Nowy numer 32/2020 Archiwum

Sposób na morderstwo

Trudno przecenić wpływ, jaki na postawy wobec aborcji mają filmy w rodzaju „Unplanned”.

Film „Nieplanowane” (Unplanned) zyskał rozgłos na długo przed premierą. Z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że podejmował temat, który od lat polaryzuje amerykańskie społeczeństwo. Po drugie, ponieważ producentem było studio realizujące filmy o chrześcijańskim przesłaniu. To ostatnie wystarczyło, by uznać „Nieplanowane” za chrześcijańską propagandę. Przecież takiego filmu nie można rozpatrywać w kategoriach artystycznych – sugerowano.

Medialna burza

W mainstreamowych mediach filmy o wymowie antyaborcyjnej skazane są nie na rzeczową ocenę, ale na potępienie. Podobnie jak filmy czy programy, w których znajdzie się chociaż cień krytyki wobec małżeństw jednopłciowych, nachalnej promocji ruchów LGBT czy działań mających na celu destrukcję tradycyjnych wartości rodzinnych. Każdy z przeciwników takich działań zyskuje miano fanatyka czy faszysty. O tym, jaki powinien być stosunek do tych problemów, świadczy prawdziwa erupcja telewizyjnych seriali, w których każda perwersja, może z wyjątkiem pedofilii, urasta do rangi cnoty. A tę należy chronić za wszelką cenę. Nie mam wątpliwości, że to nie marsze równości, ale propaganda płynąca z masowo oglądanych produkcji rozrywkowych kształtuje dzisiaj świadomość młodego pokolenia, czego skutki są już dziś widoczne. Czy jest szansa, by ten trend zahamować?

W przypadku aborcji świadomość społeczna od 1973 r., kiedy to weszło w życie orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie Roe vs. Wade, które de facto zalegalizowało zabijanie nienarodzonych dzieci, w całych Stanach Zjednoczonych uległa znacznym zmianom. Tak się złożyło, że film wszedł na ekrany w czasie, kiedy w USA dyskusja o aborcji przybiera na sile. W kilku stanach uchwalono prawo ograniczające dopuszczalność aborcji, co nie podoba się Partii Demokratycznej i ruchom pro-choice. To sukces tylko częściowy, bo nawet te ustawy uchwalane przez kongresy stanowe zostały zablokowane przez sądy, zanim weszły w życie. Inicjatorzy ograniczenia liczą jednak, że sprawa ostatecznie trafi do Sądu Najwyższego. A tam układ sił, po nominowaniu przez prezydenta Trumpa dwóch sędziów o poglądach konserwatywnych, może doprowadzić do obalenia orzeczenia Roe vs. Wade.

W tej sytuacji nie dziwi agresywna kampania prowadzona przez środowiska proaborcyjne przeciw „Nieplanowanym” i ograniczona promocja filmu. Wiele stacji telewizyjnych odmówiło emisji reklam promujących tę produkcję, a Twitter na jakiś czas zawiesił nawet konto filmu. Z pewnością nie pomogła też przyznana mu kategoria R, która oznacza, że na seanse bez opieki mogą wejść tylko widzowie powyżej 17. roku życia. Wszystko to jednak nie przeszkodziło filmowi znaleźć się przez kilka tygodni w pierwszej dziesiątce tytułów na listach box office w USA. W Kanadzie, gdzie wyświetlono go po wielu perturbacjach i protestach środowisk pro-choice, również zanotował znakomity wynik. Zajął też pierwsze miejsce na liście hitów DVD po rozpoczęciu sprzedaży przez Amazon.

Cios w Planned Parenthood

Dlaczego kameralny film Cary’ego Solomona i Chucka Konzelmana wywołał aż taką medialną burzę? Nie jest przecież pierwszym filmem o wyraziście antyaborcyjnym przesłaniu. W ubiegłym roku miał premierę „Gosnell: proces największego seryjnego mordercy z Ameryki”. Jego głównym bohaterem był lekarz, który przez 17 lat dokonywał aborcji w skandalicznych warunkach we własnej klinice w Filadelfii. W 2013 r. został skazany na dożywocie bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe za zamordowanie trojga żywo urodzonych niemowląt. Film został praktycznie przemilczany przez wszystkie mainstreamowe media.

Agresywna reakcja wobec „Nieplanowanych” wynika m.in. z faktu, że film ten uderza w Planned Parenthood, największą w USA organizację propagującą tzw. świadome macierzyństwo. W istocie organizacja ta prowadzi sieć klinik oferujących aborcję. Stany Zjednoczone przekazują na planowanie rodziny 260 mln dolarów rocznie, z czego ponad 50 mln dolarów trafiało do Planned Parenthood, odpowiedzialnej za kilkaset tysięcy zabójstw nienarodzonych dzieci. Podjęta przez prezydenta Trumpa w ubiegłym roku decyzja o przerwaniu finansowania centrów planowania rodziny, które zapewniają jednocześnie usługi aborcyjne, była dla niej ciosem. Nic dziwnego, że ujawnienie kulis działania organizacji przez jedną z jej wieloletnich pracownic zaowocowało pozwem sądowym, by ją uciszyć.

Bohaterka filmu, Abby Johnson, jeszcze w czasie studiów została wolontariuszką w klinice w Bryan w Teksasie, a później przez osiem lat była tam etatową pracownicą. Podstawą scenariusza stała się wydana w 2011 r. książka „Nieplanowane”, w której Abby z detalami opisała swoją pracę, a także wydarzenia, które sprawiły, że stała się przeciwniczką aborcji.

Film rozpoczyna się przerażającą sceną wydarzenia, które zdecydowało o tym, że Abby zmieniła swoje życie. Pracując przez lata w klinice, nigdy nie brała udziału w zabiegach przeprowadzanych na sali operacyjnej. Aż do pewnego wrześniowego dnia 2009 r., kiedy została poproszona o asystowanie przy aborcji 13-tygodniowego dziecka. Zobaczyła wówczas, jak maleństwo wije się i ucieka przed rurką próżniową wprowadzoną do macicy przez lekarza. Ta krótka scena wstrząsa widzem, podobnie jak bohaterką. W serii retrospekcji opatrzonych komentarzem Abby spoza kadru film opowiada historię bohaterki, poczynając od studiów, przez decyzję o podjęciu pracy w Planned Parenthood, aż do chwili, kiedy stała się aktywistką ruchu pro-life.

Rzeź niewiniątek

W filmie znalazło się kilka wyrazistych scen obrazujących brutalną rzeczywistość zabijania nienarodzonych i doświadczeń kobiet, które poddały się aborcji. W jednej z nich widzimy na zbliżeniu prawie przezroczyste – nazywane tu eufemistycznie – „produkty poczęcia”, a tak naprawdę kawałki abortowanego dziecka, które jedna z pracownic składa w całość, by sprawdzić, czy przypadkiem jakaś część nie została w macicy. W innej scenie dziewczyna odurzona po zabiegu środkami przeciwbólowymi i uspakajającymi zaczyna mocno krwawić. Personel medyczny za wszelką cenę stara się samodzielnie, mimo zagrożenia życia pacjentki, opanować sytuację. W tym czasie Abby kłamie, by uspokoić znajdującego się w poczekalni ojca dziewczyny, zaniepokojonego przedłużającym się czasem „operacji”. Personel nie chce wezwać karetki, by uniknąć skandalu i nie dać argumentów protestującym przed ośrodkiem członkom ruchów pro-life, w tym przypadku zrzeszonym w organizacji Koalicja dla Życia. Film przedstawia również, jak wygląda tzw. aborcja farmakologiczna, której poddała się też Abby, a także długotrwałe psychiczne skutki zabiegu. Równie ważnym wątkiem jest działalność ruchów pro-life, która ma również wpływ na decyzję Abby Johnson o odejściu z kliniki.

Dlaczego?

Po obejrzeniu filmu niejednemu widzowi nasuwa się pytanie, dlaczego Abby przez osiem lat pracowała w klinice aborcyjnej. Czy rzeczywiście wierzyła, że jej praca pomaga kobietom, jak słyszymy w jednej z początkowych scen? Czy zrozumiała, w czym bierze udział dopiero w momencie, kiedy na własne oczy zobaczyła, na czym polega aborcja? Warto zwrócić uwagę na słowa, które słyszymy, zanim pojawiają się pierwsze obrazy: „Wielokrotnie pytano mnie, czy byłam tak łatwowierna, głupia i naiwna. Tak. Byłam. Wiem, że wielu ludziom taka odpowiedź się nie podoba. Rozumiem to. Ale moja historia nie zawsze była uporządkowana i logiczna”.

Wbrew nadziejom przeciwników filmu „Nieplanowane” jest porządnie nakręconym kameralnym dramatem z jasno określonym antyaborcyjnym przesłaniem. Duża w tym zasługa scenarzystów i jednocześnie reżyserów filmu. Nie demonizują pracowników kliniki, co tylko podkreśla złowrogi charakter procederu, w jakim biorą oni udział. Ashley Bratcher w roli Abby Johnson stworzyła znakomitą kreację.

Trudno przecenić wpływ, jaki na postawy zwykłych obywateli bombardowanych najczęściej filmami i serialami o tolerancji, gdzie każda odmienność staje się wartością samą w sobie, mają filmy w rodzaju „Unplanned”. A przecież nie jest on ostatnim z serii, bo jeszcze w tym roku wejdzie do kin „Roe v. Wade”, obnażający okoliczności, w jakich powstała osławiona ustawa.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także