100 mln euro. Rolnicy mogą pozyskiwać do 100 tys. złotych na gospodarstwo i wydawać je na cele, które sami wskażą, np. wykopanie zbiornika na wodę albo rozszerzenie już istniejących czy też nowych nawodnień, przede wszystkim tych oszczędnych, takich jak nawodnienie kropelkowe. Do tej pory zgłosiło się około tysiąca rolników. To bardzo mało, wydłużyłem termin składania wniosków do lipca. Nie chce mi się wierzyć, by rolnicy, zamiast zabezpieczyć się przed suszą, czekali, że państwo wypłaci im za nią odszkodowania.

Minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej organizuje przetargi na wykonanie małych urządzeń spiętrzających, w sumie ok. 600 takich niewielkich budowli hydrotechnicznych będzie realizowanych w najbliższych czterech miesiącach.

Jest przygotowany ogromny narodowy program retencji, ale on wymaga czasu, bo chodzi o naprawę tego, co było psute przez kilkadziesiąt lat. Te działania mają być realizowane z nowej perspektywy finansowej Unii Europejskiej na lata 2021–2027. Jest zaplanowanych około 100 nowych zbiorników retencyjnych. Będą na terenie całej Polski, tam, gdzie można wodę zatrzymać.

Jednak te wszystkie wysiłki mogą być niewystarczające bez zaangażowania społeczeństwa. Wszyscy pytają, co rząd robi z suszą, a ja się pytam, co zrobił każdy z nas codziennie, aby zaoszczędzić wodę. Mamy teraz suszę, a ludzie bez opamiętania podlewają trawniki. Nie można tak postępować, trudno, uschną, ale tu chodzi o to, aby nie zabrakło wody dla ludzi. Zamiast oglądać się na innych, niech każdy uderzy się we własne piersi i zastanowi się, czy uczynił wszystko, aby oszczędzać wodę.

A Pan Minister, na przykład myjąc zęby, wyłącza kurek z wodą między szczotkowaniem a wypłukaniem ust?

Tak, wyłączam. Mam gospodarstwo rolne od czasów, gdy nie było jeszcze we wsi wodociągu. Mimo że miałem dwie studnie, produkcja zwierzęca była tak duża, że musiałem dowozić wodę, i to było znacznie droższe niż niewielkie opłaty za wodę z gminnego wodociągu. Dlatego szanowanie wody jest wpisane w mój życiorys. Wodę trzeba oszczędzać i nie lać jej bez opamiętania.

Polscy biskupi apelują o modlitwę błagalną o deszcz, wrogowie wiary kpią, że to jakieś zabobony. Przyłączy się Pan Minister do tej modlitwy?

Bardzo wierzę w siłę modlitwy. Za mnie tysiące ludzi się modli, żebym nie zgłupiał i sobie poradził, żebym był w stanie sprostać oczekiwaniom, które mieszkańcy wsi we mnie pokładają. Bardzo wierzę w suplikacje o deszcz i oczywiście codziennie się o to modlę. Uważam, że wszyscy powinniśmy modlić się do Pana Boga, żeby nas wybawił od powietrza, głodu, ognia i wojny i dał nam to, co jest niezbędne do życia. Ktoś, kto z tego kpi, traktuje jako zabobon, wydaje jak najgorsze świadectwo o sobie. 

*

Jan Krzysztof Ardanowski - jest trzecią kadencję posłem PiS, rolnikiem i samorządowcem. Od 1983 r. wspólnie z żoną prowadził własne gospodarstwo rolne. W 1985 ukończył studia na Wydziale Rolniczym Akademii Techniczno-‑Rolniczej w Bydgoszczy. Był radnym w sejmiku kujawsko-pomorskim. W latach 2008–2010 był doradcą śp. Lecha Kaczyńskiego, prezydenta RP, a w latach 2005–2007 wiceministrem rolnictwa w rządzie PiS. Ma 59 lat, wspólnie z żoną Marleną są rodzicami pięciorga dzieci.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także