Nowy numer 3/2021 Archiwum

Byłam winna to wspomnienie

O tym, jakimi byli ludźmi Lech i Maria Kaczyńscy, sytuacji geopolitycznej Polski, i o planach na przyszłość z Martą Kaczyńską

Agata Puścikowska: My, kobiety, powinnyśmy zostawiać „poważne sprawy”, czyli kwestie bezpieczeństwa kraju, mężczyznom?

Marta Kaczyńska: Rozumiem, że mam skomentować słynne oświadczenie premier Kopacz, dotyczące kobiet i ewentualnej wojny? Słysząc te słowa, poczułam zażenowanie. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie stopień braku profesjonalizmu osoby, która stoi na czele rządu. Swoją drogą to ciekawe: z jednej strony ugrupowanie pani premier przedstawia się jako walczące z seksizmem i promujące równouprawnienie, z drugiej, gdy przychodzi czas trudny, wymagający stanowczości, odwagi oraz determinacji, pani premier używa argumentów pozamerytorycznych i przypomina, że jest... kobietą. Możemy oczywiście się z tego pośmiać. Ale mówiąc poważnie, taka sytuacja wskazuje na zagubienie pani Kopacz, pokazuje jej niewydolność jako polityka i szefa rządu, a przede wszystkim wróży jej niesamodzielność.

Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej w ogóle nie pałają sympatią do pani premier...

I trudno się dziwić. Jej rola w wydarzeniach po 10 kwietnia 2010 roku była i jest niejasna. Przypomnę, że pani Kopacz twierdziła jakiś czas temu, że po katastrofie przebywała w Moskwie jedynie po to, by służyć wsparciem rodzinom ofiar. Była jednak najwyższym przedstawicielem polskich władz i brała udział w rozmowach z Rosjanami jako oficjalny przedstawiciel rządu. To najprawdopodobniej w trakcie tych rozmów podjęto decyzję o nieskorzystaniu z pomocy NATO w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy. To najprawdopodobniej także wówczas ostatecznie oddano śledztwo przedstawicielom Federacji Rosyjskiej. Nie sposób także zapomnieć mijania się z prawdą w kwestiach ,,doskonale” przeprowadzanych sekcji zwłok czy też przekopania miejsca katastrofy „na metr w głąb ziemi”. Wymienione okoliczności powodują, że trudno darzyć panią premier zaufaniem.

Nie czuje się Pani bezpiecznie pod rządami premier Kopacz?

Biorąc pod uwagę sytuację na Ukrainie, a także aktualny stan naszego państwa, trudno się czuć do końca bezpiecznie. Dla dobra Polski na jej czele powinna stać osoba kompetentna, silna, konkretna.

Ukraina. I przypominają się słowa: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie...

...a później może i czas na mój kraj, Polskę”. Prezydent Lech Kaczyński wypowiedział te słowa na wiecu poparcia w Gruzji, w 2008 roku. Teraz zaczynają brzmieć jak memento... Wtedy przedstawiano je jako objaw histerii, a więc jako nic nieznaczące, bezsensowne wydarzenie. Prawda jest jednak taka, że miało to głęboki sens, dzięki temu, że ojciec w Tbilisi zgromadził przywódców państw Europy Środkowej i Wschodniej i udało się wówczas uratować Gruzję przed rosyjskim atakiem.

Pamiętam komentarze internautów: „naczytał się Trylogii i wydaje mu się, że jest wielkim przywódcą”.

Mój ojciec rzadko mógł liczyć na pozytywne komentarze. Z zasady był krytykowany i deza- wuowany. Zacytowany przez panią komentarz świadczy tylko o głębokim niezrozumieniu sytuacji geopolitycznej i jej mechanizmów, które, niestety, do dziś dominuje także wśród wielu autorytetów. A jeśli chodzi o plany mojego ojca, o jego politykę międzynarodową, to dopiero teraz wielu obserwatorom otwierają się oczy. Zaczynają zauważać to, co bardzo konkretnie widział i przewidywał Lech Kaczyński wiele lat temu. Gdyby ojcu udało się zbudować, co planował, sojusz państw Europy Centralnej, Wschodniej, nasza sytuacja międzynarodowa wyglądałaby nieporównanie lepiej. Wespół z państwami Europy Wschodniej i Środkowej bylibyśmy po prostu silniejsi.

Lechowi Kaczyńskiemu zarzucano rusofobię.

Tymczasem on realistycznie oceniał Rosję i rządzących tym krajem. Jego postawa to nie efekt fascynacji Sienkiewiczem czy wyimaginowanych lęków, lecz prosta konsekwencja głębokiej znajomości historii, umiejętności wysnuwania wniosków, analitycznego wybiegania w przyszłość. Ojciec myślał jak mąż stanu, który zna przeszłość swojego kraju, żyje w konkretnej teraźniejszości, a z analizą sytuacji państwa wybiega lata do przodu. Okazuje się, że przyszłość przewidział celnie.

Brzmi to pesymistycznie.

Sądzę, że raczej realistycznie. Nie ma co udawać: sytuacja geopolityczna jest z naszego punktu widzenia trudna. Jesteśmy członkiem NATO i UE, ale przede wszystkim powinniśmy być w stanie liczyć na siebie.

„NATO nie będzie prawdopodobnie mogło wywiązać się z gwarancji bezpieczeństwa udzielonych Polsce i państwom bałtyckim na niedawnym szczycie Sojuszu w Walii” – napisał niemiecki tygodnik „Der Spiegel”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama