Nowy numer 43/2020 Archiwum

Komitet Śledczy broni smoleńskich kontrolerów

Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej w czwartek zarzucił Polsce, że ta nie odpowiedziała na kilka wniosków o pomoc prawną w śledztwie ws. katastrofy polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem. Komitet Śledczy podkreślił, że nie pozwala to na podjęcie decyzji procesowej w tym dochodzeniu.

Komitet Śledczy oświadczył też, że wrak Tupolewa jest dowodem rzeczowym w śledztwie, i że jego przekazanie stronie polskiej zostanie rozważone po zakończeniu dochodzenia. Oznajmił również, że nie ma podstaw do mówienia nawet o minimalnej odpowiedzialności kontrolerów lotów z lotniska w Smoleńsku za katastrofę polskiego Tu-154M.

"Współpracę z polskimi organami śledczymi na przestrzeni całego okresu dochodzenia oceniamy jako konstruktywną i owocną. Niemniej w chwili obecnej pozostają niewykonane przez polskich kolegów wnioski strony rosyjskiej, co jest jedną z przyczyn nie pozwalających na podjęcie ostatecznej decyzji procesowej w tej sprawie" - oświadczył rzecznik Komitetu Śledczego generał Władimir Markin.

Markin zakomunikował, że "podstawowa praca" w rosyjskim śledztwie została już wykonana. "Materiały postępowania liczą ponad 400 tomów. Przesłuchano ponad 500 świadków, obejrzano ponad 1500 różnych obiektów i dokumentów, wykonano ponad 1500 ekspertyz. Osiem ekspertyz znajduje się w stadium wykonywania" - wyliczył.

Rzecznik Komitetu Śledczego przekazał, że "w danym momencie można powiedzieć, iż przyczyną katastrofy samolotu był zbieg czynników". "Było to niepodjęcie przez załogę we właściwym czasie - przy braku warunków pogodowych do lądowania na tym lotnisku - decyzji o odejściu na lotnisko zapasowe, zejście do wysokości znacznie niższej od minimalnej wysokości odejścia na drugi krąg (100 metrów) i brak właściwej reakcji na wielokrotnie nadany sygnał systemu ostrzegania o zbliżaniu się do ziemi" - wyjaśnił.

Markin oznajmił, że "rosyjskie śledztwo nie ma żadnych podstaw do mówienia nawet o minimalnej odpowiedzialności grupy kierowania lotami za katastrofę". "Postępowali oni w ścisłej zgodzie z instrukcjami i międzynarodowymi przepisami lotnictwa cywilnego" - podkreślił.

Rzecznik przypomniał, że "zgodnie ze Zbiorem Informacji Aeronawigacyjnych Federacji Rosyjskiej (AIP FR) dowódcy zagranicznych statków powietrznych, wykonujących loty do Rosji, podejmują samodzielne decyzje o możliwości startu z lotniska i lądowania na lotnisku docelowym, ponosząc przy tym pełną odpowiedzialność za podjętą decyzję".

Markin zwrócił uwagę, że "informację o braku warunków pogodowych załodze (Tu-154M) przekazał również pilot (polskiego) Jaka-40, który wcześniej wylądował w Smoleńsku". Rzecznik Komitetu Śledczego podkreślił, że "postępowania tego pilota też nasuwa pewne pytania". "Doskonale wiedząc o niezgodności warunków pogodowych z minimami lotniska, o faktycznym braku wymaganej dla lądowania widzialności, on niemniej dwukrotnie powtórzył (słowa) +możecie spróbować+, co mogło dodatkowo naprowadzić załogę na myśl o możliwości wykonania lądowania przy braku warunków" - wyjaśnił.

Markin oświadczył, że "wrak samolotu jest dowodem rzeczowym w śledztwie, w związku z czym jego przekazanie zostanie rozważone dopiero po zakończeniu dochodzenia i podjęciu decyzji procesowej". "Żadnej polityki w tym nie ma i być nie może" - zaznaczył, dodając, że "w dowolnym kraju świata dopóki trwa śledztwo, dopóty dowody rzeczowe pozostają w dyspozycji uprawnionego organu śledczego".

Prokuratura wojskowa jest "zdumiona" zarzutami rosyjskiego Komitetu Śledczego co do wniosków o pomoc prawną ws. katastrofy smoleńskiej. Przyczyny obiektywne spowodowały, że jeszcze nie zrealizowaliśmy wszystkich - podkreśla mjr Marcin Maksjan z NPW.

Jak mówił PAP w czwartek mjr Maksjan, z około 30 wniosków strony rosyjskiej Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie zrealizowała "znakomitą większość". "Każdy z tych wniosków był wielowątkowy i zawierał liczne postulaty do realizacji. W ostatnich miesiącach przekazywaliśmy stronie rosyjskiej materiały w listopadzie zeszłego roku, a także w styczniu, lutym i marcu bieżącego roku. Ostatnio było to siedem tomów akt" - wyliczał rzecznik NPW.

Podkreślił on, że niektórych postulatów nie można obecnie zrealizować z przyczyn obiektywnych, ponieważ częścią dowodów nie dysponuje także polska prokuratura. "Na przykład opinie sądowo-medyczne, na które oczekujemy - nie możemy ich przekazać stronie rosyjskiej, bo są w toku realizacji przez zespół biegłych medycyny sądowej z Wrocławia - i sami jej jeszcze nie mamy. Podobnie opinia kompleksowa o locie do Smoleńska, która jest jeszcze badana przez prokuraturę pod kątem kompletności. Inny przykład: komitet śledczy FR w jednym z wniosków zwrócił się o protokoły przesłuchań 50 osób. Otrzymali protokoły 48 przesłuchań, bo dwóch pozostałych świadków przebywa za granicą i nie mogliśmy ich dotąd przesłuchać. O tych trudnościach strona rosyjska była na bieżąco informowana" - wskazał mjr Maksjan.

Przypomniał zarazem, że strona polska od początku śledztwa oczekuje na realizację pierwszego z wniosków o pomoc prawną skierowaną do Rosji, tj. zwrotu wraku tupolewa i jego czarnych skrzynek, a także o nadesłanie dokumentacji lotniska w Smoleńsku.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama