Nowy numer 44/2020 Archiwum

To nie są złe czasy

O cywilizacji (nie)odpornej na wstrząsy, „ludziach zbędnych” i złotych cielcach w erze pandemii mówi dr hab. Arkadiusz Jabłoński z KUL.

Jacek Dziedzina: Epidemiolog widzi idące w górę krzywe zachorowań, ekonomista – lecące w dół krzywe akcji na giełdach, teolog próbuje odczytać znaki czasu. A co widzi socjolog i filozof społeczny, patrząc na pandemię?

Prof. Arkadiusz Jabłoński: Widzę ludzi, ich zachowania i coś, co w socjologii nazywa się czynnościami ludzkimi, czyli wszystkie aktywności, które w nowej rzeczywistości muszą jakoś odnieść się do ładu kulturowego, do którego się przyzwyczaili, dokonać pewnych przewartościowań swoich zachowań i zastanowić się, które wartości są najważniejsze. Widzę też w społeczeństwie chęć zachowania świata, w którym żyliśmy. To ma być świat rozrywki, olimpiad, Ligi Mistrzów, świat konsumpcji, dostępności wszelkich dóbr. Z drugiej jednak strony zauważam nadspodziewaną, jak na społeczeństwa zachodnie, gotowość ludzi do podporządkowania się nakazom władzy, wszystkim ograniczeniom, które są konieczne, racjonalne.

Ta gotowość podporządkowania się wynika zapewne z nadziei, że do tego świata, jaki znamy, wrócimy jak najszybciej.

Tak, nikt nie chce spodziewać się Armagedonu, spodziewamy się raczej kryzysu, który minie. Jest oczywiście obawa o pracę, biznes, natomiast tak naprawdę poważne przekształcenia społeczne zachodzą niekiedy niepostrzeżenie i rzadko odbijają się na naszych jednostkowych biografiach.

A jeśli tym razem to będzie coś więcej niż krótkotrwały kryzys, czy społeczeństwa zachodnie są mentalnie gotowe, by doświadczyć wstrząsu cywilizacyjnego?

Jeśli przez cywilizację rozumieć daleko idący postęp oraz zdolność do tłumienia tego, co w nas zwierzęce i wydobywania tego, co jest w nas człowieczeństwem określonym kulturowo, to jesteśmy na to gotowi. Wartości, które te społeczeństwa wyznają, takie jak ideały panowanie nad przyrodą, nacisk na bogactwo indywidualne, demokracja, przezwyciężanie cierpienia, trwanie ideałów religijnych, to jest ciągle broń, która podtrzymuje naszą wiarę w to, że poradzimy sobie z zaistniałą rzeczywistością. Upadną za to pewne mity, w tym mit technokratycznego optymizmu, przekonanie, że nauka sobie ze wszystkim od razu poradzi, że znajdą się specjaliści, którzy nam te problemy rozwiążą.

Modne stało się powtarzanie, że w erze koronawirusa świat zależy od pani w sklepowej kasie, krawcowej, która uszyje maseczki, od kierowcy, który przywiezie towar… Czy możemy mówić o początku upadku dotychczasowych elit, którym wydawało się, że trzymają świat przy życiu?

Może nie upadek, ale przy poważnym kryzysie może nastąpić zjawisko tzw. krążenia elit. Najbardziej prawdopodobne jest to, że w wielu państwach nastąpi zmiana elit politycznych. Może to również doprowadzić do tego, że elity związane z różnymi instytucjami międzynarodowymi zostaną zmarginalizowane. Przy okazji może upaść mit globalizmu, tworzenia ponadnarodowych systemów społecznych, politycznych, gospodarczych i kulturowych jako rozwiązania właściwego dla współczesności, a umocni się arystotelesowskie wskazanie na państwo jako na społeczność doskonałą, samowystarczalną.

Socjologowie mówią ostatnio, że kryzys może też doprowadzić do powstania całej masy tzw. ludzi zbędnych, tych, którzy do tej pory mieli poczucie znaczenia zawodowego, prestiżu, może nawet wpływu na społeczeństwo, a nagle nie tylko stracą pracę, ale też ich zdolności, kwalifikacje i sposób myślenia przestaną być odbierane jako potrzebne.

Jest takie zagrożenie. Dzisiejsza sytuacja każe na nowo definiować, co jest ważne, a co ważniejsze. Ludzie bardziej zwracają uwagę na rzeczy podstawowe, inne zaczynają uważać za mniej istotne. Może się okazać, że zaczniemy myśleć w taki sposób, że w czasie dobrobytu przywiązywaliśmy się do wartości nieistotnych, walczyliśmy o rzeczy zbędne, a teraz dopiero wraca normalność, która ma polegać na przywróceniu znaczenia zawodom zaspokajającym najbardziej podstawowe potrzeby. Owszem, to myślenie jest słuszne w tym sensie, że takie osoby powinny być bardziej doceniane w społeczeństwie, ale tak powinno być zawsze, bo to są nie tylko ważne zawody, ale przede wszystkim praca każdego człowieka zasługuje na szacunek i uznanie. Gorzej, gdy ktoś spróbuje grać na emocjach i zechce stworzyć nową elitę opartą właśnie na tych zawodach.

Nowa wielka rewolucja za rogiem?

Gdybyśmy poszli w tym kierunku, to byłby powrót do mentalności bolszewickiej, w której niszczymy czerwone dywany, dzwony kościelne tylko dlatego, że są kojarzone z próżnością dostatniego życia, choć tak naprawdę są przejawem czegoś, co jest kulturą wysoką, która jest otwarta na wyzwania, która, owszem, dostarcza nam nic nie wartych błyskotek, ale przede wszystkim daje nam prawdziwe skarby wiedzy, sztuki, obrzędów. Próba przewartościowania tego i wmawianie, że teraz trzeba zająć się tylko potrzebami podstawowymi, może doprowadzić do bolszewickiego niszczenia wszystkiego, co było starym porządkiem po to, by powrócić do tego, co „prawdziwe”.

Ale przydałoby się strącić parę złotych cielców z naszych przestrzeni…

Tak, bo jest też pozytywna strona takiego ewentualnego „przewrotu”: w społeczeństwie jest dużo pozoranctwa, osób, których Florian Znaniecki nazywał „podnormalnymi”, czyli takich ludzi, którzy nie potrafią przyjmować wzorców kulturowych, choć próbują to robić, i wykonują źle role społeczne, które przyjmują, i z jakichś względów znajdują uznanie innych. To osoby, które albo ciągle chcą się bawić i błyszczeć, albo są szefami wielkich instytucji, choć w rzeczywistości mają horyzont umysłowy niezbyt ogarniętego urzędnika, krótko mówiąc karierowicze, którzy zostają ważnymi politykami, a nawet profesorami na uczelniach. I oni w tej „rewolucji” zostaną obnażeni. Pozoranctwo w przestrzeni kultury wysokiej próbuje żerować na niej, a nie tworzyć ją, przekształcać. Może więc przyjdzie czas, by ludzie prawdziwie twórczy odzyskali swoją pozycję. To byłby pozytywny scenariusz ewentualnych zmian.

Znaniecki pisał, że po każdym kryzysie przychodzi ożywienie cywilizacji, ale mówił też, że to wymaga istnienia silniejszej władzy kontrolującej. Jest chyba takie niebezpieczeństwo, że ktoś zechce tak zarządzać naturalnym w dobie pandemii strachem, by pójść w kierunku władzy autorytarnej.

Zawsze istnieje ryzyko zachłyśnięcia się skutecznością reżimów autorytarnych, tym, że radzą sobie sprawnie z kryzysem, że wszystko kontrolują. I ludzie też mogą dojść do wniosku, że w tym poczuciu zagrożenia lepiej oddać władzę silnym ludziom. Ale to nie musi mieć od razu charakteru autorytarnego, w państwie demokratycznym też przecież można sprawnie zarządzać. I gdyby wzmocnienie władzy miało polegać na tym, że chronimy się przed ochlokracją, rządami motłochu, że chronimy się właśnie przed próbą ograniczenia nas do wyłącznie materialistycznego patrzenia na świat, przed próbą budowania świata, w którym humaniści nie będą mieli nic do mówienia, świata pozbawionego głosu ludzi zdolnych do mobilizowania społeczeństwa nie poprzez strach, ale przez wskazywanie nowych kierunków działań – gdyby państwo miało nas uchronić przed takim światem, to przecież nie byłoby to zagrożeniem. Władza nie może przyjąć formy dyktatury, ale jeśli będzie wzmacniała to, co jest siłą cywilizacji zachodniej, to trzeba to popierać.

Zachód ma szansę wyjść z wywołanego pandemią kryzysu… bardziej uduchowiony?

Sfera ducha wymaga czasu, kultywowania pewnych czynności, które sprzyjają oparciu się na wartościach najważniejszych. Na razie istnieje zagrożenie, że łatwiej poddamy się temu, co jest pospolite, uznając, że tego wymaga walka o zaspokojenie naszych podstawowych potrzeb. Dlatego mimo wszystko byłbym ostrożny z tą walką ze złotymi cielcami, z nazywaniem tak wszystkiego, co dotąd budowało naszą tożsamość. Bo jeśli nasza walka ze złotymi cielcami będzie polegała na równym wycinaniu wszystkiego, co wznosi się ponad nasze podstawowe potrzeby, co jest ponadprzeciętne, to stworzymy sobie świat bardzo prymitywny, a nasza cywilizacja będzie faktycznie zagrożona. Znaniecki, pisząc 100 lat temu o upadku cywilizacji zachodniej, widząc zagrożenie bolszewizmem, twierdził, że bez wychowania elit wartości się nie zachowają, że zostaną zdegenerowane przez prymitywizm bolszewicki i temu trzeba przeciwstawić proces wychowania elit, które będą w stanie pociągnąć ludzi i wskazywać autentyczne wartości. I możemy to jeszcze uratować.

Mam wrażenie, że w porównaniu z epidemiologiem czy ekonomistą socjolog okazuje się największym optymistą w tej sytuacji.

Bo to nie jest jeszcze czas, żeby tracić wiarę w człowieka. Ludzie na razie reagują na to wszystko w sposób cywilizowany. Nawet jeśli będzie wysoka śmiertelność, kryzys gospodarczy, nawet jeśli to jest znak czasów ostatecznych, to jako ludzkość jeszcze się jakoś sprawdzamy, broniąc swojego człowieczeństwa. Czasy, w których żyjemy, nie są złymi czasami. •

Arkadiusz Jabłoński

doktor habilitowany nauk społecznych, nauczyciel akademicki i kierownik Katedry Filozofii Społecznej Instytutu Socjologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II, ukończył również teologię i filologię polską.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także