Nowy numer 33/2018 Archiwum

Zmartwychwstanie na ekranie

Nadużyciem w filmie o życiu Jezusa byłoby zakończenie go sceną ukrzyżowania i śmierci. Bez zmartwychwstania.

Zmartwychwstanie Jezusa stanowi podstawę wiary chrześcijańskiej, jest triumfem dla każdego chrześcijanina. Triumfem nad śmiercią. „Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” – stawia sprawę jasno Paweł Apostoł w 1 Liście do Koryntian.

Problem z wiarą w zmartwychwstanie Jezusa mieli nie tylko zwykli ludzie, ale także Tomasz Apostoł, którego można nazwać patronem niedowiarków. Jednak nie tylko niedowiarków, ale również tych wszystkich, którzy tak jak on pragnęli dotknąć Boga żywego. Ze zmartwychwstaniem miało kłopoty również wielu filmowych twórców.

Wszystkie cztery Ewangelie Nowego Testamentu relacjonują ukrzyżowanie, śmierć i złożenie Chrystusa do grobu, a także to, co działo się po Jego zmartwychwstaniu. Oczywiście każda ekranizacja Biblii, a szerzej – każdego dzieła literackiego, niesie z sobą ryzyko zniekształcenia czy zubożenia jego przesłania. Od początku kina obrazy pasji w filmach o życiu Chrystusa przedstawiane są mniej lub bardziej wiernie, ale zwykle zgodnie z Ewangelią. Wydaje się, że przeniesienie biblijnego zapisu obrazów cierpienia i męki Chrystusa było, jeżeli tak można to nazwać, „łatwiejsze”. Twórcy filmów mogli bazować na opisach znajdujących się w przekazach historycznych. Natomiast zmartwychwstanie było czymś wyjątkowym. Tu można było się oprzeć wyłącznie na opisach znanych z Ewangelii, które pozwalają jednak na znaczną dowolność interpretacji w sferze samego obrazu.

Zaskoczony Jezus

W Wielkim Tygodniu stacje telewizyjne emitują filmy poświęcone życiu Jezusa. Są to najczęściej filmy z ostatnich lat, od strony artystycznej mniej lub bardziej udane. W ramówce Telewizji Polskiej znalazł się film „Zabić Jezusa” Christophera Menaula z 2015 roku. Dobry scenariusz, solidna realizacja i obsada sprawiają, że film dobrze się ogląda, ale w czasie projekcji budzą się wątpliwości. Chwilami wydaje się, że twórcy piszą biblijną historię na nowo. Dotyczy to postaci Jezusa, przedstawionego momentami jako człowieka, któremu narzucona została rola Mesjasza. W filmie Jezus, zaskoczony, dowiaduje się o swoim boskim posłannictwie dopiero od Jana Chrzciciela. To tylko jeden z licznych z przykładów scenariuszowych niezgodności z ewangelicznym przesłaniem. A jest ich więcej, jak chociażby sposób przedstawienia zmartwychwstania. Twórcy filmu położyli bardziej nacisk na tło historyczne i społeczne, a także sensacyjną intrygę i spiski, ignorując wątek teologiczny związany z Jego nauczaniem. Nie pokazują, z dwoma wyjątkami, cudów, o jakich czytamy w Ewangeliach, a jeżeli już, przedstawiają je jakby w zawieszeniu. Dotyczy to również scen zmartwychwstania. W „Zabić Jezusa” Maria Magdalena wraz z innymi wchodzi do grobu. Nie widząc ciała Jezusa, zebrani znacząco uśmiechają się do siebie. I tyle. Zmartwychwstały Jezus nie pojawia się też w żadnej kolejnej scenie z udziałem apostołów, a na koniec słyszymy tylko zza kadru głos lektora, który informuje widzów, jakie były, zgodnie z tradycją, losy kilku towarzyszy Jezusa. Przypomina to bardziej fragmenty filmu popularnonaukowego niż ekranizację wątków biblijnych. Usprawiedliwieniem dla twórców może być fakt, że bazowali nie na Ewangelii, ale bestsellerowej książce Billa O’Reilly’ego i Martina Dugarda pod tym samym tytułem.

Interpretacja znanych z Biblii scen zmartwychwstania czasem spotykała się z krytyką, która nie ominęła nawet znakomitego filmu Mela Gibsona, który pokazał zmartwychwstanie Jezusa, omijając dosłowne biblijne przekazy. W filmie po wstrząsających obrazach męki Pańskiej i martwego Chrystusa wśród bliskich na ekranie zapada ciemność. Po jakimś czasie pojawia się światło i dostrzegamy pusty całun leżący na kamiennej posadzce. Dopiero po chwili widzimy siedzącego Jezusa, a kamera kieruje się na bliznę po gwoździu. Krytycy zarzucali reżyserowi, że pominął całkowicie obecność Marii Magdaleny i apostołów, a przecież to oni odkryli pusty grób, byli świadkami tego wydarzenia. Jezus przecież zmartwychwstał nie dla siebie, ale dla nas, ludzi. Wydaje się, że Gibson już wtedy myślał o kontynuacji „Pasji”. Projekt ten od kilku lat nabiera bardziej realnego kształtu.

Spodziewano się skandalu

Film fabularny rządzi się swoimi prawami, więc reżyser ma spore pole do interpretacji, byle tylko nie zniekształcił świadomie lub nieświadomie przesłania oryginału. Takim nadużyciem w filmie o życiu Jezusa byłoby, przynajmniej moim zdaniem, zakończenie filmu sceną ukrzyżowania i śmierci. Kontrowersje, już na etapie realizacji, wzbudził projekt ekranizacji Ewangelii według św. Mateusza przez Piera Paola Pasoliniego. Sam fakt, że ten temat podejmuje zdeklarowany marksista i przez jakiś czas członek partii komunistycznej, a do tego homoseksualista, wzbudził kontrowersje. Spodziewano się prowokacji i skandalu. Film rzeczywiście spotkał się ze zróżnicowanym odbiorem, ale wielu krytyków uważa, że Pasolini dokonał udanej adaptacji tekstu biblijnego. Surowy, ascetyczny obraz Pasoliniego powstał w opozycji do dotychczasowej tradycji widowiskowych produkcji będących najczęściej ilustracją tematów ewangelicznych, pozbawionych jednak duchowej głębi. W ostatnich scenach filmu, ilustrowanych przejmującą ścieżką muzyczną, widzimy gromadkę wiernych i Matkę Chrystusa przed Jego grobem. W pewnym momencie przewraca się kamień grobowy, widzimy pusty grobowiec i pojawia się anioł, który oznajmia, że Chrystus zmartwychwstał, i udaje się do Galilei. W ostatniej scenie zmartwychwstały Chrystus przemawia przed zgromadzonym w Galilei tłumem. Film kończy się słowami: „A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Pasolini położył nacisk na nauczanie Jezusa, a nie na rekonstrukcję biografii. Rzeczywiście zaakcentował rewolucyjny charakter nauczania, ale jednocześnie podkreślił Jego boską naturę.

Na uwagę zasługują z pewnością sceny zmartwychwstania w pierwszym filmie, w którym Jezus przemówił. A przemówił po francusku w filmie „Golgota” Juliena Duviviera z 1935 roku. W czasie seansu „Golgoty” nieustannie nasuwają się skojarzenia z „Pasją” Gibsona. Duvivier również przedstawił ostatni okres życia Chrystusa, podobnie jak Gibson w „Pasji”. Mękę i śmierć na krzyżu pokazał z niesłychanym jak na owe czasy realizmem. Sceny biczowania, droga na Golgotę i ukrzyżowanie oddają niesłychanie wyraziście sadyzm rzymskich oprawców. Wątek zmartwychwstania rozwiązał w sposób przejrzysty, na podstawie świadectw św. Łukasza i św. Jana. W scenie poprzedzającej odkrycie pustego grobu widzimy pilnujących go rzymskich żołnierzy, a następnie, tak jak w filmie Gibsona, zapada ciemność. W kolejnej scenie obserwujemy odsunięty już kamień grobowy, bijącą z otwartego grobu jasność i zbliżającą się Marię Magdalenę, która wchodzi do wnętrza z innymi kobietami. Zaskoczone kobiety słyszą głos anioła oznajmiającego, że Jezus zmartwychwstał. Zmartwychwstały pojawia się później jeszcze kilka razy. Ukazuje się apostołom, w tym Tomaszowi. – Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, Ja mam – mówi zgodnie z zapisem św. Łukasza.

Wymienione wyżej trzy tytuły wydają mi się najciekawszymi filmowymi interpretacjami wątku zmartwychwstania w historii kina religijnego. To oczywiście wybór subiektywny. Chociaż filmów tych nie znalazłem w telewizyjnej świątecznej ramówce, widzowie, którzy chcieliby w tym czasie je obejrzeć, nie będą mieli z tym kłopotów. Są dostępne w sieci.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Ptys
    29.04.2018 13:14
    Co oznacza „zaakcentował rewolucyjny charakter nauczania”? Jak można akcentować coś czego nie ma? Proszę poczytać Spe Salvi i inne teksty BXVI. Jezus NIE BYŁ Bar Kochbą ani Spartakusem! Niech Pan Redaktor się ogarnie intelektualnie proszę!

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama