Nowy numer 42/2019 Archiwum

Królowa jezior i sumień

Gdybym miał wybrać kresową arkadię, wskazałbym na Brasław. Czczony tam od wieków wizerunek Maryi ma niezwykłą oprawę przyrody. Właśnie minęła 10. rocznica koronacji obrazu Matki Boskiej Brasławskiej, Królowej Jezior.

Brasław położony jest między kilkoma jeziorami. Ich ciemnoturkusowa toń zlewa się z intensywną zielenią lasów porastających wysokie wzgórza. To historyczna część ziemi wileńskiej. U schyłku I Rzeczypospolitej był stolicą województwa. Rosjanie włączyli miasto do guberni kowieńskiej. W 1922 r. jako część tzw. Litwy Środkowej Brasław został przyłączony do Polski. W okresie międzywojennym stał się modnym miejscem rekreacji i sportów wodnych. Większość jego mieszkańców stanowili Polacy, z których wielu wyjechało po zakończeniu wojny. Dzisiaj dominują tutaj Białorusini.

Wizerunek Matki Boskiej Brasławskiej jest ikoną powstałą prawdopodobnie w średniowieczu. Pochodzenie obrazu jest nieznane. Wiadomo, że pierwotnie znajdował się w drewnianym klasztorze ojców bazylianów na wyspie klasztornej, położonej na jeziorze Nieśpisz, nieopodal Brasławia. W 1832 r. klasztor spłonął od uderzenia pioruna. Z pożogi ocalał obraz Matki Bożej, co wzmocniło jego kult. Został przeniesiony do kościoła rzymskokatolickiego w Brasławiu, gdzie przebywa do dziś. W 1842 r. u podnóża Góry Zamkowej wzniesiono świątynię kamienną, którą rozbudowano w 1897 r. Spacerując wzdłuż kościelnych murów, można zobaczyć dokładnie miejsca, gdzie zaczęła się jej rozbudowa.

Niedawno archeologowie pracujący na wyspie klasztornej odkopali cenne znaleziska, m.in. monety z XVI w. świadczące o tym, że już wtedy przybywali do Brasławia pielgrzymi z bardzo odległych regionów Białorusi, wówczas Wielkiego Księstwa Litewskiego. Niestety, nie zachowała się żadna dokumentacja na temat samego obrazu, który 10 lat temu, kiedy przygotowywano się do jego koronacji, przeszedł gruntowną renowację. Odkryto wówczas, że z oryginału pozostała jedynie postać Matki Bożej i Chrystusa, reszta nosiła ślady różnych zniszczeń, m.in. od ognia, i późniejszych domalowań. Niegdyś wokół obrazu były liczne wota, przynoszone przez ludzi, którzy doświadczyli różnych łask za wstawiennictwem Maryi Brasławskiej. Zaginęły jednak w zawierusze dziejowej i obecnie są gromadzone jedynie wota i podziękowania za łaski z czasów najnowszych. Według tradycji obraz koronowany był już wcześniej, ale brak dokumentów nie pozwala na ustalenie okoliczności, w jakich do tego doszło. Niestety, w czasach sowieckich zginęła także cała dokumentacja kościelna, dlatego parafia musi nieraz odprawiać z kwitkiem gości z Polski, którzy przyjeżdżają z prośbą o wypis z parafialnej księgi chrztów.

Wszystkich nas nie zamkną

Z historią brasławskiego sanktuarium wiąże się niezwykły epizod z czasów sowieckich. Nie znam drugiego przypadku, aby władze w czasach stalinowskich zamknęły jakiś kościół lub jakąś cerkiew, ale na skutek masowych protestów musiały wycofać się z tej decyzji. W Brasławiu to się wydarzyło. W 1950 r. władze rejonowe zamknęły kościół i przeznaczyły go na spichlerz dla miejscowego kołchozu. Natrafiły jednak na ogromny opór miejscowej społeczności, która nie zwracając uwagi na grożące jej kary, protestowała przeciwko temu. Delegacje każdego miesiąca jeździły do Mińska, a nawet do Moskwy, przedkładając petycje w sprawie ponownego otwarcia kościoła, co nastąpiło wiosną 1952 r. – To był wyjątkowo trudny czas – wspomina Piotr Pietkiewicz, z którego gościny korzystaliśmy w Brasławiu. – Kiedy w 1945 r. okazało się, że zostajemy w Związku Sowieckim, ludzie byli zrozpaczeni. Wielu zdecydowało się na wyjazd do Polski, ale części to udaremniono. Później najmniejsza oznaka protestu karana była więzieniem i zsyłką – opowiada. – Pomimo tego, kiedy zamknięto kościół, ludzie wyszli protestować. Moja matka była jedną z tych osób. Kiedy władze straszyły, że skończymy w obozach, mówiła, że działamy zgodnie z sowieckim prawem, które formalnie gwarantuje wolność sumienia. Ważna była powszechność tego protestu. Wszystkich nas przecież nie zamkną – pocieszali się mieszkańcy Brasławia zaangażowani w obronę kościoła.

– Obraz cały czas był w kościele i ludzie modlili się za wstawiennictwem Matki Bożej o otwarcie świątyni. Kiedy to się stało, powszechne było przekonanie, że modlitwy zostały wysłuchane – wspomina tamten czas obecny biskup witebski Aleh Butkiewicz, pochodzący z Brasławia. Dodaje, że miało to wielkie konsekwencje dla duszpasterstwa nie tylko w tej parafii. W innych miejscowościach kościoły zostały zamknięte. Dlatego do Brasławia przyjeżdżali ludzie z całego rejonu. Ogromnie ważna była posługa sióstr eucharystek, które nigdy nie opuściły miasta i konspiracyjnie przygotowywały dzieci do I Komunii Świętej, co w tamtych czasach w Związku Sowieckim było czymś zupełnie niezwykłym. Wszystko to sprawiło, że parafia w Brasławiu – jak podkreśla biskup Aleh – była ośrodkiem życia religijnego nawet w czasach prześladowań.

Heroiczny ksiądz

W powojennej historii sanktuarium brasławskiego wyjątkowe znaczenie ma posługa ks. Czesława Wilczyńskiego, tutejszego proboszcza w latach 1967–1986. Był pierwszym kapłanem na Białorusi wyświęconym po wojnie. Gdy przyjechał do Brasławia, zrozumiał, że jego posługa musi mieć szerszy zasięg. Wszędzie indziej kościoły były zamknięte, księży wygnano lub aresztowano. Musiał więc opiekować się wiernymi z 16 miejscowości w rejonie. Priorytetem jego duszpasterzowania była praca z młodzieżą. Gdy w pomieszczeniach parafialnych przeglądałem zdjęcia z kroniki parafialnej, które udostępniła nam organistka Nina Soprun, oczy przecierałem ze zdumienia, widząc na nich tłumy dzieciaków przystępujących do I Komunii Świętej. Zakaz jakiegokolwiek duszpasterstwa dzieci i młodzieży był jedną z najbardziej konsekwentnie przestrzeganych zasad sowieckiej polityki wyznaniowej. Wielu duchownych różnych wyznań i religii poszło do łagru za nauczanie religii. Tymczasem ks. Wilczyńskiemu udawało się obchodzić to prawo na skalę masową. W 1975 r. za udział dzieci w procesji Bożego Ciała władze cofnęły mu zezwolenie na pracę duszpasterską, ale pod naciskiem parafian musiano je przywrócić.

Konflikt zaostrzył się w 1977 r., kiedy w parafii w Brasławiu do Pierwszej Komunii przystąpiło 250 dzieci, co było rekordem w całym Związku Sowieckim. Nigdy w żadnej parafii, nawet na Litwie, gdzie polityka wyznaniowa była łagodniejsza, nie udało się księdzu w jednej parafii doprowadzić tak licznej grupy dzieci do I Komunii św. Wydawało się wówczas, że cierpliwość władzy się skończyła. W sierpniu 1977 r. ks. Wilczyński został aresztowany i przewieziony do Witebska, gdzie miał go czekać proces. Wtedy miejscowi kołchoźnicy zagrozili, że jeśli nie wróci, nie wyjdą do pracy. Ponieważ był czas żniw, dano księdzu spokój. Miejscowa władza poszła po rozum do głowy i uznała, że z powodu jednego niepokornego klechy głowy im nie urwą, ale jeśli zawalą żniwa, litości dla nich nie będzie. Pozwolono księdzu Wilczyńskiemu wrócić do Brasławia. Zmarł tutaj na zawał serca 24 września 1986 r. Jego pogrzeb był wielką manifestacją religijną, w której wzięli udział wielka rzesza wiernych i bardzo wielu księży z całej Białorusi. – Władze nie chciały się zgodzić, aby ksiądz został pochowany obok swego kościoła. Chciano, aby pogrzeb odbył się w jego rodzinnej miejscowości. Wtedy w nocy wykopano grób bez pozwolenia i następnego dnia nasz kapłan został w nim pochowany – wspomina Nina Soprun.

Wszyscy, z którymi tutaj rozmawiałem, potwierdzali, że nie byłoby sanktuarium w Brasławiu, gdyby nie praca, modlitwa i ofiara ks. Wilczyńskiego. Tak jego posługę ocenia także biskup Aleh Butkiewicz. – Nie miał chwili wytchnienia. Cały czas był represjonowany, pozbawiany prawa do pracy duszpasterskiej, a nawet fizycznie maltretowany. Dla mnie jest męczennikiem. Dzięki takim kapłanom wiara u nas przetrwała – dodaje.

Owoce koronacji

Jednym z inicjatorów ustanowienia w Brasławiu sanktuarium byli salwatorianie. Pracują w parafii brasławskiej od lat 90. ubiegłego stulecia. Ideę podchwycił ówczesny biskup witebski Władysław Blin, który doprowadził do koronacji obrazu papieskimi koronami, pobłogosławionymi przez Benedykta XVI. Aktu koronacji 22 sierpnia 2009 r. dokonał kard. Joachim Meisner, metropolita Kolonii. W tamtej uroczystości wzięło udział ponad 10 tys. wiernych z całej Białorusi oraz liczne delegacje z Polski, Litwy, Łotwy, a nawet z Ukrainy.

O tym, jak uroczystość zmieniła duszpasterstwo, rozmawiałem z proboszczem parafii Narodzenia NMP w Brasławiu, salwatorianinem ks. Stanisławem Mrzygłodem. Pochodzi z Małopolski, z Gródka nad Dunajcem. Od 15 lat pracuje na Białorusi, a od 2013 r. jest tutaj proboszczem. – Niewątpliwie rozgłos, jaki towarzyszył koronacji, sprawił, że do sanktuarium zaczęło przybywać wielu gości i pielgrzymów z całej Białorusi – przekonuje. Sanktuarium w ten sposób wpisało się w ogólnokrajowy pejzaż Kościoła katolickiego. Przyjeżdżają do nas także pielgrzymi z Litwy i Łotwy, gdyż przez wieki Brasław był częścią diecezji wileńskiej, która sięgała daleko poza obecne granice państwowe. Widać to szczególnie w czasie głównych uroczystości, które odbywają się w każdą trzecią niedzielę sierpnia. Wtedy napływ wiernych jest szczególnie duży. Przyjeżdżają również byli mieszkańcy tych ziem zorganizowani w Stowarzyszeniu Brasławian w Polsce. Nawet grupy turystyczne odwiedzające tutejsze jeziora zaglądają do świątyni, chociaż wcześniej nie było jej na trasie zwiedzania – dodaje ks. Mrzygłód.

Parafia brasławska liczy ok. 3500 wiernych i jest jedną z większych w diecezji witebskiej. Codziennie odprawiana jest jedna Msza św. w języku polskim i jedna w białoruskim. W niedzielę są cztery Msze św., jedna w języku polskim, pozostałe w białoruskim. Piąta jest sprawowana w kaplicy szpitalnej, gdyż w Brasławiu jest wielki kompleks leczniczo-sanatoryjny. Kaplica szpitalna w warunkach białoruskich jest ciągle ewenementem, ale to ukazuje religijny klimat Brasławia oraz życzliwość lokalnych władz dla takich postulatów. Poniżej kościoła katolickiego stoi ładna cerkiew pw. Wniebowzięcia NMP (sobór uspieński). Relacje między katolikami i prawosławnymi ks. Mrzygłód określa jako poprawne. Dowodem na to jest fakt, że prawosławni poprosili katolików o możliwość namalowania kopii obrazu z kościoła katolickiego, chociaż jedna kopia, może niezbyt udana, jest już w cerkwi wystawiona. Nowa będzie wierną kopią obrazu koronowanego papieskimi koronami, ale zostanie napisana już według reguł i kanonów prawosławnych. To także niezwykły gest, pokazujący, że Brasławska Królowa Jezior jest tutaj panią wielu ludzkich serc, zarówno miejscowych, jak i pielgrzymów, licznie przybywających do tego urokliwego zakątka z Białorusi, Polski, Łotwy i Litwy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji