Nowy numer 23/2020 Archiwum

Proces o wolność

W procesie, jaki prof. Fuszara wytoczyła stowarzyszeniu rodzin, nie chodzi o naruszenie jej dóbr osobistych, ale o prawo do oceny moralnej zjawisk społecznych, wolność słowa oraz o prawo do życia zgodnie ze swoim systemem wartości.

Pozornie proces cywilny, który rozpoczął się 21 lutego przed warszawskim sądem okręgowym, dotyczy naruszenia dóbr osobistych prof. Małgorzaty Fuszary przez Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza. W rzeczywistości chodzi o próbę odebrania środowisku rodzin prawa do krytyki inicjatyw LGBTQ. Stawką jest więc wolność słowa. Sprawa ma jednak głębszy wymiar, gdyż zakaz prezentowania w przestrzeni publicznej swoich opinii jest jedną ze strategii środowisk LGBTQ, które dążą do stworzenia społeczeństwa według swojej ideologii. Wyznawana obecnie powszechnie moralność, koncepcja małżeństwa i rodziny czy ludzkiej płciowości jest w tych dążeniach główną przeszkodą. Atak na rodziców publicznie broniących owych wartości jest elementem tej walki.

Stanowisko prof. Fuszary

Jako dowód naruszenia dóbr prof. Fuszara wskazuje list, który stowarzyszenie rozesłało w 2016 r. do ok. 20 tys. szkół w całej Polsce. Ostrzegało w nim przed szkodliwym wpływem tzw. edukacji antydyskryminacyjnej (EA), pod której nazwą „kryje się plan promowania w szkole zachowań i zwyczajów LGBTQ (lesbijek, gejów, biseksualistów, transseksualistów i queer) odrzucających wszelkie normy społeczne w sferze seksualności”. W uzasadnieniu organizacja stwierdza, że realizowana obecnie edukacja antydyskryminacyjna i ideologia LGBTQ są nierozłączne. Jako przykład podaje fakt, że w Rektorskiej Komisji ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji na Uniwersytecie Warszawskim czterech spośród pięciu członków było zwolennikami/specjalistami teorii queer. Po tym stwierdzeniu pada zdanie dotyczące prof. Fuszary: „Co więcej, zasiadająca w tej komisji specjalistka i promotorka teorii queer Małgorzata Fuszara była w poprzednim rządzie ministrem ds. antydyskryminacji, to jest pełnomocnikiem ds. równego traktowania”. Dalej stowarzyszenie podaje przykłady związku edukacji antydyskryminacyjnej i ideologii LGBTQ.

Pani profesor uznała, że zestawienie jej nazwiska z zarzutami, jakie autorzy listu stawiają wobec „edukacji antydyskryminacyjnej”, oznacza, że oskarżenia te odnoszą się również do niej. Jej linia oskarżenia polega na wykazaniu, że „została powiązana (zarówno w liście, jak i w następnych publikacjach) ze wszystkimi fałszywymi oskarżeniami, które Pozwany formułował i formułuje w stosunku do edukacji antydyskryminacyjnej i zaangażowanych w nią osób”. Taką argumentację przedstawiła w czasie pierwszej rozprawy w sądzie, jednocześnie broniła EA, mimo że w materiałach stowarzyszenia, które są przytoczone w jej pozwie, występują przykłady programów zawierających treści demoralizujące.

Stanowisko stowarzyszenia

Stowarzyszenie zdecydowanie odpiera zarzuty prof. Fuszary. W czasie procesu wiceprezes tej organizacji Grzegorz Strzemecki zwrócił uwagę, że list dotyczył kwestii ogólnych, a nazwisko prof. Fuszary zostało wymienione dla wskazania, iż 80 proc. składu komisji rektorskiej, w której pracach bierze udział, „związanych jest z teoriami LGBTQ”, i poza tym przykładem list w ogóle nie mówi o powódce, lecz o zjawisku. Stowarzyszenie stwierdza, że opinie i oceny wyrażane w jego publikacjach oparte były na konkretnych, wskazanych przez nie faktach. Jako organizacja zrzeszająca rodziców ma prawo brać udział w debacie publicznej. „Sam fakt, że powódka nie podziela ocen pozwanego stowarzyszenia, a podejmowana przez nią społeczna i zawodowa aktywność wiąże się z edukacją antydyskryminacyjną i funkcjonowaniem organizacji środowisk LGBTQ, nie stanowi podstawy do tego, by krytykę uznać za bezprawne naruszenie dóbr powódki” – czytamy w odpowiedzi na pozew.

Dowodów na to, że prof. Fuszara promuje ideologię i organizacje LGBTQ, jest bardzo dużo. To z jej inicjatywy, jako pełnomocnika rządu ds. równości, polski parlament ratyfikował w 2015 r. konwencję stambulską, która oparta jest na ideologii gender. Trudno też nie uznawać prof. Fuszary za promotorkę postulatów LGBTQ, skoro obejmuje ona patronatem naukowym wydarzenia, które takie postulaty formułują, np. konferencji „Życie społeczne osób nieheteronormatywnych” z 2012 r. Podczas niej niektórzy prelegenci wyrażali opinie o życiu płciowym, które były promocją rozwiązłości.

Wolność słowa

Stowarzyszenie przed sądem reprezentują prawnicy Instytutu Ordo Iuris. Jego prezes mec. Jerzy Kwaśniewski podkreśla, że sprawa dotyczy prawa do krytyki, które prof. Małgorzata Fuszara chce ograniczyć. – Przedmiotem działalności organizacji społecznych, takich jak Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza, jest uczestnictwo w debacie publicznej na najważniejsze, poruszające te organizacje tematy, w tym np. na temat edukacji dyskryminacyjnej czy powiązanej z nią edukacji seksualnej, ideologii gender czy założeń polityki queer. Stowarzyszenie ma prawo do zabierania głosu i do krytykowania konkretnych programów edukacyjnych, czy nawet konkretnych osób, które są tych programów orędownikami, w szczególności osób publicznych, jak prof. Małgorzata Fuszara, która była członkiem rządu. To jest normalny element debaty publicznej, prawo do wyrażania własnych opinii, prawo do wolności słowa, krytyki. Tak długo jak nie są w jakiś rażący sposób przekroczone normy zachowania i nie jest to po prostu zniewagą, należy znosić taką krytykę – przedstawia linię obrony mec. Kwaśniewski. Zwraca on uwagę, że stowarzyszenie formułuje negatywne opinie, ocenia, ale robi to w sposób merytoryczny, podając źródła. – Jakakolwiek interwencja sądu w tym obszarze byłaby przede wszystkim ze szkodą dla wolności debaty publicznej – podkreśla.

W swoich publikacjach Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza wskazuje na bezpośrednie powiązanie edukacji antydyskryminacyjnej i edukacji seksualnej. Wymienia na przykład działalność Jana Świerszcza, trenera antydyskryminacyjnego i działacza LGBTQ, współautora książki „Lekcja równości. Jak prowadzić działania antydyskryminacyjne w szkołach”. Kwestia równości jest w niej przedstawiona przez pryzmat edukacji seksualnej. Oto fragment artykułu Jana Świerszcza: „Pewne elementy edukacji seksualnej mają antydyskryminacyjny efekt, gdyż przyczyniają się do zmniejszenia stereotypów i uprzedzeń oraz dyskryminacji niektórych grup społecznych. Przykładem może być przekazywanie wiedzy o orientacji seksualnej oraz o prawie do samodzielnego wyboru partnera lub partnerki (niezależnie od płci), które wpływa na zmniejszanie stygmatyzacji osób homoseksualnych i biseksualnych”. Ten cytat nie pozostawia wątpliwości, że działania antydyskryminacyjne według zwolenników LGBT polegają na promowaniu homoseksualizmu. Według działaczy LGBT osobom, które krytykują takie podejście, należy odebrać głos.

Profesor Fuszara nawet nie ukrywa, że dokładnie o to jej chodzi. W pozwie pada stwierdzenie, że istnieje potrzeba „ograniczenia wolności słowa wobec wypowiedzi dyskryminacyjnych, w tym wypowiedzi będących przejawem dyskryminacji ze względu na orientację seksualną”.

Nowy świat wg LGBT

Opisywany tu proces to element sporu o wolność, a co za tym idzie, o demokrację w Polsce i kształt naszego życia społecznego. Znamienne, że pięć innych podmiotów również wytoczyło stowarzyszeniu proces w związku z treścią listu z 2016 roku, przytaczając dokładnie te same argumenty i mając tych samych pełnomocników. Wśród nich są organizacje i osoby, które wyznają ideologię LGBTQ, np. Kampania przeciw Homofobii albo działacze LGBTQ, np. Marta Konarzewska, która wsławiła się tym, że występowała obnażona w czasie parady równości, z której została usunięta za obsceniczność. Oczywiście należy równo traktować ludzi i nie dyskryminować ich. Problem w tym, że środowiska LGBTQ dają sobie prawo do arbitralnego oceniania, co jest dyskryminacją i co jest naruszeniem równości. Pozew prof. Fuszary jest doskonałym przykładem takiej praktyki.

Sprawa ma bardzo poważny wymiar. Jeśli sądy zakażą krytykowania postulatów czy działań środowisk LGBTQ, będzie to nie tylko zamach na wolność słowa, ale na demokrację, której fundamentem jest prawo do wyrażania swojej opinii. Jeśli się na to zgodzimy, grozi nam totalitarny system, w którym zasady życia prywatnego i społecznego będzie wyznaczać ideologia LGBTQ. Za zgodne z prawdą stwierdzenie, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, a związek osób homoseksualnych małżeństwem nie jest, będzie groziła kara być może więzienia. Jest też kwestia obiektywnej prawdy o naturze człowieka, prawdy o tym, co jest normalne, a co poza normę wykracza, i to prawo środowiska LGBTQ próbują odebrać.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji