Nowy Numer 25/2019 Archiwum

Lek na lęk

Dar odwagi nie polega na tym, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestajesz się bać. Możesz czuć paraliżujący strach, ale podejmujesz decyzję wbrew niemu. Plujesz mu w twarz.

Nie wierzę w chrześcijańskich superbohaterów. Męczennicy naprawdę nie przypominają postaci z komiksów Marvela. Przeglądam akta męczenników z Lyonu, notatki trapistów z Tibhirine czy „zapiski więzienne” Tomasza Morusa i widzę, że wszyscy odczuwali strach. Zmagali się. Potrafili jednak przekroczyć ten lęk. W Jezusie.
Wśród beatyfikowanych trapistów z Tibhirine jest o. Christopher, który patrząc po ludzku… nie zdał pierwszego egzaminu. Nie przeszedł próby. Zwiał, gdy islamiści załomotali w bramy klasztoru. Mocno przeżył tę próbę. Był rozdarty. Nocą krzyczał w celi: „Uratuj mnie. Odpowiedz!”.
„Rano brat Luc rzucił: «Śmierć? Mam to gdzieś, nie boję się ani terrorystów, ani policji», a ja? Patrzę na Ciebie, Jezu. Twoje przejęcie w obliczu śmierci – śmierci Łazarza i tej, która przyjdzie po Ciebie. Dzięki Tobie przekraczam obraz śmierci. Pozwalasz mi nie uważać się za bohatera, męczennika” - notował.
W 177 roku w Lugdunum (dzisiejszym Lyonie) skazano na  śmierć około pięćdziesięciu chrześcijan (oskarżono ich „z czapy”: o kanibalizm czy kazirodztwo). „Czytam ich akta męczeństwa – opowiada trapista o. Michał Zioło – W dzień przed egzekucją straszliwy lęk, strach przed bólem, a w dniu kaźni zadziwiający wszystkich spokój. My, chrześcijanie, mówimy, że to Chrystus walczy w nas za nas”.
Wspominamy anegdoty, które serwował 6 lipca 1535 roku wstępujący na szafot Tomasz More. Zerkam do jego „zapisków więziennych”: „Małgorzato! – pisał do córki – Wiele bezsennych i pełnych niepokoju nocy. Przeżywałem niebezpieczeństwa, które mogłyby na mnie przyjść, a myśląc o tym, miałem serce ściśnięte. Oczywiście, Meg, nie możesz mieć serca bardziej słabego i bardziej kruchego od serca swojego ojca”.
Dar odwagi polega na podjęciu decyzji wbrew lękowi.
A gdy paraliżujący lęk przychodzi znienacka? Co Ojciec robi? – pytałem niedawno o. Wita Chlondowskiego, franciszkanina. – Odmawiam «Modlitwę Jezusową», przywołuję Jego obecność. Duch Święty nie zabiera moich lęków, ale podprowadza mnie do decyzji mimo lęku – odpowiedział – Musisz stanąć przed lękiem, nazwać go i jak pisze Johannes Hartl „napluć mu w twarz”.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • sp
    24.04.2019 11:14
    "Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę,
    pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej:
    ono zmiażdży ci głowę,
    a ty zmiażdżysz mu piętę" (Rdz 3,15).
    doceń 2
  • emwupe
    26.04.2019 20:55
    Coraz bardziej będziemy się bali przyznawać do swojej wiary. Dzisiaj to spotkało mnie. "Przyjaciel" w obecności innych podśmiewał się z mojej religijności. Taki niewinny, "przyjacielski" żart, a nie podołałem, zacząłem kręcić, ośmieszyłem się. Rozumiem Piotra, przeszedł o wiele cięższą próbę , a ja przy takiej banalnej zawiodłem. Głupio mi przed Jezusem, ale głupio mi również przed wszystkimi których chciałbym nazwać braćmi i siostrami, ale chyba nie zasługuję.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.