Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wybuch pod ziemią

Po tygodniu od wybuchu gazu w kopalni „Mysłowice-Wesoła” w szpitalu zmarł poparzony górnik. Gdy piszę ten tekst, kilku górników w stanie krytycznym leży w siemianowickim Centrum Leczenia Oparzeń.

W jednej z najbardziej zagrożonych wybuchem metanu kopalń w Polsce, w kopalni „Mysłowice-Wesoła”, na głębokości 665 metrów w poniedziałek 6 października o godzinie 21 doszło do eksplozji. W rejonie bezpośredniego zagrożenia przebywało wtedy 37 górników. Większość jest poparzonych, kilkunastu ciężko, a stan kilku lekarze określają jako krytyczny. Po 4 godzinach od eksplozji niemal wszyscy byli już na powierzchni. Niemal, bo pod ziemią pozostał 42-letni kombajnista. W pierwszych relacjach przedstawiciele Katowickiego Holdingu Węglowego, do którego kopalnia należy, mówili, że dotarcie do niego to kwestia 2–3 godzin. Każdego dnia wiadomości były jednak gorsze. Najpierw mówiono, że dzieli go od ratowników 200 metrów zasypanego korytarza, kolejnego dnia mówiono, że 700 metrów.

Pomoc się zbliża

Akcja ratunkowa pod ziemią jest ekstremalnie trudna. Nawet kilka dni po eksplozji zadymienie chodnika było tak duże, że widoczność wynosiła mniej niż pół metra. Ekipy ratowników wielokrotnie musiały przerywać akcję z powodu zagrożenia kolejnymi wybuchami. O miejscu, gdzie może się znajdować zasypany górnik, wiadomo niewiele. Ci, którym udało się wydostać, wiedzą, gdzie stał, gdy doszło do wybuchu. Siła eksplozji mogła go jednak odrzucić.

3 dni po eksplozji, gdy ratownicy po raz kolejny musieli się wycofać, postanowiono wybudować pod ziemią tamę przeciwwybuchową. Tama to dwie betonowe ściany wybudowane w odległości kilku metrów od siebie. Przestrzeń pomiędzy nimi wypełniana jest specjalnym pochłaniającym i niepalnym materiałem. Tama ma zatrzymywać dostęp tlenu, bo ryzyko eksplozji czy zapłonu metanu drastycznie rośnie w atmosferze tlenowej. Wyrobisko, w którym znajduje się teraz zasypany górnik, ma kształt litery U. Jedną stroną jest do niego pompowane powietrze, a drugą ono wypływa. Gdy w wypływającym powietrzu urządzenia pomiarowe zarejestrują za duże stężenie metanu, system wentylacyjny automatycznie przestanie pracować. Rolą tamy jest właśnie odcięcie wchodzącego do chodnika powietrza. Gdy tama powstała, ratownicy zeszli na dół i wznowili akcję. Nie na długo. Na drodze ratowników znalazło się bowiem głębokie na około 1,7 m rozlewisko. Dyspozytorzy znowu wycofali ratowników. Po to, by kontynuować akcję ratowniczą, trzeba wpierw wypompować – przynajmniej częściowo – spływającą wodę. W tym celu trzeba sprowadzić specjalne pompy i zamontować prowizoryczny rurociąg, który na stałe odprowadzałby zbierającą się wodę.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama