Nowy numer 22/2020 Archiwum

Dziadek

Cztery miesiące temu nikt tego wirusa nie znał. Trzy miesiące temu słyszeli o nim tylko specjaliści. Dwa miesiące temu temat zaczął powoli pojawiać się w przestrzeni publicznej. Miesiąc temu o wirusie z Wuhanu wiedzieli już wszyscy. Dzisiaj zamienia nasze plany w pył.

Pochodzę z domu wielopokoleniowego. Na parterze mieszkali moi dziadkowie, dziadek Wincenty i babcia Gertruda. Gdy jako dzieci biegaliśmy z bratem po ogrodzie, gdy bawiliśmy się z kolegami z ulicy (albo w szopie, w której dziadek miał warsztat), gdy planowaliśmy różne rzeczy, dziadek czasami mawiał, żeby tak bardzo, tak daleko w przyszłość nie planować, bo nigdy nie wiadomo, jak będzie. Dziadek urodził się w 1910 roku i widział w życiu niejedno. Jasne, że miał plany. Był kowalem, bardzo inteligentnym i poukładanym człowiekiem. Ale też był pokorny wobec tego, co dzieje się wokoło. Dopuszczał możliwość pojawienia się okoliczności, które wszystkie plany obrócą w pył. Starsi ludzie o tym wiedzieli. Myśmy o tym zapomnieli. No i właśnie w pył obracane są nasze plany z powodu czegoś, co nawet nie jest organizmem żywym, czegoś, co jest tak małe, że nie widać go przez najlepszy mikroskop optyczny, czegoś, o czym trzy, cztery miesiące temu nawet nie słyszeliśmy.

Epidemia w krajach Europy i Ameryki się rozwija. Jak długo jeszcze potrwa? Kiedy się zakończy? Przyszłości nie da się przewidzieć, choć w pewnym sensie musimy to robić. Opisujemy więc zjawiska, które nas otaczają, językiem matematyki, a potem próbujemy opisać nim jutro. Z tych przewidywań dobrze wyciągać wnioski, ale trzeba mieć świadomość, że świat jest bardziej złożony niż modele, że zawsze może się zdarzyć coś nieprzewidywalnego. W końcu – że każdy model potrzebuje założeń i danych początkowych. Tymczasem nie wiemy o wirusie wielu rzeczy. Z założeniami i zmiennymi jest jeszcze jeden problem. Niektóre z nich mogą się zmieniać w czasie. To wszystko czasami utrudnia, a czasami wręcz uniemożliwia precyzyjne przewidywania. Wiedząc to wszystko, warto jednak próbować i uczyć się na tych błędach.

Niezależnie od tego, który model weźmiemy pod uwagę (a tych jest wiele, ich autorami są grupy badaczy z najlepszych ośrodków naukowych na świecie), wszystkie one mówią, że brak działania, obojętność wobec wirusa SARS-CoV-2 może kosztować życie milionów ludzi na świecie. Modele mówią też, że każde działanie liczbę ofiar zmniejsza. Stąd tak ważne jest maksymalne ograniczenie kontaktu pomiędzy ludźmi czy bezwzględne przestrzeganie zasad higieny. Nawet zastosowanie wszystkich metod walki równocześnie nie spowoduje, że wirus zniknie. Do tego potrzebna jest szczepionka. Modele, a nawet lepiej – przykłady konkretnych krajów azjatyckich (np. Korei Południowej) – mówią też, że walkę z wirusem możemy wygrać znacznie szybciej, gdy zastosujemy systemy cyfrowe lokalizujące ludzi, którzy są potencjalnymi nosicielami wirusa. Tylko czy zgoda na włączenie w telefonach i udostępnianie jakiemuś urzędowi czy jakiejś służbie dokładnej lokalizacji GPS byłaby powszechna? Oczywiście, w modele można nie wierzyć. Ale mając świadomość, że podawane przez nie wyniki trzeba traktować z ograniczonym zaufaniem, warto brać je pod uwagę.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • CSOG
    29.03.2020 16:49
    Dziadku, drogi dziadku, nie chcemy jeszcze …
    Czy zgoda na włączenie w telefonach i udostępnianie jakiejś służbie dokładnej lokalizacji GPS byłaby powszechna? To niefortunnie sformułowane pytanie. Przypuszczam, że istnieją „jakieś służby”, które o żadną zgodę nikogo nie pytają, nie muszą jeśli nikomu się nie chwalą tym co robią. Tak przynajmniej w dobie dzisiejszych możliwości podpowiada i sugeruje zdrowy rozsądek. Należałoby raczej zadać pytanie czy byłaby powszechna akceptacja dla ujawnienia określonym służbom niższego poziomu powiedzmy powiązań określonych ID użytkowników „oznaczonych” (np. „zarażonych”) i ID użytkowników przebywających w lokalizacji zbliżonej do ID oznaczonego. Drugim sensownym pytaniem wydaje się być pytanie o skalę tych możliwości czyli o system określany potocznie „eagle eye”. To kosztowna rzecz, o strategicznym znaczeniu zbliżonym do poziomu strategicznego znaczenia broni nuklearnej. Kosztowna i społecznie niebezpieczna, być może bardziej niż pandemia. Zostawmy ten wątek jako ciekawostkę i skupmy się na dziadku.
    Dlaczego dziadek, zapewne nie tylko dziadek pana redaktora, nie spoglądał zbyt daleko w przyszłość. Ponieważ bardziej niż my dzisiaj potrafił żyć teraźniejszością chwili obecnej. Nasi dziadkowie nie rozpamiętywali zbyt namiętnie przeszłości, nie wybiegali z zabiegami zabezpieczającymi w zbyt odległą przyszłość, skupiali się na tym co najbardziej realne, namacalne i odczuwalne. Skupiali się na teraźniejszości.


    Przewidywanie i prognozowanie nie jest złe. W przeciwieństwie do wróżenia, które to samoistnie i ambiwalentnie wyraża samo siebie w matematycznym stosunku jeden do jednego, a po góralsku brzmi może być tak albo inaczej. Przewidywanie i prognozowanie opiera się o wiele czynników, słusznie dostrzega autor. Jest w nim mniej lub więcej zmiennych mogących zmieniać się w mniejszym lub większym stopniu i zakresie. Weźmy dla przykładu prognozowanie pogody, określone ‘zmiany’ ciśnienia atmosferycznego, takie a nie inne konfiguracje określonego rodzaju chmur i kierunek ich przemieszczania się wywołany wiatrem itp. etc. W konsekwencji możemy powiedzieć „jutro możliwe opady. Na wszelki wypadek weź ze sobą parasol”. Jeśli wiatr zmieni kierunek, osłabnie i deszcz nie spadnie, nie stracimy nic więcej po za kilkoma kaloriami zużytymi na noszenie kilkunastu gram parasola. Jeśli prognoza się spełni, ochronimy głowę przed deszczem, ustrzeże nas to przed przeziębieniem i zyskamy sporo oszczędzając na lekarstwach i pobierając pełne wynagrodzenie za pracę a nie obniżone na skutek zwolnienia lekarskiego. Zysk takiego przewidywania i prognozowania zdecydowanie przewyższa koszty poniesione nawet w przypadku mylnej prognozy.
    Prognozowanie skutków pandemii wywołanej nieznanym wirusem, to znaczy takim o którym nie wiemy więcej niż wiemy, przypomina raczej scenariusz filmu o inwazji na naszą planetę „obcych” z którymi nie ma możliwości komunikacji, a ich zamiary są co najmniej nie wyłącznie pokojowe i przyjazne. Napiszę więcej. Prognozowania skutków ekonomiczno społeczno gospodarczych takiej pandemii w chwili obecnej nie podejmują się jeszcze chyba nawet najtęższe umysły tego globu. Wiedzą tylko, że sporo to nas będzie kosztowało. I tu raczej się nie mylą. Tyle nagromadziło się nam niewiadomych w tym świecie, co do którego wydawało nam się, że wiemy o nim już wszystko. A jeśli nie wydawało nam się że wiemy wszystko to wydawało nam się, że do tego „wszystko” naprawdę niewiele nam brakuje.
    I jak tu teraz stanąć w prawdzie i powiedzieć: „NIC NIE WIEMY JAK BĘDZIE”. Wiemy tylko, jak jest.
    doceń 1
  • CSOG
    29.03.2020 18:59
    Zepsuta kontrolka.
    Anegdota oparta o autentyczne wydarzenie. Mój znajomy zatarł silnik w samochodzie. Po dokonaniu kosztownej naprawy silnika przyznał, że przed awarią zapaliła się mu na desce rozdzielczej czerwona kontrolka, ale ponieważ nie świeciła się ciągle tylko migała, uznał, że uszkodzona jest żarówka. To było dawno temu, jednak uwierzcie miałem takich znajomych. Zapewne nie mnie jednemu zdarzyła się sytuacja kiedy w samochodzie raz mrugnie pomarańczowa kontrolka. Nie czerwona lecz żółta lub pomarańczowa, nie świeci ciągle, nie pulsuje. Raz mrugnie i … nic.
    O czym mrugnęła do nas obecna pandemia? Co zasygnalizowała? Jaka naukę możemy wynieść z tej lekcji, jakie odrobimy domowe zadanie jako cywilizacja?
    Zazwyczaj po takim mrugnięciu jadę jednak do warsztatu, zwłaszcza jeśli mrugnięcie nastąpiło przed dłuższą podróżą. Proszę o diagnozę komputerową sprawdzenie błędów i ich przyczyn, a przy okazji o sprawdzenie ogólnego stanu technicznego, elementów układu hamulcowego, kierowniczego. Na wszelki wypadek. Mechanicy tego nie lubią. Wolą naprawiać to co ewidentnie i widocznie uszkodzone. Preferują naprawy usterek jawnych, w sposób oczywisty wywołujących dysfunkcjonalność pojazdu.
    Przed jakim większym i groźniejszym zagrożeniem ostrzega naszą cywilizację obecna sytuacja? O czym do nas mówi? Sparaliżowany transport osobowy, stłumiona migracja ludności. Centralizacja osobowa na poziomie państwowym i narodowościowym przy jednoczesnym lokalnym wydłużeniu dystansu społecznego. Zakłócenia działalności gospodarczej, ograniczenia w handlu i gastronomii. Popyt ograniczony wyłącznie do artykułów spożywczych i sanitarnych. Zdławiona przepustowość na rynku paliw już przekroczyła możliwości magazynowania. Nie tylko na rynku paliw. Czy wszystko musi podrożeć, czy może część artykułów luksusowych, jak nierealnie drogie samochody będzie musiała potanieć, kosztem wzrostu cen artykułów pierwszej potrzeby? Czy uda się utrzymać sztucznie podtrzymywaną regularnie stałą cenę artykułów elektronicznych? To tylko kilka z pytań na dziś. Wśród pytań zadanych o jutro pierwszym jest co się stanie gdy nie raz mrugnie do nas pandemia, tylko pulsacyjnym światłem zapłonie na stałe czerwona kontrolka. Obecnie produkcja żywności wciąż nie jest zagrożona a zgromadzone zapasy żywności bezpieczne. Co byłoby gdyby w wyniku kilku wybuchów jądrowych skażeniu uległa większa część upraw a i te zmagazynowane uległy napromieniowaniu? Co w przypadku zakłócenia fal radiowych przez nieznane zjawisko astronomiczne. To nie pytania z zakresu futurologii sf. To pytanie o diagnozę stanu cywilizacji, diagnozę nieprzygotowania tej cywilizacji do deglobalizacji. To jeszcze możliwe? Ta pandemia to pikuś w porównaniu do tego co łatwo możemy przeoczyć.
    „Świat się zmieni a my z nim … „ było w piosence. I choć najbardziej warto skupiać się na chwili, to na horyzoncie zaczynają się pojawiać ciekawe przygody z przyszłością. Powoli idą w naszą stronę :)
  • Mamrotek
    30.03.2020 13:25
    Mamrotek
    No tak GPS. Ale przecież wszystko to sprawa Boga Wszechmogącego (chyba że już przestał być wszechmogący, ale o tym nic nie wiem) - On ma ten cały GPS i tylko On może zakończyć tę pandemię.
    doceń 2
  • Mamrotek
    30.03.2020 13:25
    Mamrotek
    Pan Bóg jest wszechmocny czyli wszechmogący i wszystko wie, a świat stworzył tak doskonały, że nawet guzik od gaci nie może nikomu się zerwać bez woli bożej. [...] Nie można Go zatem prosić o nic: ani o zdrowie, ani o pomyślność, ani nawet o niepodległość ojczyzny. Gdyby bowiem Bóg naprawił coś cudem, oznaczałoby to, że rzeczywistość jest niedoskonała. Stan doskonały jest wtedy, gdy niczego nie trzeba naprawiać. Wszystko co stworzył Stwórca – było i jest doskonale.
    doceń 1
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji