Nowy numer 3/2021 Archiwum

Biskup na linii frontu

Większa część mojej diecezji jest kontrolowana przez islamistów. Z niektórych parafii musieli uciekać księża i siostry, bo islamscy rebelianci grozili im śmiercią. Tam naprawdę jest bardzo niebezpiecznie – mówi bp Tadeusz Kusy w rozmowie z Beatą Zajączkowską.

Beata Zajączkowska: Niedawno został Ojciec biskupem, ale święcenia biskupie nie mogły odbyć się na terenie diecezji, w której Ojciec pracuje…

Bp Tadeusz Kusy: Odbyły się w stołecznym Bangi ze względu na bardzo napiętą sytuację na terenie diecezji Kaga-Bandoro, gdzie zostałem biskupem. Nie było mowy, by w uroczystości mogli uczestniczyć moi najbliżsi i przyjaciele, misjonarze z innych części kraju czy nawet wierni diecezji. Zebranie w jednym miejscu dużej liczby katolików mogłoby mieć tragiczne konsekwencje. W najlepszym ze scenariuszy zostalibyśmy napadnięci w celach rabunkowych, same samochody stanowią już dla islamistów ważny łup. Moja diecezja znajduje się niejako na linii frontu – podziału między siłami rebeliantów muzułmańskich z grupy Seleka i innymi miejscowymi grupami zbrojnymi samoobrony, tzw. Antybalaka.

To nie będzie łatwa posługa biskupia…

Nie będzie łatwo. Ale kiedy 26 lat temu przyjechaliśmy do Republiki Środkowoafrykańskiej na zaproszenie holenderskiego biskupa, też nie było łatwo. Mieliśmy iść tam, gdzie inni nie chcieli jechać. Na rubieże diecezji, na tereny odległe i zapomniane. Pięć dni samochodem do stolicy. Wielu się dziwiło, że na to się zgodziliśmy. A my, franciszkanie, chcieliśmy odbudować tu Kościół, przynieść mu siłę przez nasz charyzmat braterstwa. Teraz w RŚA braterstwo jest najważniejsze. Obecna wojna sprawiła, że pękła wielowiekowa jedność między ludźmi w dzielnicach, wioskach. I konsekwencje tego są straszne. Nasz kraj przeżywał wiele przewrotów, ale jeszcze nigdy nie był tak mocno podzielony, nigdy tak głęboko nie upadł jak teraz.

Jak siać „pokój i dobro”, gdy w sercach ludzi dominuje chęć zemsty?

Musimy zacząć od odbudowania dobra w nas samych, żeby nie dać się ponieść złu. Nie będzie to łatwe, ale chcę umacniać poszczególne wspólnoty. Trzy parafie na terenie mojej diecezji są opuszczone. Księża tam pracujący i siostry musieli wyjechać z powodu gróźb ze strony islamskich rebeliantów. Księża docierają do wiernych co jakiś czas, ale jest tam naprawdę bardzo niebezpiecznie. Do tego, co było wcześniej, po tym, co przeszliśmy w ciągu ostatnich miesięcy, nie da się już wrócić. Ludzie na terenie mojej diecezji to w zdecydowanej większości nie członkowie grup zbrojnych, tylko spokojni wieśniacy, którzy chcą pracować, by zapewnić rodzinom w miarę godny byt i żyć w spokoju. W tych dniach będziemy przeżywać rekolekcje i czas przygotowania nowego programu duszpasterskiego. Będę mówił o pojednaniu, sprawiedliwości i pokoju, a potem o radości głoszenia Ewangelii. Jest to moja propozycja szukania ścieżek do drugiego człowieka.

Fundamentaliści zagarniają kolejne kraje, dążąc do utworzenia potężnego Państwa Islamskiego. U Was też działają?

W naszym kraju realizowana jest strategia programowego podążania islamu w głąb Afryki. Wykorzystywane są do tego lokalne napięcia, jak choćby niezadowolenie ludzi ze sposobu, w jaki byli traktowani przez władze centralne, które o pewnych terenach zupełnie zapomniały. To przemyślana, odgórnie sterowana polityka islamizacji. W RŚA mamy do czynienia nie tylko z niezadowoloną opozycją, ale i z siłami zewnętrznymi, które wyrządziły bardzo wiele zła. Oddziały samoobrony, w których są także chrześcijanie, powstały, ponieważ ludzie mieli już po prostu dość. Już wcześniej zdarzało się, że uzbrojeni ludzie z Czadu czy Sudanu tratowali ludziom pola czy zabierali bydło, potem przyszła jeszcze gorsza przemoc. W najgorszym momencie tej wojny, czyli w grudniu 2013 r., jedna czwarta mieszkańców kraju została zmuszona do porzucenia swych domów i do ucieczki. Dzieci nie chodzą do szkoły, nie ma żadnych służb medycznych i sanitarnych, szerzą się choroby, panuje głód. W stolicy kraju Bangi wciąż jest kilkaset tysięcy uciekinierów, którzy nie wrócili do swych domów, bo jest niebezpiecznie, wiele domów jest zniszczonych, inne zostały zagarnięte przez muzułmańskie bojówki. Ludzie nie mają do czego wrócić. Schronili się na lotnisku, w kościołach, parafiach, przy wspólnotach zakonnych, bo tam dostają pomoc i czują się też bezpieczniej. Tak jest we wszystkich większych miastach.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama