Nowy numer 42/2019 Archiwum

Rocznicowe mdłości (o Westerplatte raz jeszcze)

W Gdańsku ma być kontynuowana misja „końca Historii”, nowy porządek pamięci: neue Ordnung.

Już mnie lekko mdli na myśl o tym medialnym orgazmie, który nastąpi u nas, gdy 31 sierpnia przyleci do Polski z Waszyngtonu kłamca, rasista i przyjaciel Kim Dzong Una, który nigdy nie zostałby prezydentem USA bez pomocy Putina – tymi słowami wita zbliżające się uroczystości 80. rocznicy wybuchu II wojny publicysta, który 10 lat wcześniej na kolanach witał Putina – z okazji jego przyjazdu na obchody 70. rocznicy – na Westerplatte.

Dlaczego? Spróbuję odpowiedzieć, przywołując wcześniejsze okrągłe rocznice 1 września i odbijające się w nich zmiany historycznej pamięci. Najdawniejsza, jaką wspominam, to 1 września 1969 roku – szkolny apel. Są z nami bohaterowie tamtych wydarzeń, m.in. Janusz Meissner, który jako lotnik brał udział już w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku (o tym oczywiście nie mówi na spotkaniu z uczniami, kiedy portrety Gomułki, Cyrankiewicza i Ochaba wiszą w klasie nad tablicą). Wspomina, jak szkolił przyszłych polskich asów w Dęblinie, potem wrzesień 1939 i – już w Anglii – loty bombowe nad Niemcy (nie używa słowa „naziści” – w 1969 roku nikt go nie używa). Pamiętam też wtedy, przejmujący nawet takiego szczeniaka jak ja, film Stanisława Różewicza „Westerplatte”, z muzyką Kilara. Przeżywam ten film mocno, bo wiem, że to prawda. Byliśmy na Westerplatte z rodzicami w wakacje tamtego roku. Tam, pod stojącym już pomnikiem, pamiątki – to jest prymitywnie odbijane karteczki pocztowe – sprzedawali jeszcze uczestnicy obrony placówki. Mam tę karteczkę do dziś, z wyblakłym pancernikiem Schleswig--Holstein. W 1969 roku nikt nie miał wątpliwości, kto kogo napadł, kto był bohaterem, a kto zaczynał historię wielkiej zbrodni. Wojna była zbyt blisko, by dało się ją zakłamać. Nikomu nie przyszło jeszcze do głowy, by powiedzieć, jak w maju 2019 roku stwierdził wiceprezydent Gdańska, że ta wojna zaczęła się od „złego słowa” – „i to złe słowo było Polaka przeciwko innemu narodowi, Niemca przeciwko innemu narodowi”. Dziś na świecie taka interpretacja jest już dominująca: w II wojnie jest tylko jedna wielka ofiara, bowiem – jak powiedział pewien publicysta „Gazety Wyborczej” – „na szczycie cierpienia jest tylko jedno miejsce”. Polskie „złe słowo” wobec tej ofiary, to jest wobec narodu żydowskiego, polski antysemityzm jest na samym początku II wojny, wielkiej zbrodni, Holocaustu. Potem dopiero jest „złe słowo Niemca [właściwie nie Niemca, ale „nazisty”] przeciw innemu narodowi”. To jest obecnie porządek pamięci: neue Ordnung.

Rok 1989, pół wieku od wybuchu II wojny. Żyjemy wtedy innymi emocjami. Misję tworzenia rządu otrzymuje właśnie „nasz premier” – Tadeusz Mazowiecki. Za chwilę upadnie mur berliński. Upragniony „koniec historii” – koszmarnej – wydaje się blisko. Dla wielu oznacza szczęśliwe wyjście spod panowania sowieckiego. Dlatego ważniejszy był w 1989 roku 23 sierpnia niż 1 września. Możliwość przypomnienia, że Hitler mógł napaść na Polskę i zacząć wojnę dlatego, że zawarł wcześniej układ ze Stalinem. Wydarzeniem historycznej pamięci roku 1989 był żywy łańcuch ludzki, który 23 sierpnia połączył trzy stolice republik bałtyckich (w istniejącym jeszcze ZSRS) – przypomnienie przez Litwinów, Łotyszy i Estończyków o pakcie Ribbentrop–Mołotow. Polska wolała już trzymać się od tego z boku: nie narażajmy się dobrym gospodarzom Kremla. Była to dyrektywa „realizmu” nowego rządu, polityki premiera, który jako pierwszego zagranicznego gościa przyjął szefa KGB, niemal co do dnia w 50. rocznicę paktu Ribbentrop–Mołotow...

W 1999 – kiedy mija 60. rocznica Września – jesteśmy jakby bliżej szczęśliwego końca historii. Jesteśmy w NATO i mamy nadzieję, że wejście do UE pozwoli nam zapomnieć o naszych historycznych traumach. A w Unii wyleczymy je za pomocą gotowego już wzorca pamięci – tego, który odbija się m.in. w przytoczonej wypowiedzi wiceprezydenta Gdańska – o polskim „złym słowie”.

W 70. rocznicę wybuchu wojny witamy na Westerplatte Putina. Ten mówi o krzywdzie, jaka spotkała wielkie narody niemiecki i rosyjski w Wersalu i tłumaczy, że wojna była w tej sytuacji nieuchronna. Jego propagandyści idą w tym momencie dalej: ważny był naprawdę (wymyślony przez nich) pakt Piłsudski–Hitler. Tylko dlatego biedny Stalin, w celach obronnych, musiał porozumieć się z Führerem. Słuchaliśmy tego „dobrego” słowa rosyjskiego głównego gościa obchodów na Westerplatte – i już chyba nie wszyscy wiedzieli, kto naprawdę na kogo napadł w 1939 roku.

Teraz, w 80. rocznicę, w Gdańsku ma być kontynuowana misja „końca historii”: radosne tańce jedności i zapomnienia. W Warszawie ma być, zdaje się, inaczej. Prezydenci Trump i Duda nie będą chyba mówili o „polskim złym słowie” jako przyczynie II wojny. Dlatego ci, którzy z entuzjazmem witali Putina i jego mowę na Westerplatte 10 lat temu, teraz już – pod postacią redaktora „Newsweeka” – ostrzegają. I dostają torsji. Neue Ordnung jest zagrożony.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL