Nowy numer 2/2021 Archiwum

Konieczność zawracania

Kto obrał złą drogę, musi zmienić kierunek, a nie środek lokomocji.

Co biskupi mogą wiedzieć o rodzinie? – słychać często, a ostatnio jeszcze częściej. W pytaniu tym zawiera się niewiara, że Kościół to instytucja naprawdę inna od wszystkich, i że naprawdę rządzi nią Bóg, którego myśli są inne niż myśli ludzi. Dlatego – jak twierdzi wielu – nie może być tak, żeby o małżeństwie decydowali ludzie nieżonaci, a o rodzinie rozstrzygali ci, co nie mają rodziny. Stąd też wokół rzymskiego synodu biskupów o rodzinie narosło mnóstwo oczekiwań, że Kościół „wreszcie się otworzy” (bo jakoby nie jest otwarty), uwzględni opinię społeczną i wyciągając wnioski z tego, czym żyją ludzie, dostosuje do tego swoje nauczanie. Do zmian w doktrynie Kościoła najmocniej prą ci, którzy już na własną rękę u siebie te zmiany wprowadzili i teraz coś im nie pasuje. Konkretnie Ewangelia im nie pasuje, bo przytacza słowa Jezusa, które – ich zdaniem – absolutnie nie powinny były paść. Po co na przykład te kategoryczne stwierdzenia o nierozerwalności małżeńskiej? To nie zgadza się z lansowanym nowoczesnym wizerunkiem Chrystusa, który niczego nie wymaga, niczego nie oczekuje, a za to wszystko akceptuje i błogosławi.

Sądząc z większości medialnych komentarzy na temat synodu, Kościół jest właścicielem Boga i może robić z doktryną cokolwiek mu się podoba. Może na przykład orzec, że od dziś grzech jest cnotą a cnota grzechem. To coś takiego, jakby ktoś wskutek zdradzania żony złapał syfilis i domagał się, żeby choroby weneryczne uznać za objaw zdrowia. A potem, gdy lekarze nie chcieli uznać jego postulatów, oskarżył ich, że guzik wiedzą o tych sprawach, bo sami nie są syfilitykami.

To rozumowanie nie uwzględnia istotnego faktu: zasady medycyny nie zależą od zdania większości i choćby Światowa Organizacja Zdrowia skreśliła z listy chorób wszystkie choroby, nie nastanie powszechne zdrowie. Przeciwnie – będzie jeszcze gorzej, ale trudno będzie chorym pomóc, bo są przecież „zdrowi”. Podobnie działoby się, gdyby spełnić postulaty dopuszczenia do Komunii osób, które wybrały życie w grzechu. I co dobrego przyjdzie z tego, że ktoś niegodnie przyjmie Ciało Pańskie? W niektórych krajach wielu od dawna tak robi – i jakoś nie widać, delikatnie mówiąc, żeby chrześcijaństwo tam kwitło. I nic dziwnego, bo świętokradztwo nie stanie się cnotą dlatego, że „wszyscy tak robią”.

Zasady określone jednoznacznie przez Jezusa Chrystusa da się złamać, tylko w imię czego?

Z Ewangelii jasno wynika, że Bóg oczekuje od nas nawrócenia. Kiedy się człowiek nawraca, wtedy zawraca. Czyli idzie w przeciwnym kierunku. Bo zmierzał ku zgubie, a teraz wybrał kierunek „zbawienie”. Zdaje się jednak, że niektórym katolikom nawrócenie pomyliło się z poprawą komfortu podróżowania – i tego oczekują od synodu. Ma być wygodniej, a w którą stronę, to już jak tam kto lubi. Niestety, to nie ma znaczenia, jak pięknym autem się jedzie, gdy się zmierza ku przepaści.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także