Nowy numer 24/2018 Archiwum

"Za trzy, cztery dekady rodzina wyginie"

Jeśli Kościół będzie tylko wychodził do świata, to przestanie być atrakcyjny, nie będzie już stawiał pytań – tak głośny synod biskupów o rodzinie komentuje dziś dla agencji SIR Roberto Volpi, włoski socjolog.

Jego zdaniem najbardziej potrzebują wsparcia tak zwane rodziny o wysokim stopniu odpowiedzialności, czyli te, które decydują się na wychowanie dzieci. One są dzisiaj najbardziej pokrzywdzone, a faktyczne zrównywanie ich z innymi związkami jest zgubne dla społeczeństwa – uważa Volpi.

Zastrzega, że synod ocenia z pozycji „laickiej”. Przestrzega jednak biskupów, by nie łudzili się, że wolne związki zrekompensują jakoś brak małżeństw. Równouprawnianie wszystkich związków sprawi, że za trzy, cztery dekady rodzina po prostu wyginie. „Dziś rodzina jest przegrana, trzeba przywrócić moc samej idei rodziny” – podkreśla Roberto Volpi.

« 1 »

Zobacz także

  • kwazar
    28.10.2014 11:36
    Tak właśnie będzie.
    Rodzina zniknie.
    Ludzkość powróci do wspólnoty pierwotnej.
    Wszystko dla wszystkich.
    Każdemu według potrzeb.

    I tak ziści się marzenie marksistów.
    I to jest ich postęp.
    Ludzie na powrót staną się zwierzętami.

    Smacznego obiadu. I budyniu tyż .....

    "Obyście tego nie żałowali" - Czyje, czyje to słowa?

    Dobrej kolacji.
  • Anna
    28.10.2014 11:59
    1) Trwałość Kościoła nie zasadza się na jego atrakcyjności, tylko na nadprzyrodzonym fundamencie. Kościół nie ma być atrakcyjny, tylko wierny Ewangelii. Jeśli przestanie być wierny i zacznie skręcać na boki, albo się dzielić, znajdą się święci reformatorzy, którzy będą go sprowadzać na właściwy tor. To znamy z historii.

    2) Rodzina nie wyginie. Odkąd istnieje ludzkość - rodzina zawsze była. I będzie. Może zostać osłabiona, zdeformowana, wynaturzona - ale nie wyginie, spokojna głowa. Kobiety zawsze będą czuły pociąg do mężczyzn, a mężczyźni - do kobiet. Kobiety zawsze będą chciały rodzić dzieci. Taka jest sama natura i nic tego nie zmieni.
  • tjz6
    28.10.2014 14:43
    ja nie zgodzę się z taką oceną, że rodzina jest dzisiaj przegrana i że wyginie. To Bóg chciał, byśmy żyli w rodzinie. Taki jest boży plan zaludniania ziemi. Szatan - nieprzyjaciel Boga i Jego stworzenia atakuje rodzinę i chce ją zniszczyć. Jednak to Bóg ma Słowo życia, nie szatan. W tej wojnie z rodziną tworzy się wiele cennych inicjatyw broniących życia i rodziny. Ludzie zaczynają podnosić głowy, myśleć i walczyć o rodzinę. Może przegramy wiele bitew, ale wojna będzie wygrana.
  • M.R.
    02.11.2014 21:43
    Kiedy prawie 25 lat temu zakładałem rodzinę - (kiedyś trzeba było, jeśli nie w "wolnej Polsce", to kiedy?), w najśmielszych przypuszczeniach nie śniłem nawet, że atak na rodzinę pójdzie ze strony Kościoła hierarchicznego. Owszem, widziałem w kraju to pragnienie w Kościele, by akta 4 Departamentu zniknęły na zawsze (zdumiewała mnie ta bezgraniczna wiara, że to możliwe, zwłaszcza wobec polityki grubej kreski, było oczywiste, że będzie to najlepszy oręż w walce z Kościołem w przyszłości), to pragnienie odzyskania majątków, władzy politycznej, w tym tworzenie katolickich partii politycznych i status quo sprzed 1939 r., tak jakby czas się zatrzymał w miejscu. Ale myślałem, że to wszystko przeminie, Kościół hierarchiczny, tak jak społeczeństwo otumanione komuną kiedyś wreszcie zmądrzeje i odzyska wolność i podmiotowość (wszak i do Ziemi Obiecanej Izraelici szli 40 lat, zamiast miesiąca. No i mieliśmy Papieża. Dopiero po latach zrozumiałem jaki byłem głupi. Nic się samo nie naprawia. A nauka o rodzinie była konikiem (odchyleniem psychicznym) polskiego Papieża a nie trwałą zdobyczą Kościoła zakorzenioną na stałe w jego nauce ("Tak jak na początku(...)"). Przez te wszystkie lata, mimo wysiłków wielu normalnych duszpasterzy rodzina nigdy nie stała w centrum nauczania Kościoła. Czy można się temu dziwić? Skoro kardynałami i arcybiskupami zostają dzieci z rozbitych rodzin, albo ludzie o skłonnościach dewiacyjnych (choćby Austria, o Polsce nie wspominając). Co więcej, od czasu prezydentury Kwaśniewskiego, tak ochoczo wybieranego przez Polaków, i eseldowskich premierów rozkradających kraj, jak by to był ich prywatny folwark (jaki prawem np. zamienia się kraj w amerykańskie nielegalne więzienie dla paru dolarów lewizny, ryzykując życie wszystkich obywateli atakami terrorystycznymi?), przekonałem się, że to co było za tzw. peerelu, to pryszcz w porównaniu z czasami obecnymi - cały atak został skierowany na zniszczenie normalnej rodziny - poczynając od sławetnego odebrania przez SLD zasiłków biednym ale normalnym rodzinom, na rzecz rodzin rozbitych, co skutkowało natychmiastową lawiną wpierw fikcyjnych, później rzeczywistych rozwodów - ale tego uczy państwo, tego uczą media ci wszyscy hołubieni celebryci i politycy w rodzinach którychś tam na krzyż i na wprost. (Aż po ostatnią przygodę w Katowicach, kiedy pies z kulawą nogą się nie zainteresował losem człowieka opiekującego się obłożnie chorą matką, tym, że nie mają za co żyć, że się ich eksmituje, przed okresem ochronnym, byle tylko zwolnić zasoby mieszkaniowe i pozbyć się kłopotu - matkę do przytułku odległego o 200 km, by tam ją wykończyć w kilka tygodni, a opiekuna na bruk. Nawet ten jeden dzień nie poczekano przed eksmisją z odcięciem gazu do jego mieszkania, by sobie mógł zagrzać ostatni ciepły posiłek. Ale potem otwarły się podwoje Kościoła dla poszkodowanych w katastrofie, a dziennikarze "interwencyjni" TVN i TVP, których jedyną zasługą było to że spali w swoim apartamencie nie interesując się losem biednych sąsiadów, zostali natychmiast odznaczeni za wybitne zasługi dla państwa, zapewne w trakcie snu, podczas którego zaskoczyła ich śmierć.) Co na to Kościół? Ano - NIC.
    PRZEZ TE WSZYSTKIE LATA KOŚCIÓŁ HIERARCHICZNY SKUTECZNIE POTRAFIŁ MOBILIZOWAĆ OPINIE W RÓŻNYCH SPRAWACH, potrafił działać zakulisowo w swoim interesie, ale nie przypominam sobie, by kiedykolwiek mobilizował cokolwiek wtedy, gdy padały wykańczane zakłady dające utrzymanie ojcom i ich rodzinom, gdy wprowadzano ustawy rozbijające rodzinę, odbierające im podstawowe prawa i wpływ na wychowanie dzieci i wiele, wiele innych. Gdy ja protestowałem przeciwko przystąpieniu do UE tej nowej eurokomuny, bo po przeczytaniu projektu konstytucji, wiedziałem, że to odbierze nam całkowicie podmiotowość, wyludni kraj, a jeśli wprowadzimy euro, zniszczy całkowicie gospodarkę - hierarchia Kościoła, ku uciesze komunistów, nawoływała do głosowania za przystąpieniem i twierdziła, że własna waluta jest bez znaczenia (tacy to specjaliści ekonomiści siedzą w Episkopacie?) Przez te wszystkie lata lata tzw. "wolnej Polski", czułem się jako ojciec, jak bęben w który wali się bez opamiętania, który nie ma chwili oddechu, nawet przez moment. I czułem się kompletnie olewany przez Kościół hierarchiczny (oczywiście, byli księża, którzy robili co mogli, ale to raczej w ramach hobby, czy osobistego konika, a nie z poparciem hierarchii). (Trochę tak jak z wysłaniem ks. Popiełuszki do strajkujących robotników - nie było nikogo, to posłali chorowitego rezydenta, bez przydziału, a jak przyszło co do czego, to bez skrupułów można było uzyskać kolejnego męczennika, przy czym, mimo, że od 25 lat mamy "nowe" i żyją jeszcze zapewne jego rzeczywiści zabójcy, to nawet nie wiemy kiedy i jak zginął, a podstawowy udziałowiec tej zbrodni - kierowca Księdza, do dzisiaj jest nierozliczony i nikomu to nie przeszkadza). Jak ktoś miał takie hobby, to mógł zajmować się duszpasterstwem rodzin, ale przecież nie z tego są rozliczni księża.

    Czy rodzina wyginie? Tak, jestem tego pewien. Rodzina w znaczeniu sakramentalnym, takim który stanowił przez stulecia fundament egzystencji Kościoła, nie ma już prawa przetrwać. Zrobiono wszystko, by akt sakramentalny małżeństwa, był aktem męczeństwa. I jednocześnie szeroko otwarto wrota do piekła. Kościół jaki znamy od pokoleń, to już resztówka. Zmiany są nieodwracalne, bo przez ostatnie dwa pokolenia, za przyzwoleniem, a i milczącą (jak widać nie zawsze milczącą) zgodą Kościoła zbudowano zupełnie nową rzeczywistość, która wykoleiła rzeczywistość sakramentalną, a w tej rzeczywistości nie ma miejsca dla Kościoła jaki znamy. I właśnie hierarchowie próbują nam to powiedzieć, tyle, że redefiniując rodzinę, redefiniują jednocześnie Kościół. Kościół staje się na naszych oczach Kościołem odrzucającym Boga. Pytanie tylko czy Bóg się do takiego Kościoła przyzna?
    Bo tu nie chodzi o to, że my wyrzucamy grzeszników z Kościoła (wtedy musielibyśmy wpierw wyrzucić samych siebie), nie my wyrzucamy z Kościoła Boże przykazania i wyrzucamy grzech.
    Na wiele spraw latami przymykałem oczy (Kościół jest święty świętością Jezusa, a nie grzeszników), na Kościół bez Boga (ja wiem, czytałem to oficjalne końcowe Relatio, dokumenty, dokumenty, dokumenty, jakby nigdy nic, a co się działo podczas synodu - widzieliśmy, jaka jest praktyka - wiemy), oczu nie przymknę. Jeśli o mnie chodzi skończyły się czasy, kiedy hierarchia mogła sobie bezkarnie "jechać po bandzie". Nie odpuszczę i będę recenzował to co się dzieje, a jeśli hierarchowie nie znają Bożych przykazań, to nie sobie, nie nam zrobią dokształt. Już mieliśmy w historii i biskupów i kardynałów heretyków, co całe wspólnoty wyprowadzili z Kościoła, i papieży i antypapieży (co wychodziło po latach), i trzech papieży na tronie jednocześnie. Takie czasy teraz nastały. W takich przyszło nam żyć. Co zostawimy naszym dzieciom? Bóg nie pozostawi tych spraw w taki stanie, w jakim są. Przebrała się miara grzechu, także w Kościele i ludzkość wypije to co sobie warzy w kociołku.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama