Nowy numer 41/2019 Archiwum

Paraliż odgórny

Samorządy cierpią na brak pieniędzy oraz deficyt troski o dobro wspólne. Wybory tego nie zmienią, a niektóre problemy mogą się pogłębić.

Bez względu na to, kto wygra, nowi wójtowie, burmistrzowie i prezydenci staną przed starymi problemami. Przyjdzie im się zmierzyć z twardymi realiami budżetowymi oraz podjąć współpracę z innymi ludźmi i ugrupowaniami wyłonionymi w tych wyborach. Najbliższe lata nie będą łatwe dla samorządów, gdyż zmniejszy się pula środków unijnych, które były ważnym źródłem finansowania wielu inwestycji samorządowych. Wzrośnie zaś rola dotacji z budżetu państwa, uzależnionych od decyzji politycznych. Czy uda się stworzyć przejrzysty system ich rozdziału? Jak konstruować budżet w sytuacji, gdy przybywa gminom zadań, ale nie idą za tym odpowiednie środki z budżetu państwa? Szukając odpowiedzi na te pytania, rozmawiałem z doświadczonymi samorządowcami z województwa śląskiego.

Kto za to zapłaci?

Prezydent Bielska-Białej Jacek Krywult rządzi miastem od czterech kadencji jako samorządowiec niezależny. W najbliższych wyborach na prezydenta startować nie będzie. Ma doświadczenie nie tylko z rządzenia własną gminą, ale także z innych samorządów, gdyż jest przewodniczącym Śląskiego Związku Gmin i Powiatów. Pytany o największy problem samorządu, podkreśla, że jest nim rosnąca dysproporcja pomiędzy kolejnymi zadaniami zlecanymi samorządom a możliwościami finansowymi ich realizacji. – Przez wszystkie moje kadencje – podkreśla – metoda postępowania przez władzę centralną była taka sama, bez względu na opcję, która rządziła. Wyznaczano samorządom kolejne zadania, nie dając środków na ich realizację.

Przykładem takich działań może być sytuacja w oświacie. Rząd zdecydował, aby dać podwyżki nauczycielom, ale „zapomniano”, że Karta nauczyciela obejmuje także pracowników przedszkoli. Ponieważ utrzymanie tych placówek jest zadaniem własnym gminy, musi ona wydać na to własne pieniądze. – Nie kwestionuję zasadności podwyżek, one są słuszne – podkreśla prezydent Krywult. – Pokazuję jednak mechanizm, który prowadzi do tego, że gminy muszą zaangażować środki na obszarze należącym do kompetencji państwa. Inną kwestią jest pojawienie się wielu szkół i przedszkoli niepublicznych przychodzących po dotację do gminy. Obecnie dopłacamy ogromne sumy do przedszkoli i szkół niepublicznych. W budżecie naszej gminy dopłaty do oświaty to obecnie 130 mln zł, w poprzednim roku było to ponad 150 mln zł, a zaczynaliśmy od 60 mln zł. To jedna trzecia naszego budżetu, co poważnie ogranicza możliwości działania na innych polach.

Kolejny przykład to służba zdrowia. Rezydenci otrzymali podwyżki po długim strajku. Później wzrosły pensje lekarzy mających drugi stopień specjalizacji, wreszcie pielęgniarek. To były bardzo zasadne decyzje. Znów jednak „zapomniano” o innych pracownikach szpitali. W naszym szpitalu miejskim pracuje ponad 300 osób, które nie zostały objęte żadnymi regulacjami, a więc na podwyżki trzeba było przeznaczyć środki z budżetu gminy.

Michał Luty był wiceprezydentem Katowic, trzykrotnie radnym Katowic z list PiS, ale w obecnych wyborach nie będzie ubiegał się o mandat. Również zwraca uwagę na problemy związane z obarczaniem samorządów dodatkowymi zadaniami bez przeznaczania środków na ich realizację. Także w Katowicach na edukację z budżetu gminy idą ogromne pieniądze. Poza dopłatami do pensji nauczycieli (subwencja w Katowicach pokrywa niewiele ponad 80 proc. kosztów wynagrodzeń, a koszty utrzymania obiektów oświatowych w całości spadają na gminy) dochodzi obowiązek dotowania podmiotów niepublicznych prowadzących różnorodną działalność oświatową. W Katowicach to aż ponad 70 mln zł. – Wprawdzie te pieniądze – mówi Luty – otrzymujemy z puli państwowej, jednak kontrola ich wydatkowania spada na samorząd. Wobec mnogości podmiotów ubiegających się o dotacje na przedsięwzięcia, często bardzo dyskusyjne, jest to zajęcie żmudne i najczęściej bezcelowe. Nawet stwierdzenie nieprawidłowości nie umożliwia skutecznej walki z nimi, organy ścigania najczęściej umarzają postępowanie, a sprawcy przekrętów pozostają bezkarni. Ograniczenie działalności niepublicznej do rozsądnego zakresu pozwoliłoby lepiej wydawać środki w systemie edukacji samorządowej, która podlega kontroli według określonych przepisów oświaty. Ściganie sprawców ich łamania jest bez porównania łatwiejsze niż w przypadku edukacji niepublicznej.

Edukacja, jak konkluduje Luty, to wielkie obciążenie dla budżetu gminy, gdyż środki, jakie płyną na ten cel z Warszawy, są niewystarczające. – Z budżetu Katowic, wynoszącego blisko 2 mld zł, niemal jedną trzecią wydajemy na edukację kosztem realizacji innych zadań własnych bądź programów prorozwojowych – podkreśla. Podobnie jest ze służbą zdrowia, wiecznie niedofinansowaną i wspieraną z budżetu gminy.

Prezydent Krywult zwraca również uwagę, że pracę samorządom komplikuje prawo niedziałające w wielu obszarach. – Dam przykład: kto stwierdza zgon poza szpitalem? Obowiązująca w tej chwili ustawa pochodzi z 1961 r., kiedy był zupełnie inny układ administracyjny oraz wszystkie inne realia. Stanowi ona, że akt zgonu wystawia lekarz lub inna upoważniona osoba. W praktyce jest tak, że jeśli zgon nastąpił w domu czy na ulicy, trzeba bardzo długo czekać, aż zjawi się ktoś, aby stwierdzić zgon. To m.in. efekt usunięcia lekarzy z pogotowia. – Przeżyłem już kilku ministrów zdrowia, którzy obiecywali, że sprawę załatwią, ale nie zostało to zrobione do dziś – mówi prezydent Krywult.

A dobro wspólne?

Jedną z największych bolączek trapiących polski samorząd są próby jego zawłaszczania przez partie polityczne. Samorządowcy, z którymi rozmawiałem, zgodnie podkreślają, że przenoszenie sporów partyjnych, naturalnych w Sejmie, a do pewnego stopnia także w sejmikach wojewódzkich, jest nieracjonalne na poziomie gminnym. W walce politycznej zanika pojęcie dobra wspólnego, a żadna z partii nie ma monopolu na prawdę oraz patentu na rozwiązanie lokalnych problemów. Prezydent Krywult podkreśla, że zawsze starał się chronić samorząd przed nadmiernym upolitycznieniem. – Jestem przekonany, że sprawy partyjne nie powinny być przenoszone na szczebel gminy, gdyż to nie jest w interesie mieszkańców. A przejawów upartyjnienia w naszej codziennej działalności nie brakuje – podkreśla. – Nieraz zdarzały się sytuacje, że po „politycznych” głosowaniach przychodzili do mnie radni, przepraszając, że głosowali przeciwko sprawom, które uważają za dobre i słuszne, ale obowiązuje ich dyscyplina partyjna. Przykład: mamy jeden z najlepszych wyników finansowych w Polsce. Jesteśmy w ogólnopolskiej czołówce miast najmniej zadłużonych, a jednocześnie radni z PiS głosują na sesji plenarnej przeciwko temu budżetowi. Szefem komisji budżetowej jest ich przedstawiciel i gdy o budżecie dyskutowano, głosował za jego przyjęciem. Podczas sesji zagłosował przeciw, gdyż obowiązywała go dyscyplina partyjna – opowiada były prezydent Bielska-Białej.

Dla kogo dotacje?

Z całą pewnością można byłoby przytoczyć przykłady podobnego zachowania z drugiej strony. Grzegorz Schetyna na konwencji PO niewiele mówił o problemach małych ojczyzn, za to mobilizował samorządowców do walki z PiS. A sojusznik PiS w walce o fotel prezydenta Warszawy Piotr Guział sugerował, że w przypadku sukcesu ich rywala stolica może nie dostać rządowego wsparcia przy realizacji inwestycji. Przedstawiciele rządu to zdementowali, ale wątpliwości pozostały. Sprawa jest poważna, gdyż bez dotacji z budżetu państwa trudno realizować wielkie programy. Zwraca na to uwagę także Michał Luty, podkreślając, że Katowice w ostatnich latach zrealizowały dwie wielkie inwestycje o kluczowym znaczeniu dla całego regionu – zbudowano siedzibę NOSPR oraz Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Obie kosztowały po 300 mln zł, z czego połowę stanowiły dotacje państwa. Tak więc samorządy, zwłaszcza te próbujące realizować ambitniejsze i kosztowniejsze projekty, są zdane na decyzje rządzących, a one czasem zależą od różnych rzeczy. Przypomina sytuację, kiedy to w listopadzie 2009 r. stowarzyszenie polsko-węgierskie zabiegało o Order Orła Białego dla Henryka Sławika i zaprosiło prezydenta Lecha Kaczyńskiego na uroczystość nadania tego odznaczenia do Katowic. – Uroczystość miała się odbyć u nas, a nie, jak zazwyczaj, w Pałacu Prezydenckim. Był to ukłon prezydenta Lecha Kaczyńskiego wobec Sławika i śląskiej społeczności. Gospodarzem podejmującym prezydenta powinien być Piotr Uszok – prezydent miasta. Podczas rozmów z urzędującą wówczas wiceprezydent Katowic – wspomina Luty – usłyszałem, że może być z tym problem, gdyż premier Tusk zakazał samorządom zapraszać prezydenta Kaczyńskiego na wszelkie uroczystości. Był to okres przed prezydencką kampanią i PO nie chciała jego reelekcji. W kłopotliwej sytuacji znalazł się wówczas prezydent Katowic Piotr Uszok. Chociaż oczekiwał od rządu dotacji na wspomniane inwestycje, zdecydował się pełnić honory gospodarza uroczystości. Dotacje nam przyznano, ale sam fakt, że dyskutowano o takiej kwestii, pokazuje, jakiego rodzaju napięcia mogą rodzić się między samorządami a władzą centralną.

Luty, pytany o warunki dobrej współpracy między samorządami a władzą centralną, podkreśla, że obie strony powinny dążyć do dobrej współpracy. Samorząd ma kompetentnie przygotowywać wnioski, a władze centralne, uwzględniając sytuację w całym kraju, powinny je rozpatrywać bezstronnie, bez względu na to, jaka formacja rządzi w danej gminie. I tak najczęściej się dzieje. Katowice dostały, także w ostatnim roku, duże pieniądze na różne inwestycje komunikacyjne. Oczywiście w tym układzie obowiązki spoczywają także na samorządach, jak przekonuje Luty. Nie powinny się wikłać w różne ideologiczne projekty, najczęściej realizowane wbrew społeczeństwu, jak budowa tęczy, organizowanie parad równości czy podobne ideowe ekstrawagancje.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji