Nowy numer 43/2019 Archiwum

Haniebne postępy postępu

Książka Wesleya Smitha stanowi szeroką dokumentację procesu przesuwania przez bioetyków granic moralnej dopuszczalności.

Pierwsze, amerykańskie wydanie zostało w 2001 r. uhonorowane tytułem najlepszej książki roku w kategorii zdrowie w konkursie dla niezależnych wydawców. Po przeczytaniu „Kultury śmierci” przestajesz myśleć o bioetyce jako nauce pomagającej w podejmowaniu decyzji w skomplikowanych sprawach. Wydaje mi się, że w Polsce bioetyka najczęściej służy ludziom, jednak światowy mainstream bioetyczny jest zupełnie inny. „Tysiące etyków i bioetyków (…) zawodowo zajmuje się tym, by to, co nie do pomyślenia, stało się najpierw dyskusyjne, następnie uzasadnione, a ostatecznie normalne” – zauważył ks. prof. Richard John Neuhaus.

Książka Wesleya Smitha opisuje praktyczne przesuwanie granic moralnej dopuszczalności. W imię czego tak się dzieje? W imię nauki? Rozumu? „Chociaż bioetyka nie jest formalnie religią, to całkowicie opiera się na wierze i jest tak samo jak ona niemożliwa do udowodnienia. Bioetycy twierdzą, że zajmują się pierwszymi zasadami. Na poparcie swojej mądrości wysuwają jednak argumenty, które nie są mocniejsze od tych, które przytaczają wierzący w zmartwychwstanie lub objawienie Prawa na górze Synaj” – odpowiada cytowany w książce Leon Kass, przewodniczący amerykańskiej Prezydenckiej Rady Bioetycznej za czasów George’a W. Busha.

Smith odnotowuje często haniebne postępy postępu. Znajduje jednak miejsce, by przytoczyć historie świadczące o tym, że miłość, oddanie i kultura życia to nie są puste słowa. Przykładem jest historia przyjaciela autora, Toma Lorentzena, i jego opieki nad umierającą matką. „Ludzie zaczynają wyraźnie dostrzegać ostre skały, ku którym płyniemy. Nie jest za późno na zmianę kursu. Nie dotarliśmy – jeszcze – do miejsca, z którego nie da się zawrócić” – pisze Wesley Smith z ostrożnym optymizmem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • CSOG
    14.06.2019 09:57
    Bardzo dziwna forma, jak na doświadczonego dziennikarza z wieloletnim stażem. Niby recenzja, niby reklamowa zajawka, w której niby wszystko, a bardziej nic nie zostało powiedziane. Szkoda bo temat jest arcyciekawy i nie sposób odebrać mu krztyny wagi i powagi. Ponarzekałem więc jedno dobre słowo na koniec. Dobrze, że pojawiła się jakakolwiek wzmianka o tej publikacji.

    (…) zawodowo zajmuje się tym, by to, co nie do pomyślenia, stało się najpierw dyskusyjne, następnie uzasadnione, a ostatecznie normalne” - "Nie jest za późno na zmianę kursu. Nie dotarliśmy – jeszcze – do miejsca, z którego nie da się zawrócić”.
    Niestety brakuje nam ludzi, którzy swoimi zajęciami zawodowymi pomagaliby zmienić niedobry kurs. Amatorzy w starciu z zawodowcami zazwyczaj mają nikłe szanse na zwycięstwo.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama