Nowy numer 49/2018 Archiwum

Nieśmiały wojownik

Choć był kruchy, delikatny i podatny na zranienia, poddawany ciężkim próbom i ostrej krytyce nie cofnął się. Był stanowczy i okazał się wielkim reformatorem. Kolejny święty papież.

Wyobrażam sobie, co kłębiło się w nim, gdy zamykał się za drzwiami kaplicy. Jak wielkie bitwy musiał stoczyć, jak bardzo zmagać się, by ogłosić: „Tego chce Bóg”.

Żywe srebro

„Wyróżniał się, jednak na pewno nie spokojem: był, jak się zwykło mawiać, nieznośnym malcem, niesłychanie ruchliwym” – wspominał go nauczyciel. „Szczuplutki, mizerny, wydawał się mieć w sobie żywe srebro. Nie jest to zarzut: według mnie ci, którzy się wiercą i ustawicznie rozglądają, są inteligentni, bystrzy, zdrowi”.

Giovanni Battista Montini urodził się 26 września 1897 r. w Concesio nieopodal Brescii. Już trzy lata po święceniach kapłańskich w maju 1923 r. wylądował… w Warszawie. Rozpoczął pracę jako sekretarz nuncjusza abp. Lorenza Lauriego. Pokochał Polskę. Mówił o tym wielokrotnie. Był na Jasnej Górze, w Krakowie, Gnieźnie i stolicy Wielkopolski.

„Może nie bardzo byliśmy roztropni – na dworze upał jedenaście stopni” – śpiewa Artur Andrus. Delikatny Włoch wyruszający do kraju leżącego „jeszcze dalej niż północ” przekonał się na własnej skórze, że nie takie upały pamiętał z dzieciństwa w Lombardii. Nie służył mu nasz klimat. Choć starał się nauczyć zawiłości języka i pragnął zostać w Polsce, po roku walki z przeziębieniami skapitulował i wrócił do słonecznej Italii. Po 43 latach już jako papież chciał wrócić nad Wisłę, ale komuniści, by nie drażnić braci z Kremla, powtórzyli za nimi stanowcze „Niet!”.

Sytuacja była dramatyczna. Kardynał Wyszyński o przyjeździe na uroczystości milenijne rozmawiał z Pawłem VI już w 1957 r., a ten zareagował entuzjastycznie. Na audiencji w Wiecznym Mieście 20 maja 1965 r. ustalono szczegóły. Papież miał przylecieć nad Wisłę w Wigilię Bożego Narodzenia. Przygotował złotą różę, którą chciał ofiarować Maryi Jasnogórskiej (ostatecznie przywiózł ją po 40 latach Benedykt XVI). Przygotowano już nawet menu, które miano zaserwować w paulińskim refektarzu. Władze postawiły jednak absurdalny warunek: w wizycie nie może uczestniczyć prymas. Rzecz jasna, Stolica Apostolska nie mogła się na to zgodzić, a biskupi polscy w liście pasterskim z 17 października 1966 r. byli stanowczy: „Z radością przyjął papież zaproszenia, które w tysiącach listów szły z Polski do Watykanu. Pragnął jako pielgrzym stanąć razem z nami przed obrazem Częstochowskiej Pani. Nie otwarły się dla niego granice naszego kraju, chociaż w przeszłości przyjmowały gościnnie uchodźców prześladowanych religijnie we Francji, Żydów-tułaczy wypędzanych z różnych krajów Europy”.

Ciężkie walizy

Cofnijmy się o 40 lat. Ksiądz Montini wrócił nad Tybr i rozpoczął pracę w Sekretariacie Stanu, jednocześnie pełniąc funkcję asystenta sekcji akademickiej Włoskiej Akcji Katolickiej. Z czasem stał się jednym z najbliższych współpracowników sekretarza stanu, kard. Pacellego (późniejszego papieża Piusa XII).

Pewnego dnia zauważono go, jak nieopodal bazyliki św. Piotra taszczy dwie bardzo ciężkie walizy idącej obok staruszki. Znajomi sądzili, że pomaga krewnej, okazało się jednak, że to przypadkowa osoba, którą ks. Montini spotkał na ulicy.

Nie szukał zaszczytów i wyróżnień. W styczniu 1953 r.Pius XII chciał mianować go kardynałem, ale ten nie zgodził się na to. Po roku papież powołał go na arcybiskupa Mediolanu. W mieście A.C. Milan i Interu odnowił życie duchowe, był orędownikiem porozumienia Kościoła z wieloma środowiskami, budowniczym mostów. Okrzyknięto go „arcybiskupem robotników”, bo przywołując zasadę sprawiedliwości społecznej, stawał w ich obronie.

Drżenie

Papież Jan XXIII już na pier­wszym konsystorzu 15 grudnia 1958 r. mianował 61-letniego Montiniego kardynałem. Gdy po miesiącu ogłosił decyzję o zwołaniu Soboru Watykańskiego II, nowy kardynał znalazł się w jego Głównej Komisji Przygotowawczej i w Komisji Techniczno-Organizacyjnej. Po śmierci „papieża uśmiechu” 21 czerwca 1963 r. po dwóch dniach konklawe nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym. W oknie ukazał się kard. Montini i oznajmił, że przyjmuje imię Paweł VI. „Z drżeniem i ufnością, w obliczu całego Kościoła, przyjmujemy klucze do królestwa niebieskiego, ciężkie i potężne, dobroczynne i tajemnicze, które Chrystus powierzył Rybakowi z Galilei” – powiedział po tygodniu. Miał prawo zakończyć obrady Soboru po pierwszej sesji, ale już kolejnego dnia po wyborze podkreślił: „Temu dziełu głównie poświęcimy wszystkie nasze siły”.

Do historii przeszły jego działania na rzecz pokoju i jedności chrześcijan. Ten nieśmiały człowiek okazał się wielkim reformatorem. Powiększył kolegium kardynalskie, stworzył Synod Biskupów, który stał się jego stałym organem doradczym. Ustalił, by każdy 75-letni biskup proponował rezygnację z funkcji. W dniu zakończenia soboru, 7 grudnia 1965 r., ogłosił przekształcenie Kongregacji Świętego Oficjum – spadkobierczyni Świętej Inkwizycji – w Kongregację Nauki Wiary. Zmienił nie tylko jej nazwę, ale i strukturę. Był jeszcze noszony w lektyce, ale zdjął tiarę – potrójną koronę reprezentującą władzę. Decyzją z 15 listopada 1966 r. ostatecznie zlikwidował po 400 latach indeks ksiąg zakazanych. Dokonał reorganizacji Kurii Rzymskiej. Powołał do życia nowe urzędy (m.in. Papieską Komisję ds. Środków Społecznego Przekazu). Przywrócił wysokie znaczenie kardynałom – patriarchom Kościołów Wschodnich. Sam kreował 144 kardynałów (w tym abp. Karola Wojtyłę).

21 listopada 1964 r., pod koniec III sesji soboru, ogłosił Maryję Matką Kościoła, choć ta decyzja wzbudziła falę krytyki tych, którzy obawiali się, czy tytuł jest zgodny z ukierunkowaniem ekumenicznym soboru. „Gdy Papież wypowiadał słowa: »Ogłaszam Maryję Matką Kościoła«, wszyscy biskupi zerwali się z miejsc i zaczęli klaskać z ogromnej radości, długo i żarliwie” – relacjonował metropolita poznański abp Antoni Baraniak.

Jako pierwszy biskup Rzymu przyjął sowieckiego przywódcę i odwiedził nowojorską siedzibę ONZ. W 1971 r. rozpoczęły się pierwsze po wojnie oficjalne rozmowy polsko-watykańskie.

Rozpoczął oficjalne dialogi z anglikanami i luteranami. Spotykał się z prawosławnym patriarchą Konstantynopola Atenagorasem. Efekt? Wzajemne cofnięcie ekskomunik, które spowodowały schizmę wschodnią w 1054 roku. Napisał 7 encyklik, z których największy rozgłos przyniosła „Humanae vitae”. Upominał się w niej o to, by każdy akt małżeński zachował swe wewnętrzne przeznaczenie do przekazywania życia ludzkiego.

„Człowiek nieskończonej uprzejmości” (tak o nim mówiono) jako pierwszy papież od 160 lat ruszył w kilka podróży zagranicznych, w tym do Ziemi Świętej, gdzie 5 stycznia 1964 r. odwiedził Kneset. W 1970 r. w Manili na Filipinach zaatakował go sztyletem niezrównoważony psychicznie mężczyzna. Papieża uratowały osoby z jego otoczenia. Zakrwawiony wełniany podkoszulek był relikwią, którą zaniesiono do ołtarza po ogłoszeniu go przed czterema laty błogosławionym. W Mszy św. uczestniczył wówczas papież senior Benedykt XVI, ostatni z żyjących kardynałów kreowanych przez Pawła VI.

Paweł VI wyniósł na ołtarze Maksymiliana Marię Kolbego i Marię Ledóchowską. Również za jego pontyfikatu Katarzyna ze Sieny i Teresa z Ávili stały się pierwszymi kobietami noszącymi tytuł doktora Kościoła. Wprowadzaniu w życie postanowień soborowych towarzyszyła fala krytyki. Przyjmował wszystko z pokorą.

Dramatyczna rozmowa

Na konsystorzu 24 maja 1976 r. wołał: „Są tacy, którzy pod pretekstem jeszcze większej wierności Kościołowi i Magisterium systematycznie odrzucają nauczanie soboru, reformy, jakie zapoczątkował, i ich stopniowe wprowadzanie przez Stolicę Apostolską oraz konferencje episkopatów pod naszym zwierzchnictwem, którego chce Chrystus. Próbuje się zdyskredytować autorytet Kościoła w imię Tradycji, której wierność, dosłowną i materialną, się głosi. Wierni, za przykładem swych legalnie urzędujących biskupów, zrywają więzi posłuszeństwa ze Stolicą Piotrową. Odrzuca się autorytet dzisiejszy w imię autorytetu wczorajszego. Śmie się twierdzić, że Sobór Watykański II nie jest wiążący, że reformy i przyjęcie posoborowej orientacji zagrażają wierze. Takie postępowanie wynosi się jako sąd nad wolą Bożą, która poleciła Piotrowi i jego prawowitym następcom u władz Kościoła, aby utwierdzali braci w wierze i paśli trzodę na całym świecie, która ustanowiła go gwarantem i strażnikiem depozytu wiary”.

Jedną z najtrudniejszych rozmów odbył 11 września 1976 r. z abp. Marcelem Lefebvre’em. „Wasza Ekscelencja nigdy nie chciał słuchać” – powiedział. Stenogram rozmowy pokazuje chęć negocjacji, jaką wielokrotnie wyrażał Watykan. „Ufam, że mam przed sobą brata, syna, przyjaciela. Niestety, stanowisko, jakie zajął Wasza Ekscelencja, to stanowisko antypapieża” – powiedział Paweł VI. „Co mam powiedzieć? Nie przystałeś na jakiekolwiek kroki w swoich słowach, czynach, zachowaniu. Wiem, że jestem ubogim człowiekiem. Ale tutaj nie chodzi o osobę, lecz o papieża. A Wasza Ekscelencja uznał papieża za odstępcę od wiary, której jest najwyższym gwarantem. Może dzieje się tak po raz pierwszy w dziejach. Powiedziałeś całemu światu, że papież nie ma wiary, że nie wierzy… To prawda, muszę być pokorny. Ale Wasza Ekscelencja jest w okropnej sytuacji”.

Wcześniej trzykrotnie pisał do przełożonego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, ale po kolejnej odmowie podporządkowania się decyzjom Watykanu, musiał go suspendować.

29 czerwca 1978 r. w obliczu śmierci Paweł VI podsumował swój pontyfikat: „Wiary dochowałem! Możemy powiedzieć dziś w pokorze i pewności serca, że nigdy nie zdradziliśmy »świętej prawdy«”.

Przygotował dymisję w sytuacji choroby, która uczyniłaby go niezdolnym do pracy. Schorowany, złamany przez artretyzm, jeszcze w środę 2 sierpnia spotkał się z wiernymi w Castel Gandolfo, a kolejnego dnia przyjął prezydenta Włoch. Zmarł 40 lat temu, 6 sierpnia, w Castel Gandolfo.

Za cud potrzebny do kanonizacji uznano niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia uratowanie życia dziewczynki w łonie matki w 5. miesiącu ciąży. Po beatyfikacji Pawła VI mieszkająca nieopodal Werony matka pojechała do Brescii, by modlić się za wstawiennictwem pochodzącego stamtąd papieża. Dziecko, które urodziło się 25 grudnia 2014 r., jest zdrowe do tej pory.

Jak mocno brzmi pokorne wyznanie Pawła VI: „Być może Pan powołał mnie nie dlatego, że mam odpowiednie predyspozycje, ani po to, bym rządził i wybawił Kościół od trapiących go trudności, lecz po to, bym coś dla Kościoła wycierpiał i by stało się oczywiste, że to On – i nikt inny – prowadzi go i zbawia”.•

« 1 »
oceń artykuł
  • świadomy
    10.11.2018 23:32
    To nie wojownik, ale rewolucjonista - nie zakłamujmy historii. P6 sprzyjał komunistom i o mały włos nie usunął z urzędu prymasa Wyszyńskiego jako niesprzyjającego komunizmowi.
    doceń 7
  • Florian
    11.11.2018 12:52
    - Dzięki Ci Panie, nasz Boże za papieża Pawła VI. Pamietam jak było, jak przecierał nowe szlaki, jak wyciągał Kościół z przeszłości, na nasze współczesne czasy, na bardziej rozumiane przez współczesnego człowieka. Bóg dał mu odwagę, aby mógł działać przez niego.
    doceń 6

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji