Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Nie jest źle, Kurzeja

Idę, idę i myślę, po co mi to pielgrzymowanie... – mówi Roman Kołaszyński, który na trasie z Jaworzna do Rzymu pokonał 1720 km. – No i staję, bo mnie nogi bolą, i co widzę? Piękne szczyty po 2 tys. metrów, lasy, woda błękitna w rzece, jakby ktoś atramentu dolał. I tak sobie myślę, że może tu był Eden. Że mimo wszystko ten świat jest piękny i ma sens.

Ludzie martwią się o przyszłość, gonią za pieniądzem, a trzeba się zatrzymać i zobaczyć, jak cudnie jest żyć – dopowiada. 28 lipca z domu Wspólnoty Bezdomnych „Betlejem” wyszła ich trójka – Roman Kołaszyński, 41 lat, Wojtek Kurzeja, 55 lat, Jan Wierzbicki, 59 lat (pisaliśmy o nich w GN „Z ziemi polskiej do włoskiej” nr 31/2014). Jan musiał przerwać pielgrzymowanie ze względów zdrowotnych. Wrócił do kolegów w Rawennie razem z 8 pozostałymi członkami Wspólnoty „Betlejem”. W jedenastkę przeszli szlak św. Franciszka i 1 października br., w dniu św. Teresy, wręczyli papieżowi Franciszkowi swój „Manifest resztek”.

– Pielgrzymowaliśmy w imieniu wszystkich ubogich, nie tylko z Jaworzna, jako te „niepotrzebne resztki” – tłumaczy Wojtek Kurzeja. – Nasz założyciel i szef ks. Mirosław Tosza tak nazwał w napisanym dla naszej wspólnoty „Manifeście resztek” ludzi takich jak my, wyrzuconych na margines społeczeństwa. Wybierając się w drogę, chcieliśmy uświadomić co poniektórym, żeby zmienili swoje nastawienie. Nie patrzyli tylko na tych, którzy mają życiowe sukcesy, ale widzieli też takich, którym się nie udało.

Kamienie

Roman Kołaszyński przywiózł z drogi dwa i pół kilo kamieni. Wkładał je do plecaka „za karę”, że kłócił się z kolegą. – Idąc, nauczyłem się, że nie można rzucać w drugiego kamieniem, bo on wróci – opowiada. – Słowa są jak noże, ranią. Nieraz kłóciłem się z Wojtkiem, ale potem uczyłem się godzić. Najtrudniej jest podejść i powiedzieć: „przepraszam”. Zwykle czekamy, aż ktoś nas pierwszy przeprosi. A tu trzeba najpierw wyjąć belkę ze swojego oka, a nie cudzego. Pielgrzymując, człowiek zatraca się w chodzeniu. Już po dwóch tygodniach nie wiedziałem, jaka jest data, jaki dzień. Za to miałem dużo czasu na myślenie. Idzie się gęsiego, często ruchliwą ulicą.

Myślałem o sobie, o świecie. Na przykład jak moja matka wyszywała, a ja siedziałem w jej nogach i z dołu widziałem zarys haftu. Dopiero kiedy oglądałem go z góry, odkrywałem, że to kwiatek czy liść. Ktoś mądry powiedział, że tak jest z naszym życiem. Często nie rozumiemy, co powstanie z tych wzorków, ale dopiero kiedy widzimy haft w całości, orientujemy się, że wszystko miało sens. Z perspektywy wydaje mi się, że zacząłem chlać, bo tak musiało być. Dopiero teraz, kiedy nie piję, dostrzegam różnicę między światłem a ciemnością. Przedtem mówiłem, że piję, bo piję, a teraz widzę, że to było zło i trzeba go unikać, bo sobie zrobię krzywdę. Już wolałbym mieć raka, a nie alkoholizm, bo do końca życia będę miał z nim problem. Jakbym wypił jedno piwo, to nie wiem, gdzie i kiedy skończę. Nikt mi niczego nie zabroni, ale wiem, że nie wszystko mi służy. Gdyby nie to wcześniejsze chlanie, nie doceniłbym tego, co mam. Choć nie mam nic. Ale św. Franciszek też nie miał nic. A może miał więcej niż inni? Mam tylko głowę pełną pomysłów i spokój wewnętrzny. Człowiek boi się o pracę, życie, miłość, a ja dziś – nie. To się wzięło z przemyśleń, że co by się nie stało, będzie ze mną Bóg. Przed spotkaniem z papieżem myślałem, że będzie radosny. Okazało się, że to starszy, zmęczony facet. Pomyślałem sobie wtedy o Jezusie. Że pewnie był tak samo zmęczony.

Radość doskonała

– Ewangelie powstały w drodze, dlatego inaczej czyta się je przy biurku albo w kaplicy, a inaczej, kiedy szliśmy w grupie prawie apostolskiej, bo nas było 11 – opowiada ks. Mirek Tosza.

– Mogliśmy sobie wyobrazić tamten układ sił. Czytaliśmy fragmenty, że apostołowie pokłócili się w drodze, który jest najważniejszy. Jak to się czyta przy biurku, można mieć wrażenie, że się pokłócili o tytuły, honory, a tu się okazuje, że mogli się pokłócić, kto będzie spał w łóżku, a kto na karimacie. Nieraz przychodziliśmy na nocleg, a tu w jednej sali było pięć łóżek, a sześciu musiało spać na podłodze. Nie robiliśmy losowania, ale zostawialiśmy wybór sobie samym. Ale kiedy to zdarzyło się dwa dni pod rząd, część z nas denerwowała się. Małe sprawy stawały się w drodze wielkimi. Normalnie nie mam problemu z podzieleniem się coca-colą. Ale po całym dniu wędrówki podzielenie się zimną coca-colą, kupioną za podwójną cenę przy niskim budżecie, stawało się wielką sprawą. Zawsze myślałem z podziwem, że Pan Jezus umierając na krzyżu, myśli o Janie, Maryi, łotrze, prześladowcach i modli się za nich. Ale ten opis rozumie się dopiero po całym dniu wędrowania bez odpoczynku, jedzenia, bo sklepy były zamknięte.

Wtedy człowiek sam siebie nie poznaje. Staje się nerwowy, mniej chętny do dzielenia się. Poprzez to zmieniła się moja optyka widzenia ludzi, którzy stale przeżywają niedostatek. Kiedy jeden dzień bycia głodnym i zmęczonym odsłonił w nas tyle nieznanych uczuć, to co musi się dziać z ludźmi notorycznie cierpiącymi taki stan. Osobiście nie miałem problemu, że jako ksiądz nie śpię na łóżku. Swoje egoizmy odkrywałem za to w innych sferach. Będąc zmęczony, zostawałem z tyłu, miałem kijki z napisem „Outsider”. Kiedyś półtorej godziny szliśmy pod górę i opowiadałem Marcinowi historię króla Dawida. Słuchał jak dziecko bajkę. Następnego dnia poprosił o nowe opowieści, ale ja czułem się zmęczony i odmówiłem. Nie prosił mnie o kawałek chleba, ale o historię, która mu pomoże iść, a ja mu jej nie dałem, i to był mój egoizm.

Podczas tej wędrówki szlakiem św. Franciszka najbardziej cieszyłem się na pobyt w Greccio. Tam św. Franciszek przedstawił pierwsze misterium bożonarodzeniowe. Mieliśmy już 400 km w nogach, a musieliśmy nadłożyć jeszcze kilkanaście, żeby tam dotrzeć. Marzyłem, że pośpiewamy razem kolędy, pobiesiadujemy, a kiedy przyszliśmy, pracownik klasztorny potraktował nas bardzo szorstko, na dodatek nie było wody ani w umywalkach, ani w toalecie. Wszyscy się wkurzaliśmy i napisaliśmy o tym na Facebooku. A tu ktoś nas skomentował cytatem z „Kwiatków św. Franciszka”, że to jest radość doskonała. Św. Franciszek definiuje ją jako stan spokoju mimo wszystko. Kiedy przyjdziemy do klasztoru nocą, zmarznięci, i zapukamy, a oni nas przepędzą i powiedzą, że naciągamy dobrych ludzi, a my nie będziemy pomstować, to właśnie wtedy jest radość doskonała. I takiej radości uczyłem się w czasie tej pielgrzymki.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL