Nowy numer 29/2021 Archiwum

Narodziny dziecka z zespołem Downa: Przekleństwo czy błogosławieństwo?

Kiedy Józio urodził się z zespołem Downa, w głowie buzowało mi pytanie: to przekleństwo czy błogosławieństwo? - mówi Aleksandra Scelina, mama 8-letniego dziś chłopca.

- Nie wiedzieliśmy, że urodzi się z zespołem Downa - wspomina. Miał charakterystyczne cechy tego zespołu, ale potwierdzenie nadeszło 3 miesiące po narodzinach w wynikach badań genetycznych. Sam moment narodzin nie należał do najłatwiejszych. Był zaskoczeniem, które prowadziło do głębokiej refleksji nad życiem. Nad wartością życia. Nad tym, które życie jest wartościowe, a które nie i czy w ogóle są takie podziały. Kolejne pytanie buzowało mi w głowie: to przekleństwo czy błogosławieństwo? Po kilku godzinach stawania w prawdzie przed sobą i przed Bogiem doszłam do takiego momentu, że zaczęłam dziękować za Józia, za dar jego życia. Mimo, że słyszałam od lekarzy, że będzie trudno, że to sytuacja patowa dla rodziców, bo trzeba go będzie oddać do jakiegoś ośrodka... Dowiadywaliśmy się właściwie samych negatywnych rzeczy. Mimo wszystko, przyjęłam postawę dziękowania, przyjęcia go jako błogosławieństwa, przytuliłam go i zaczęłam karmić go piersią, co nie było popierane przez personel medyczny. Ale miałam wewnętrzną motywację, siłę.

Później znalazła się lekarka, która powiedziała nam, że z jej obserwacji wynika, że takie dzieci się rodzą w szczególnych okolicznościach, w szczególnym środowisku, rodzinie. Mówiła, że mamy podnieść głowę i zająć się jego rehabilitacją. To było wytyczenie pierwszych kroków. I rzeczywiście, Józio zaczął rehabilitację, gdy miał zaledwie 3 tygodnie. To rzadko się zdarza. Stało się tak mimo przeciwności - Józio nie przybierała na wadze, a taki był warunek przyjęcia na rehabilitację. Znaleźliśmy jednak ośrodek, który go przyjął przynajmniej na tym pierwszym etapie. Później było to już łatwiejsze.

Józio przynosi nam wiele radości. Jest niesamowitą osobą, która odpowiada na nasze najgłębsze pragnienia. Zawsze odpowiada miłością, uśmiechem. Nieraz jest bardzo trudno w domu, w jakichś okolicznościach życiowych, a on - nie wiadomo skąd - przychodzi, zaczyna śpiewać, tańczyć, przytula, bierze za rękę. I tak rozładowuje najcięższą nawet atmosferę - mówi Aleksandra Scelina w obchodzonym dziś Światowym Dniu Zespołu Downa.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama