Nowy numer 43/2020 Archiwum

Apokalipsa według Raspaila

Milion imigrantów innej rasy postawi stopy na naszej ziemi. Kobiety, dzieci, wygnani przez głód, nędzę i nieszczęście. (…) Ich los jest tragiczny, ale nasz los też – mówi prezydent Francji… w „Obozie świętych” Jeana Raspaila. Potomek króla jest autorem powieści, które drażnią nad Sekwaną. Bo dotykają sumienia laickiego narodu.

Jeśli którakolwiek z moich książek mi się „objawiła”, to właśnie ta – pisze Jean Raspail. „Obóz świętych” pojawił się na półkach księgarń w Paryżu przed czterema dekadami. Ale do dziś budzi skrajne emocje w kraju Napoleona. Akcja książki dzieje się na początku XXI wieku. Setki tysięcy przybyszy z Indii i Afryki na statkach, łodziach i barkach dobija do wybrzeży Starego Kontynentu. Wielu ginie w morderczej walce o miejsce w łodziach. Napływają do granic Francji, choć ojczyzna Raspaila jest tu symbolem całego Zachodu. Cywilizacja, która rosła do tej pory na korzeniach chrześcijaństwa, rozpada się, traci wiarę i ducha. „Obóz świętych” jest rodzajem literackiej apokalipsy. To z pewnością lektura dla ludzi o mocnych nerwach. Bo jej autor kreśli czarny i krwawy scenariusz. Kiedy fala miliona imigrantów dobije do granic naszego kontynentu, staniemy – według Raspaila – wobec dramatycznego pytania: albo oni, albo my. Raspail, w Polsce znany głów- nie jako autor „Pierścienia rybaka”, jest we Francji nagradzany (np. nagrodą Akademii Francuskiej), ale też niewygodny. Bo twierdzi, że podłożem wszystkich problemów Europy jest jej odejście od chrześcijańskich wartości. „Dla 99,5 proc. moich rodaków obecność Boga w życiu nie ma już żadnego znaczenia. Francja jest najbardziej zdechrystianizowanym krajem Europy. Nawróć się, córko Kościoła!” – mówi Jean Raspail. To nie może się podobać.

Wizje

Fragmenty „Obozu świętych” można by śmiało cytować zamiast dzisiejszych doniesień o kolejnych tonących u wybrzeży Lampedusy i Sycylii łodzi z uciekinierami z Afryki. „Na morze wpłynęła nieprawdopodobna flota z innego świata, i osiadła na oddalonej pięćdziesiąt metrów od brzegu mieliźnie (…). Jeśli wierzyć przerażającym liczbom podawanym od rana w kolejnych wiadomościach radiowych, to tłoczyli się tam ciasno warstwami, jedni na drugich, w ładowniach i na pokładach, obsiadłszy wszystkie pomosty, żywi depczący po zmarłych (…)”. Blisko dwa tysiące osób wyciąga z łodzi ręce.

Są ubrani w tuniki, pielgrzymie sari, kurtki, mają „suche wychudzone dłonie jak ręce Gandhiego”. Po tafli morza pływają też martwe ciała. Setki. Dotarli do wybrzeży Francji, szukając utraconego raju. Scenie tej przygląda się bohater powieści, stary profesor Calagues. I w myślach zadaje pytanie, jakie dziś na głos stawia bezradna wobec nieprzerwanego zalewu imigrantów Europa: „Czy w tych okolicznościach drzwi powinny być otwarte, czy jednak zamknięte?”. Odyseja uciekinierów z Trzeciego Świata trwa i powtarza się w powieści Raspaila niemal każdego dnia. Rząd i prezydent Francji zwołują sztab kryzysowy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama