Nowy numer 42/2018 Archiwum

Zabójczy odlot

Prezydent podpisał nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Czy zmiana prawa skutecznie ochroni nas przed śmiercionośnymi dopalaczami?

To nie są zdrowe rzeczy, często robią je w garażu. Kiedy Mocarz cię dopadnie, wylądujesz na cmentarzu – przekonywał raper Gisu w materiale opublikowanym na YouTubie w lipcu 2015 r. Ówczesny p.o. główny inspektor sanitarny Marek Posobkiewicz z wyraźnym dystansem do swoich umiejętności wokalnych obiecywał, że przestanie śpiewać, jeśli tylko w Polsce uda się rozwiązać problem dopalaczy. Sytuacja rzeczywiście była poważna – w ciągu kilkunastu miesięcy zanotowano 7 tys. przypadków zatruć produktami, których składu nikt nie był w stanie określić. Na nic zdały się podjęte 5 lat wcześniej działania: spektakularne akcje zamykania coffeshopów i regularne aktualizowanie listy substancji zakazanych. Handel przeniósł się do internetu, a drobne modyfikacje składu chemicznego preparatów pozwalały „przedsiębiorcom” łatwo obejść prawo.

Chociaż w ostatnich latach nastąpiła wyraźna poprawa (liczba zatruć spadła do ok. 4,2 tys. rocznie), dopalacze nadal zbierają swoje żniwo. W czerwcu br. 16 osób z Trzebiatowa trafiło do szpitali po zażyciu produktu, w którego skład wchodziły środki psychotropowe. Poszkodowani skarżyli się m.in. na pieczenie, duszności i ogromne pragnienie. Ostatnie tygodnie przyniosły z kolei informację o 10 ofiarach śmiertelnych różnego rodzaju dopalaczy w woj. łódzkim. – Podobnie jak zwykłe narkotyki, dopalacze dla wielu stały się lekarstwem na coś, co nazywam bólem duszy. Zamiast szukać pomocy u innych, ludzie coraz częściej próbują rozwiązać swoje problemy poprzez używki – mówi GN Aleksandra Kubiak, specjalista terapii uzależnień z łódzkiego Monaru.

Za parę złotych

Mefedron daje poczucie szczęścia, a metylokatynon motywację do działania. Bufedron pobudza intelektualnie i ruchowo, MPDV zwiększa czujność, salwinoryna A pozwala śnić na jawie. To tylko niektóre substancje, które można znaleźć w sieci pod postacią tabletek, suszu, proszku, znaczków do lizania czy soli mineralnych. – Dopalacze wpływają na organizm podobnie jak zwykłe narkotyki. Są zażywane w celu odurzenia, pobudzenia, wprowadzenia w stan euforii. Najczęściej ich działanie jest jednak nieco krótsze i słabsze od „klasycznych” narkotyków. Z pewnością są jednak bardzo niebezpieczne i silnie uzależniają. Głównym problemem pozostaje fakt, że osoba zażywająca dopalacz nigdy nie może być pewna co do jego składu i zawartej w nim dawki substancji aktywnych. W każdym opakowaniu produktu może znaleźć się zupełnie inna mieszanka – tłumaczy GN dr Michał Kuciel, kierownik Pracowni Informacji Toksykologicznej i Analiz Laboratoryjnych Collegium Medicum UJ.

Jedna działka kosztuje kilkadziesiąt, czasami kilkaset złotych, nie brakuje jednak dopalaczy, które można kupić za kilkanaście złotych. Ze względu na niską cenę jeszcze kilka lat temu nabywały je właściwie tylko osoby młode, w wieku ok. 16–24 lat. Obecnie sięgają po nie także starsi. – Do naszej poradni coraz częściej przychodzą 35-latkowie, którzy wcześniej mieli kontakt z innymi używkami. Zaczęli sięgać po dopalacze, bo przekonali się, że działają szybciej i intensywniej. Jeden z moich podopiecznych uzależnił się od nich nie tylko psychicznie, ale także fizycznie. Nie potrafi funkcjonować bez mefedronu – mówi Aleksandra Kubiak.

Pranie mózgu

Dzięki kampaniom społecznym i akcjom profilaktycznym wiedza na temat dopalaczy jest coraz większa. Na krakowski numer alarmowy informacji toksykologicznej w sprawie tego typu używek jeszcze kilka lat temu telefonowało kilka osób dziennie, obecnie kilka w miesiącu. Osoby dzwoniące w sprawie poszkodowanych wymieniają objawy: bóle głowy, halucynacje, wymioty, przyspieszona akcja serca, utrata przytomności. Pytają, jakie działania powinny podjąć. – Odsyłamy zatrutych do szpitala, często potrzebują natychmiastowej pomocy medycznej, która z racji braku informacji o składzie zażytego dopalacza zwykle ogranicza się do leczenia objawowego, przeciwdziałającego temu, co dzieje się z pacjentem. Nie znając składu zażytego środka, lekarz nie może wiele więcej zrobić – tłumaczy dr Kuciel.

W internecie bez żadnego problemu można kupić dopalacze, które są nawet 800 razy mocniejsze od marihuany. Nic zatem dziwnego, że w wielu przypadkach prowadzą do poważnego zatrucia lub nawet bolesnej, powolnej śmierci. Konsekwencją ich regularnego zażywania mogą być także trwałe uszkodzenia mózgu. Jeden z produktów jak na ironię zareklamowano zresztą hasłem „Świetna sól piorąca, która wyprała już niejedną głowę”. – W przypadku alkoholu potrzeba nawet kilkunastu lat picia, a w przypadku narkotyków kilku lat przyjmowania substancji, żeby doszło do degradacji umysłu. Jeśli chodzi o dopalacze, wystarczy rok, chociaż to oczywiście zależy od stopnia wytrzymałości organizmu – mówi GN Maciej Zapała, instruktor terapii uzależnień z Prywatnego Centrum Terapii Uzależnień „Koninki”. Po odtruciu zdarza się, że pacjent trafia z oddziału toksykologicznego na psychiatryczny. Lekarze zwykle diagnozują u niego schizofrenię lub inną chorobę psychiczną.

Rdzeń substancji

Do tej pory podejmowane przez państwo próby rozwiązania problemu dopalaczy przypominały walkę z wiatrakami. Proces wpisywania pojawiających się na rynku specyfików na listę substancji zakazanych był na tyle czasochłonny, że pozwalał producentom na skuteczną reakcję obronną. Po dodaniu atomu do substancji bazowej danego specyfiku uzyskiwali oni lekko zmodyfikowany produkt, którym dalej mogli legalnie handlować w sieci. Na wszelki wypadek do opisu dołączali krótką formułkę „Produkt tylko i wyłącznie do użytku laboratoryjnego”. – To prawo było nie tylko nieskuteczne, ale także szkodliwe. Handlarze, wiedząc już, która substancja zostanie wpisana na listę, rozpoczynali wyprzedaż zawierającego ją środka. W efekcie odurzało się nim jeszcze więcej osób niż wcześniej – mówi GN Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS.

Nasz rozmówca zapewnia, że przygotowana przez rządzących nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii wprowadzi skuteczne mechanizmy walki z dopalaczami. W przegłosowanym przez Senat projekcie zaproponowano nową listę substancji zakazanych. Oprócz 29 konkretnych substancji wskazano także cztery grupy związków chemicznych, zapisując wzór ich rdzenia i wszelkie niedozwolone kombinacje wiązań i podstawników. Zdaniem Jana Bondara to rozwiązanie zakończy „zabawę z handlarzami w kotka i myszkę”. Za wprowadzeniem takich przepisów optowało środowisko osób zajmujących się problematyką uzależnień. – To powinno znacznie utrudnić syntezę nowych dopalaczy – uważa dr Kuciel.

Profilaktyka

W myśl nowych przepisów dopalacze zostały postawione na równi z narkotykami. Konsekwencją tego podejścia jest wprowadzenie kary do 3 lat więzienia za ich posiadanie oraz do lat 12 za handel. Zdaniem terapeutów, z którymi rozmawialiśmy, penalizacja nie służy osobom uzależnionym – trafiając do zakładu karnego, praktycznie tracą szansę na wyjście z nałogu. Autorzy nowelizacji przekonują jednak, że więzienie będzie groziło tylko za posiadanie znacznych ilości, które mogą spowodować odurzenie kilkunastu osób. – Chodzi przede wszystkim o powstrzymanie dilerów, którzy przecież nie noszą przy sobie pełnego kilograma danej substancji, ale mniejsze, choć znaczne ilości, pozwalające na prowadzenie handlu – tłumaczy Jan Bondar.

Czy wprowadzenie nowych przepisów wystarczy, żeby wygrać walkę z dopalaczami? Większość ekspertów uważa, że to krok w dobrym kierunku. Z całą pewnością nowelizacja nie sprawi jednak, że problem z dnia na dzień zniknie. Dopalacze nadal będą produkowane i sprzedawane. Żeby zmniejszyć siłę ich oddziaływania, trzeba prowadzić szeroko zakrojone działania profilaktyczne. Doskonale zdają sobie z tego sprawę m.in. streetworkerzy Monaru, którzy w różnych miejscach starają się nawiązać kontakt z młodymi ludźmi, zachęcając ich do przyjścia do świetlicy środowiskowej. – Pokazujemy im, że czas wolny można spędzać inaczej, niż pijąc alkohol oraz zażywając narkotyki i dopalacze. Podobnych działań skierowanych do grup zagrożonych używkami powinno być znacznie więcej – podsumowuje Aleksandra Kubiak.•

10 lat dopalaczy w Polsce:

• początek 2008 – działalność rozpoczyna serwis dopalacze.com; właściciele utrzymują, że nie sprzedają produktów do spożycia; • sierpień 2008 – w Łodzi powstaje pierwszy stacjonarny sklep; do końca roku w całym kraju będzie ich w sumie 40; • 2009–2010 – rynek przeżywa rozkwit, dochodzi do 562 zatruć dopalaczami, służby biją na alarm; • 2010 – na mocy decyzji GIS sklepy stacjonarne mają zostać zamknięte; podczas akcji likwidacyjnych policjanci znajdują zakazane środki odurzające o działaniu zbliżonym do narkotyków; • 2011 – liczba zatruć spada do 176; • 2012–2015 – handel dopalaczami odradza się w internecie, liczba zatruć rośnie: od kilkuset do ponad 7 tys.; • 2015–2018 – powolny, ale systematyczny spadek liczby zatruć do 4,2 tys.; w kraju wzrasta świadomość zagrożeń związanych z dopalaczami; • czerwiec 2018 – CBŚ likwiduje prawdopodobnie ostatnie stacjonarne sklepy z dopalaczami; • lipiec 2018 – Senat bez poprawek i ponad politycznymi podziałami przegłosowuje nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji