Nowy numer 4/2019 Archiwum

Przelewa się!

O tym, czy Pan Bóg chce naszych pieniędzy, mówi Jacek Weigl.

Marcin Jakimowicz: I mówi pan, panie Weigl, że to Bóg jest właścicielem moich ciężko zarobionych pieniędzy?

Jacek Weigl: Tak mówię. Bo tak wyraźnie mówi Biblia. Znajdziemy w niej ok. 500 wersetów o modlitwie, 340 – na temat wiary i 2 tys. dotyczących finansów. To pokazuje, że Bóg jest bardzo zainteresowany naszym portfelem, tym, na co wydajemy pieniądze, na ile czujemy się ich właścicielami, a na ile – jak mówi Biblia – zarządcami. Powiem więcej: nasza hojność, stosunek do pieniędzy to papierek lakmusowy naszego życia duchowego. Nie przesadzam. Mam prawo spytać: „Czy pozwalasz Jezusowi, by współdecydował o tym, na co wydajesz kasę? Nie? To o czym rozmawiamy ”.

Bóg zna się na pieniądzach?

Jasne! Jezus często sprawdzał, jak ludzie traktują pieniądze, majątek, dobra. Wdowa, faryzeusze, uczniowie, bogaty młodzieniec – jest wiele przypowieści! W tej materii masz dwóch doradców finansowych: Boga i światowe trendy. Pytanie brzmi: czy wierzysz w Boga i opierasz się na Słowie, czy idziesz za tym, co wskazuje świat? Biblia jest świetną instrukcją obsługi tego, jak postępować z pieniędzmi.

Wśród najbogatszych ludzi świata jest wielu Żydów – stosunkowo niewielkiego narodu. To ma jakiś związek z Biblią?

Oczywiście. Czego im zazdrościmy? Przedsiębiorczości, solidarności, integracji, przetrwania bez państwa przez 2 tys. lat, mnóstwa Nagród Nobla. Z czego to się bierze? Z dziedzictwa. Jeśli wierzysz, że Bóg stworzył cię na swój obraz, to masz świadomość, że umieścił w tobie zdolności do stwarzania, zarządzania. Pierwsze instrukcje od Boga, które usłyszeli Adam i Ewa, brzmiały: nazywajcie, zarządzajcie, pomnażajcie, działajcie, bądźcie kreatywni.

Dla Jana Kowalskiego już dziesięcina jest progiem nie do przeskoczenia. Ile pieniędzy przeznaczali na „Boże cele” Żydzi?

Od 30 do 50 proc. zarobków. 10 proc. to była bezdyskusyjna oczywistość. Oni dawali więcej. Wiedzieli, że to należy do Boga, zatem był to wyraz zaufania. Współczesny Kowalski często nie potrafi odnieść tematu dziesięciny do swojego życia, bo nie słyszał, czym ona jest i dlaczego warto ją przekazywać. Taki Kowalski jednak potrafi kupić komuś prezent, oszczędzić na jakiś cel czy przekazać swój 1 proc. podatku. Myślę, że w dużej mierze ten „próg nie do przeskoczenia” jest kwestią edukacji „dziesięcinowej”. Są pewne zasady dotyczące składania dziesiątej części wynagrodzenia. Jedną z nich jest przekazywanie jej na początku miesiąca, a nie na końcu, „jak nam zostanie”. Jasne, to krok wiary. Jedno z imion Boga brzmi El Shaddai, czyli „Więcej niż wystarczający”. Jeśli nie potrafisz oddać nawet jednej dziesiątej, to pokazujesz: lękam się, że mi nie wystarczy, czyli nie wierzę w to, że się o mnie zatroszczysz. Brutalne, ale prawdziwe. Klucz do zrozumienia tego, o czym mówię, znajduje się w Ewangelii Łukasza: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy?” (Łk 16,10). Proste: jesteś wierny w małym, będziesz wierny w dużym. To, czy jesteśmy hojni, czy inwestujemy w dzieła Boże, to „najmniejszy test wiary”. Jeśli jesteś w tym wierny, Bóg może postawić cię w miejscu większego wpływu. Dlatego nauczanie o pieniądzach powinno być fundamentem. Ludzie słyszą prośby o pieniądze na remont kościoła czy organy i w większości reagują negatywnie, bo nie słyszeli nauczania i nie doświadczyli tego, że Bóg jest hojnym dawcą, że chce, by im się powodziło. Tak jak każdy ojciec pragnie tego dla swych dzieci.

Nie śpiewałeś jako ministrant: „Biedak zawołał, a Pan go wysłuchał”?

Zauważam, że w Polsce panuje mentalność lęku, a ludzie boją się o swoje pieniądze. „A jeśli nie starczy do pierwszego? A jeśli padnie ZUS i wylądujemy na ulicy?” Wszystko jest kwestią myślenia. Myślenie światowe opiera się na zasadzie: jeśli dasz, to stracisz. Boże myślenie: jeśli dasz, to dostaniesz.

„Dawajcie, a będzie wam dane”. Brzmi ładnie. Ale naprawdę działa?

Moja historia jest tego dowodem. Kiedyś uczestniczyłem w konferencji na temat pieniędzy. Na początku byłem wściekły: „Chcą ode mnie kasę i jeszcze (co za bezczelność!) powołują się na słowo Boże. Zamiast za darmo organizować konferencje i rozdawać książki, każą sobie płacić”. Jednak wysłuchałem wykładów do końca i zrozumiałem, że to ja mam problem. Bóg pokazał mi, jak kurczowo ściskam portfel i boję się Mu zaufać. Moje myślenie zmieniły słowa Jezusa: „Dawajcie, a będzie wam dane”. Bóg niesamowicie mnie zmieniał i prowadził w dziedzinie finansów.

„Miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze”. Twoje ulubione słowo to „opływający”?

Ooo, tak! Gdy zrozumiałem, że Bóg nie odmierzy mi tylko miarą dobrą i natłoczoną, jak kawa w ekspresie, ale przelewającą, zachwyciłem się. To obietnica Jezusa. Ten cytat pokazał mi, że muszę zmienić mentalność z oszczędzającego na czarną godzinę „chomika” na mentalność hojnego dawcy.

Bóg nie oszczędza?

Jest najbardziej hojną Osobą wszechświata. Dał nam ziemię, talenty, możliwości, cały świat! Patrzę na Niego i uczę się hojności Ojca. Przebywając blisko Boga, odkrywamy prawdziwą naturę dawcy. W Nim nie ma lęku, że zabraknie. Dał nam nawet swojego Syna

Kiedy sam zacząłeś dawać?

Zacząłem przeznaczać część pieniędzy na cele związane ze wspólnotą, w której się modliłem. To przez lata kształtowało moją postawę i charakter. Z czasem zacząłem lepiej zarabiać, dostawałem bardziej odpowiedzialne stanowiska kierownicze. Swoje powołanie jednak odkryłem w edukacji, gdy zacząłem zakładać „szkoły z wartościami”.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji