Nowy numer 43/2020 Archiwum

To nas zaboli

Dlaczego cały naród powinien wspólnie pokutować, wyjaśnia abp Marek Jędraszewski.

Marcin Jakimowicz: „Wielka Pokuta – za grzechy moje i całego narodu”. Czy Panu Bogu podobają się takie spektakularne, narodowe akcje?

Abp Marek Jędraszewski: Jego samego trzeba byłoby spytać. (śmiech) A poważnie: Panu Bogu podoba się pokuta. Bardzo Mu się podoba. Pismo Święte wspomina o tym wielokrotnie. Mamy mnóstwo przekonujących świadectw, że tak właśnie jest, że kary Boże wiszące nad narodami czy poszczególnymi miastami (np. nad Niniwą) zostały cofnięte ze względu na pokutę ich mieszkańców. Sam Jezus nie zniósł tego prawa. Mówił przecież wprost o nawróceniu – niektóre złe duchy pokonać można jedynie modlitwą i postem.

Mogę pokutować za czyjeś grzechy? Za grzech aborcji, którego dopuściły się pokolenia?

Zbyt często wydaje się nam, że grzech ma wymiar jedynie indywidualny. Nikt mnie nie widzi, zaszkodzę najwyżej samemu sobie. Nieprawda! Jasne, że każdy odpowiedzialny jest za swoje czyny i nie będzie odpowiadał za grzechy innych, ale zbył łatwo zapominamy, że grzech ma wymiar społeczny, wspólnotowy. Mój grzech rani i osłabia cały Kościół.

Jesteśmy jak naczynia połączone?

Tak! Nie ma grzechu, który miałby charakter wyłącznie indywidualny. On zawsze rani innych, uderza w Kościół. A zatem powstanie z grzechu wymaga stanięcia przed Bogiem również w wymiarze społecznym. Tu nie chodzi o jakąś zbiorową odpowiedzialność, ale o pokutowanie za grzechy, które uderzają w całe społeczeństwo.

Narodowa modlitwa, pokuta… Ludzie nad Wisłą mogą czuć się zakłopotani. Dla biblijnego Izraela to była norma: „Kapłan Ezdrasz otworzył księgę na oczach całego ludu i padli przed Panem na kolana, twarzą ku ziemi”.

Na kartach Biblii była to normalna sytuacja. Izraelici przychodzili, by słuchać słowa, poznać prawo Pańskie, ukorzyć się przed Bogiem, a następnie postępować według słów, które usłyszeli. Ich modlitwy miały wymiar społeczny. Oni stawali przed Bogiem jako Izrael i prosili za naród, przepraszali za jego grzechy. To było dla Żydów czymś całkowicie naturalnym. A dla nas? Wracam do programu Wielkiej Nowenny, która przygotowywała Polaków na jubileusz Tysiąclecia Chrztu Polski, i czytam, że jednym z haseł tych obchodów była „walka z naszymi narodowymi wadami”. Biskupi podpowiadali: „Jest coś, co ma charakter społeczny, z czym musimy zmierzyć się wspólnie, jako naród”. Powiedzmy sobie szczerze: chyba nie do końca przeprowadzono w Polsce refleksję, co myśmy zrobili z Jasnogórskimi Ślubowaniami Narodu. To nas zapewne zaboli, nie będzie to łatwy i prosty rachunek sumienia, ale bez niego ani rusz… Ten akt pokuty zaplanowany na październik jest osadzony w kontekście dwóch niezwykłych wydarzeń: 1050. rocznicy chrztu Polski (powinniśmy odpowiedzieć na pytanie, które Jan Paweł II zadał Francji: co uczyniliście ze swym chrztem?) i Nadzwyczajnego Roku Miłosierdzia. Nie ma miłosierdzia bez żalu, przebaczenia, zadośćuczynienia. Jeżeli kończymy ten rok, uznając „panowanie [Jezusa Chrystusa] nad Polską i całym naszym narodem, żyjącym w ojczyźnie i na świecie”, to musimy się do tego wydarzenia wewnętrznie przygotować przez pokutę. W innym wypadku będzie to jedynie zwykła formalność… W „Akcie przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” będziemy przecież mówić: „Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia”.

W Fatimie co chwilę spotykałem ludzi przekonanych o tym, że Portugalia ocalała z pożogi wojny domowej, która trawiła Hiszpanię, i II wojny światowej, bo przejęto się orędziem Fatimy i oficjalnie poświęcono kraj Niepokalanemu Sercu Maryi…

Nie wiem, czy u was, na Śląsku, są pomniki z lat 1946–1947, gdy biskupi za czasów kardynała Augusta Hlonda publicznie zawierzyli Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi. Ja spotykałem takie pamiątki, gdy jeździłem po wioskach archidiecezji poznańskiej z wizytacjami. Wtedy to była wielka, starannie przygotowana akcja episkopatu. Na Jasnej Górze modliło się niemal milion ludzi, którzy podobnie jak kardynał Hlond wierzyli i publicznie wyznali, że zwycięstwo przyjdzie przez Maryję. To stało się zresztą później programem kard. Wyszyńskiego, Wojtyły (i jako biskupa, i Jana Pawła II). To była świetna intuicja: Kościół ma wymiar powszechny, nie jest zlepkiem indywidualistów, którzy spotykają się na niedzielnej Mszy. To wspólnota. A zatem również na grzech muszę spojrzeć w wymiarze wspólnotowym.

Jak mogę pokutować za grzech, którego dopuściła się przed laty moja babcia?

Odpowiedź na to pytanie wyraźnie trzeba oddzielić od zagadnienia tzw. grzechu pokoleniowego. Nie dziedziczymy grzechu – trzeba to jednoznacznie podkreślić. Nie jesteśmy odpowiedzialni za grzech naszych ojców. Boża sprawiedliwość nie działa według zasady: ojcowie zjedli kwaśne winogrona, a dzieciom ścierpły zęby. Nie dziedziczymy grzechu, ale dziedziczymy skłonności do grzechu, dotykają nas jego konsekwencje. Maryja, ukazując się dzieciom w Fatimie, prosiła, by każdą dziesiątkę Różańca kończyć modlitwą za tych, którzy najbardziej potrzebują Bożego miłosierdzia. A kim są ci ludzie? Kto to jest? To ci, którzy nie znają Boga. Wypowiadając słowa: „dopomóż szczególnie tym, którzy…”, nie biorę przecież na siebie ich grzechów (to rola Zbawiciela, który dokonał tego przed dwoma tysiącami lat), ale modlę się za nich i proszę dla nich o miłosierdzie!

„Miłosierdzie jest bezwarunkowe” – słyszymy na każdym kroku. Jan Kowalski zapyta: „Skoro tak, to po co mam wchodzić w pokutę? Ta, którą wykonał Jezus na krzyżu, nie wystarcza?”.

Bardzo ważne pytanie! Słyszę je niezwykle często. Skąd bierze się to pomieszanie? Współczesny świat robi wszystko, by odciąć wolność od odpowiedzialności. Jesteśmy naznaczeni tą skazą od dziesięcioleci. Mój mistrz filozofii Emmanuel Levinas, zadając dramatyczne pytania o przyczyny Holocaustu, którego dokonał przecież naród mający tylu znakomitych przedstawicieli w świecie poezji, malarstwa i muzyki, pisał: doszło do niego, ponieważ wycięto poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka. „Czyż jestem stróżem swego brata?” – to bezczelne pytanie wybrzmiewa w nas od czasów Kaina. Jeśli nie czujesz się odpowiedzialny za brata, wchodzisz na równię pochyłą prowadzącą wprost do zbrodni. To, że Jezus odkupił nas, nie oznacza, że zwolnił nas z odpowiedzialności za nasze czyny. Jesteśmy istotami wolnymi, a więc odpowiedzialnymi, a nie dzieciakami, których jedyną pasją jest zabawa i weekendowe grillowanie czy zmienianie kolejnych piaskownic.

Czy nie jest symboliczne, że akt pokuty dokona się prawie u progu niezwykłego, w wymiarze duchowym, roku: 100. rocznicy objawień w Fatimie (ludzie przygotowują się na ten jubileusz od 9 lat!), 300. rocznicy koronacji jasnogórskiego obrazu, 500-lecia reformacji (dla katolików wydarzenia bolesnego, dla naszych braci protestantów niezwykle ważnego), 70. rocznicy utworzenia państwa Izrael i 50. rocznicy odzyskania przez Żydów Jerozolimy? Niezła kumulacja…

I dodajmy (nie trzeba bać się o tym głośno mówić, bo należy ujrzeć świat w jego złożoności) – również 300. rocznicy utworzenia pierwszej loży masońskiej. Tak to działa w rzeczywistości duchowej: powstaje masoneria, a w tym samym czasie Polacy zawierzają kraj sercu Maryi. To prawda, to będzie niezwykły rok. Nie wszystkie wspomniane jubileusze są dla nas łatwe. Uzgodniłem z przedstawicielami Kościołów protestanckich, że wejdę w skład komitetu organizacyjnego jubileuszu reformacji pod warunkiem, że spojrzymy na to wydarzenie w nowy sposób. Pomimo tragicznego w skutkach pęknięcia i podziału Polska stała się krajem bez stosów, a w najtrudniejszych dla ojczyzny chwilach potrafiliśmy zjednoczyć się wokół Chrystusa i Jego Ewangelii. To łączyło nas wobec nawały tureckiej (w polskich wojskach stali w jednym rzędzie i katolicy, i protestanci). Dziś również świat musi zobaczyć, że stajemy razem. W modlitwie, przebaczeniu.

Dzieci z Fatimy usłyszały „odgórne” wezwanie: pokuta, pokuta, pokuta. Młode pokolenie zacznie wyszukiwać w Google, co to słowo znaczy. Jakieś takie niemodne…

Wmówiono młodym, że są po to, by się nieustannie bawić. Nic dziwnego, że słowo „pokuta” jawi im się jako przesłanie nie z tego świata. Tymczasem wpleciona jest ona mocno w samą istotę ludzkiego życia. Dlaczego? Bo każdy z nas upada i musi powstawać, nawracać się. A drogą do autentycznego nawrócenia są modlitwa i pokuta. Jeśli dziś tego nie rozumiemy, to znaczy, że zainfekowani zostaliśmy wirusem hedonizmu i neopogańskiego stylu życia i przeżywamy ogromny kryzys chrześcijańskiej tożsamości.

Nieprzypadkowo Wielka Pokuta odbędzie się w Dniu Dziecka Utraconego. Nie ma chyba rodziny w Polsce, której nie zraniłby grzech aborcji…

Obawiam się, że ma pan rację. I nie chodzi mi jedynie o to, że kilkanaście czy kilkadziesiąt milionów Polaków z tego powodu nie żyje. Myślę o matkach i ojcach, którzy zostali naznaczeni tym grzechem zabójstwa zupełnie bezbronnych i całkowicie niewinnych istot, a w konsekwencji w wielu przypadkach zabarykadowali się, zamknęli, ukryli przed Bogiem i Kościołem. Gdy człowiek zawini, a nie chce się do tego przyznać, zazwyczaj reaguje wyparciem, agresją, zaczyna atakować. Ucieka od prawdy o sobie... To znane, stare jak świat mechanizmy. Niezwykle ciekawe jest to, kiedy aborcja stała się prawem państwowym. Za Lenina! Emmanuel Levinas przypominał, że gdy w fundamentach naszej moralności zabraknie Boga, dojdziemy do stwierdzenia, o którym pisał Dostojewski: „Wszystko wolno!”. Wszystko, łącznie z zabijaniem niewinnych, najbardziej bezbronnych dzieci. Adolf Hitler, który wypłynął na gruncie neopogańskiej, nazistowskiej ideologii, ustanowił możliwość aborcji dla Polek (nie daj Boże, gdyby to były Niemki!). Prawo to wróciło w 1956 roku za Gomułki, który doszedł do władzy na fali antystalinowskiej odwilży i czysto taktycznego porozumienia z Kościołem. „Wolność aborcyjna” była jednym z jego pierwszych haseł. Efekt? Miliony poranionych, pokiereszowanych duchowo ludzi: matek, ojców rodzin.

Spowiednicy, którzy opiekują się duchowo kobietami z doświadczeniem aborcji, opowiadają, że nie potrafią one sobie przebaczyć. Spowiadają się z tego grzechu po wielekroć. Przyjmują, że przebaczył im Bóg, ale same wciąż rozdrapują rany. Ogromną terapeutyczną pomocą jest dla nich właśnie wejście w pokutę, zadośćuczynienie. Paradoks?

Dla współczesnego świata: tak. Dla chrześcijaństwa: nie. Współczesny świat nie chce przyjąć prawdy o potworności tej zbrodni. Unia Europejska nie tylko czyni z niej podstawowe prawo kobiety, ale nawet krytykuje Polskę za… antyaborcyjne inicjatywy obywatelskie. Przecież to zamach na demokrację w czystej postaci! Problemu zespołu poaborcyjnego nie da się zamieść pod dywan. On naprawdę istnieje, a jeśli człowiek nie chce żyć w kłamstwie, musi zadać sobie najbardziej podstawowe pytania, dotyczące tego, czym jest życie i jego godność. I nagle okazuje się, że syndrom poaborcyjny, wymazywany skrzętnie przez środowisko lekarskie, jednak istnieje. I boleśnie kąsa. Niszczy nie tylko psychikę kobiet, ale i całe rodziny.

Jasnogórska uroczystość rozpocznie się od uwielbienia. To dobry trop?

Bardzo dobry. Bo to znaczy, że nad wszystkim, o czym tu mówimy, jest Pan Bóg, Dawca życia i Pan pełen miłosierdzia. To jedynie powrót do Niego daje nam prawdziwą wolność. Jan Paweł II na Jasnej Górze powiedział: „Tu zawsze byliśmy wolni”. Często interpretowałem te słowa w kontekście historyczno-politycznym, ale to przecież spłaszczenie tej wypowiedzi. Bo papież mówił o rzeczywistości duchowej, o wolności, którą zdobywa się, wstając od kratek konfesjonału. A to jest ten cud, który od wieków dokonuje się zwłaszcza na Jasnej Górze.

Abp Marek Jędraszewski

jest metropolitą łódzkim i zastępcą przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Jest też członkiem watykańskiej Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego. Ma 67 lat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także