Nowy numer 2/2021 Archiwum

Jak emigrują pieniądze

Urzędnicy „spóźnili się” z publikacją ustawy, która miała ukrócić wyprowadzanie zysków za granicę. Wiele zagranicznych firm działających w Polsce to robi. I korzysta z przywilejów, które ułatwiają im konkurencję z Polakami.

Spóźnialstwo może wiele kosztować. Pod koniec września Rządowe Centrum Legislacji nie opublikowało w terminie ustawy, która utrudnia zagranicznym firmom wyprowadzanie z Polski zysków. Naraziło to budżet państwa na nieściągnięcie z nich w przyszłym roku nawet kilku dodatkowych miliardów złotych podatku. Ustawa, uchwalona pod koniec sierpnia tego roku, miała wejść w życie trzy miesiące po opublikowaniu jej w Dzienniku Ustaw i zobowiązywać firmy zarejestrowane w Polsce do wykazywania dochodów także powiązanych z nimi zagranicznych spółek. Jeśli te firmy są zarejestrowane w krajach, które ściągają niższe podatki niż Polska, także ich dochody osiągane w Polsce byłyby opodatkowane wedle polskiego prawa. Żeby obowiązywała już w przyszłym roku, powinna więc zostać opublikowana do 30 września. Tak się jednak nie stało, w związku z czym ustawa wejdzie w życie w 2016 roku.

– Podarowany rok z pewnością będzie wykorzystany przez prawników wielkich koncernów w celu pomniejszenia negatywnych dla nich skutków ustawy – mówi „Gościowi Niedzielnemu” ekspert Instytutu Sobieskiego Grzegorz Szczodrowski. Po tym, gdy sprawę ujawniła „Rzeczpospolita”, posłowie szybko złożyli do uchwalonej ustawy projekt poprawki, który miał zlikwidować błąd RCL poprzez zmianę okresu vacatio legis, czyli terminu, po którym nowe prawo wchodzi w życie. Z jej uchwaleniem chcą się uwinąć do końca października. Premier Ewa Kopacz zleciła kontrolę w Ministerstwie Finansów i RCL, także Centralne Biuro Antykorupcyjne zbada, czy ktoś, komu mogło zależeć na opóźnieniu wejścia w życie ustawy, mógł wpłynąć na urzędników, by „zagapili się” przy jej publikacji. Sprawa dotyczy bulwersującego procederu wyprowadzania zysków osiągniętych w Polsce. Choć coraz częściej robią to także firmy polskie, jednak specjalizują się w nim głównie podmioty zagraniczne.

Charytatywne sklepy

W praktyce wygląda to na przykład tak: zagraniczna firma, która chce prowadzić interesy w Polsce, rejestruje u nas spółkę. Ta prowadzi tutaj normalną działalność, która okazuje się bardzo kosztowna. Spółka w Polsce nie jest bowiem właścicielem np. swojego logo, czy nazwy, i musi płacić za możliwość korzystania z niego spółce, do… której sama należy. Zdarza się też, że korzysta z usług zagranicznych menedżerów, co też kosztuje. Ogólnie rzecz biorąc, wydaje za granicą pieniądze, które powiększają jej koszty – i jednocześnie zmniejszają podstawę opodatkowania w naszym kraju. – W związku z tym firma płaci podatki za granicą, czyli tam, gdzie siedzibę ma spółka-matka – mówi Szczodrowski. Sztandarowym przykładem są sieci handlowe. Przykładowo w 2012 roku portugalska firma Jeronimo Martins, do której należy Biedronka, osiągnęła w Polsce przychód wielkości 39 mld złotych i odprowadziła podatek CIT (dochodowy od osób prawnych) w wysokości „raptem” 296 mln. Ciekawa sytuacja miała miejsce w firmie Kaufland Polskie Markety, która przez kilka lat wykazywała straty i nie płaciła żadnych podatków, lub w sieci Carrefour, która w 2011 roku otrzymała nawet zwrot podatku w wysokości 14 mln złotych. Oczywiście bez dokładnej analizy ksiąg tych firm trudno stwierdzić, z czego dokładnie wynika przekazywanie stosunkowo niewielkich sum do budżetu z tytułu CIT. Przy niskich marżach czy dużych inwestycjach koszty rzeczywiście mogą być wysokie, ale ciężko wyobrazić sobie, by ogromne firmy przez lata działały na rynku niemal na zasadach charytatywnych.

Specjalne Strefy Przywilejów

Innego typu rozwiązaniem, dzięki któremu zagraniczne firmy płacą w Polsce niskie podatki, są Specjalne Strefy Ekonomiczne. To części terytorium państwa, w granicach których firmy mogą korzystać z ulg podatkowych, np. zwolnienia z podatku dochodowego czy od nieruchomości. Jest ich w Polsce obecnie 14 i działają, rozsiane po całym kraju, w kilkuset gminach. Celem ich utworzenia (działać mają do 2026 roku) było ułatwienie funkcjonowania przedsiębiorstwom w regionach o wysokiej stopie bezrobocia i ogólnie zacofanych względem reszty kraju. Choć idea była sensowna z punktu widzenia polityki regionalnej, powoduje ona zaburzenie konkurencji na polskim rynku. Firmy działające na terenie SSE nie muszą się dzielić zyskiem z fiskusem w takim stopniu jak podmioty działające w innych częściach kraju, w związku z czym jest im łatwiej. W większości są to firmy zagraniczne – raptem co 5. firma działająca na terenie stref pochodzi z naszego kraju. Dlaczego tak się dzieje? – To wynika z przewagi konkurencyjnej, jaką cieszą się często firmy zagraniczne już na starcie. Udało im się wcześniej wypracować większy kapitał i zaczęły inwestować w SSE w czasie, gdy kapitalizm w Polsce dopiero raczkował. A żeby móc działać na terenie Strefy, trzeba spełniać surowe wymagania, na przykład dać pracownikom gwarancję zatrudnienia przez odpowiedni okres czasu. Na to wielu polskich firm na dorobku nie stać – mówi GN ekspert Fundacji Republikańskiej Karol Jagliński. W efekcie małe polskie firmy są wypychane ze specjalnych stref przez duże zagraniczne koncerny. Także wykorzystywanie licznych luk w polskim prawie, pomagających płacić jak najniższe podatki, zaburza konkurencję. Wielkie koncerny stać na zastępy prawników, co trudno powiedzieć o właścicielu osiedlowego warzywniaka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama