Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Horacy z Sarbiewa

„Żaden literat Polski niepodległej nie może poszczycić się nawet w połowie taką liczbą wydań swych dzieł jak Sarbiewski” – pisał o barokowym poecie wybitny znawca piśmiennictwa staropolskiego prof. Mirosław Korolko.

Rzeczywiście, nazywany „chrześcijańskim Horacym” Maciej Kazimierz Sarbiewski pod względem ilości książek wydanych za granicą może śmiało konkurować z samym Henrykiem Sienkiewiczem. Tylko w XVII wieku ukazało się ponad 30 wydań jego liryki w różnych krajach europejskich. Nagrodzony został też przez papieża Urbana VIII „laurem poetyckim”, którego prestiż można porównać z dzisiejszą Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury. Aż dziw więc, że ta postać, tak niegdyś doceniana w całej Europie, została przez swoich rodaków niemal zapomniana.
 

Łaciński przed ojczystym

Z pewnością przyczynił się do tego fakt, że Sarbiewski pisał wyłącznie po łacinie, choć, jak słusznie zauważa historyk literatury Waldemar Smaszcz, „Szekspir (współczesny Sarbiewskiemu) także u nas nie jest czytany w oryginale”. Tymczasem pierwszy pełny przekład zachowanych utworów barokowego jezuity ukazał się w Polsce dopiero w roku 1980, czyli prawie trzy i pół wieku po śmierci autora.

Sytuacja jest tym dziwniejsza, że twórczość Sarbiewskiego nie jest bynajmniej kosmopolityczna. Przeciwnie, obok dzieł o charakterze bardziej uniwersalnym, znajdziemy tu też takie, w których poeta wychwala polskich władców i hetmanów, sławi polskie miasta i rzeki. Zwraca uwagę w jego wierszach wyraźny kult Matki Boskiej Częstochowskiej. Może więc nie wczytujemy się w poezję Sarbiewskiego wyłącznie z powodu naszych kompleksów?

Urodzony 420 lat temu w rodzinnym majątku Sarbiewo na Mazowszu, miał szczęście edukować się w prestiżowym kolegium jezuickim w Pułtusku. Tej samej szkole, w której profesorami byli – w różnym czasie – Piotr Skarga, Jakub Wujek czy św. Andrzej Bobola (tego ostatniego Sarbiewski spotkał zresztą podczas późniejszych studiów w innym jezuickim kolegium – w Braniewie). Wielka dbałość ówczesnych jezuitów o edukację w niewielkim tylko stopniu dotyczyła jednak języka ojczystego. Za to wielką wagę przywiązywano do łaciny i greki. To częściowo tłumaczy, dlaczego poeta nie pisał swych wierszy po polsku. Dalsza edukacja, najpierw w Akademii Wileńskiej, a później przez trzy lata w Rzymie, tylko ten wybór umocniła.

W drodze do Rzymu

Udając się do Rzymu w 1622 r., miał już za sobą doświadczenie wykładowcy w kolegiach w Krożach i w Połocku. Dał się też poznać jako autor wierszy dedykowanych hetmanowi Janowi Karolowi Chodkiewiczowi, zwycięzcy spod Chocimia. Podróż do Wiecznego Miasta, którą opisał później w „Drodze rzymskiej”, nie obyła się bez przygód. Wraz z innymi klerykami został napadnięty i obrabowany przez rozbójników. Jeden z jego towarzyszy w wyniku tego zdarzenia zmarł.

Przebywając na dworze papieża-poety Urbana VIII, Maciej Kazimierz Sarbiewski został zaliczony do grona czołowych intelektualistów europejskich. Jego utwory były zauważone, a sam ojciec święty miał go zaprosić do papieskiej karocy na przejażdżkę po Rzymie. Sarbiewski odpłacał się, jak tylko mógł, dedykując następcy św. Piotra kolejne wiersze. Ujawniała się w nich także maryjność autora:

Ta, co tron dzierży, tęcz strojny miriadem,
Dla ciebie łaski świadcząca twej Romie,
Dziewica, którą gwiazd srebrnych dyjadem
Zwieńcza widomie,
Niech prośby Lacjum wysłucha, niech luby
Śpiew czystych dziewcząt i chłopiąt błagania
Łaskawie przyjmie i na starców śluby
Uszu nakłania!



Właśnie w Rzymie przyjął Sarbiewski święcenia kapłańskie. Po powrocie do Polski został profesorem teologii i retoryki na Akademii Wileńskiej. W 1635 r. Władysław IV mianował go królewskim kaznodzieją. Poeta spędził na dworze ostatnie lata swego krótkiego życia.
 

Poezja stwarza

Był to dla artysty trudny okres – musiał całkowicie podporządkować się życiu dworu królewskiego, towarzyszyć władcy w uciążliwych podróżach i polowaniach. A przecież Sarbiewski od dawna już tęsknił za spokojem i uciekał od światowego zgiełku. W przejmującym wierszu z 1627 r., pod znamiennym tytułem, „Usunąwszy się w zacisze, wypowiada wojnę błędom swego wieku”, mówił o złudnym blasku sławy:

Ze swego szczęśliw, resztę, niby śmiecie,
Zostawiam losom znikomym i rzeszy
Nędznego gminu, kto na wielkim świecie
Rozgłośną sławą imienia się cieszy,
Kogo wynoszą w niebo, w pocie czoła
Nie badam, ale mądrym rządzon prawem,
Wartości własnej nie znając sam zgoła,
Z ust ludu wolę ją poznać niebawem.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • Fryderyk
    20.02.2015 20:32
    Polecam stronę http://staropolska.pl/barok/MK_Sarbiewski/wybor_01.html
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji