Nowy numer 42/2019 Archiwum

Europa i jej wrogowie

Polska powinna być rzecznikiem państw Europy Środkowej.

John Herbst, były ambasador USA na Ukrainie, a dziś profesor na amerykańskim Uniwersytecie Obrony Narodowej, przyznał (odpowiadając mi na posiedzeniu Komisji Obrony Parlamentu Europejskiego), że „unijna polityka LGBT we wschodniej Europie pomaga w pewnym sensie Rosji”.

Owszem, pomaga, bo Putin może palcem pokazywać brutalne zaangażowanie Unii na rzecz aborcjonizmu, rewolucji homoseksualnej, dechrystianizacji. Dzięki temu prezydent Rosji, ograniczając się do samych gestów (niczym Stalin przywracający epolety w armii), może przedstawiać się jako obrońca chrześcijaństwa. W Komisji Spraw Zagranicznych wielokrotnie o tym mówiłem, apelując o otrzeźwienie, o powstrzymanie się przynajmniej od umieszczania rewindykacji homoseksualnych w każdym raporcie adresowanym już nie tylko do Ukrainy czy Gruzji, ale nawet do Kazachstanu czy Uzbekistanu. Niestety, tak właśnie Nowoeuropejczycy definiują swoją misję (anty)cywilizacyjną.

A Rosji pomagają nie tylko na Wschodzie. Na rytualne skargi, że zachodnioeuropejska prawica ma sympatie do Putina, odpowiedzieć można najprościej: co Unia Europejska zrobiła, by europejska prawica mogła się z nią identyfikować? Przecież dziś zagrożeniem (tym „challenge”, które według Toynbeego konstytuuje nową cywilizację) dla władz Unii mają być właśnie „nacjonaliści i populiści”, czyli ci, którzy ośmielają się krytykować jej politykę i występować w obronie suwerenności państw Europy.

Pięknoduchowskie postulaty „reformy” czy „zmiany Unii” nie definiują precyzyjnie właściwego kierunku polskiej polityki europejskiej. Przede wszystkim należałoby zmienić politykę władz UE. A żeby to zrobić, trzeba zacząć od metodycznej opozycji wobec klasy rządzącej, która dziś trzyma stery w Unii i w państwach wpływających na jej politykę. Metodyczną – to znaczy stale, a nie jedynie okazjonalnie, reagującą na konkretne działania przeciw dobru wspólnemu naszych narodów. I jednocześnie ideową, więc przeciwstawiającą wywrotowej polityce i ideologii jasno definiowane i deklarowane zasady cywilizacji chrześcijańskiej. Nawet tam bowiem, gdzie zasady te nie będą miały po swojej stronie większości – będą miały setki tysięcy (i w sumie miliony) wiernych zwolenników. Święty Jan Paweł II uczył nas, że katolicyzm kształtuje cywilizację przez swoje zasady, gdy są przyjmowane, ale również przez konfrontację, gdy są odrzucane.

Tymczasem jeśli nasz rząd prowadzi jakąś metodyczną kampanię międzynarodową, to jest to jedynie polityka konfrontacji z Rosją. Stąd definiowanie geopolitycznej pozycji Polski jako „flanki”, budowanie fortów i licytowanie się w wysokości postulowanych sankcji. Jednego jednak nasza władza nie rozumie: że chce bronić Zachodu wspólnie z tymi, którzy go niszczą. Jeśli instytucje Zachodu chcą we wschodniej i w zachodniej Europie przeciwstawić się wielorakiej ekspansji Rosji, muszą wrócić do wartości naszej cywilizacji, a przynajmniej muszą je szanować. Europa powinna wspierać na Wschodzie autentyczne odrodzenie życia chrześcijańskiego i kultur narodowych, a nie rozkład społeczeństwa i rodziny.

Dziś zasadniczym czynnikiem ochrony – i szansą na odrodzenie naszej cywilizacji – jest Europa Środkowa. To nie jest postulat, ale stwierdzenie procesu, który trwa. Tylko w ciągu ostatniego roku Trybunał Konstytucyjny Bułgarii wykluczył ratyfikację genderowej konwencji stambulskiej, to samo zrobił parlament Słowacji. Parlament Rumunii (tym razem wbrew zaleceniom swojego Trybunału) odrzucił dwie propozycje nadania rangi prawnej związkom niemałżeńskim i homoseksualnym, i to większością pozwalającą zmienić konstytucję, która jest przecież nadrzędna wobec Trybunału i unijnej ideologii.

Polska, niestety, stoi ciągle z boku tej walki. Władza ciągle podtrzymuje decyzję premier Kopacz o ratyfikacji genderowej konwencji stambulskiej. A przecież powinniśmy być rzecznikiem państw Europy Środkowej właśnie wtedy, gdy bronią naszej cywilizacji. Tymczasem premier Morawiecki, oficjalnie prezentując swoją wizję Europy w Strasburgu, nie tylko wtórował najbardziej skrajnym federalistom, popierając armię europejską i nakładanie bezpośrednich podatków przez Parlament Europejski, ale co więcej, zapewniał ich, że „w sprawie wartości jesteśmy po jednej stronie”. Co to znaczy? Czy to, że Timmermans i Verhofstadt stoją po stronie cywilizacji chrześcijańskiej? A może jest to po prostu szczere, choć aluzyjne wyznanie, że z faktu, iż po stronie cywilizacji chrześcijańskiej stoi większość wyborców obecnego rządu, nie wynika, że muszą tam stawać jego ministrowie, gdy przyjeżdżają do Strasburga lub Brukseli. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL