Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wyjście ewakuacyjne

– Gdyby nie stypendium Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, nie byłoby studiów w Warszawie, stażu w Episkopacie Polski i wyjazdu na Światowe Dni Młodzieży do Rio de Janeiro – mówi Monika Rybczyńska

Jest jedną z ponad 100 osób, które od 2002 r. biorą udział w konkursie o stypendium i indeks im. Biskupa Jana Chrapka. Marzyła o studiowaniu dziennikarstwa. Nie przypuszczała jednak, że mogłaby uczyć się w odległej stolicy, która, jako zagłębie medialne, wydaje się idealna dla przyszłego dziennikarza. Przeszkodą były trudności finansowe – Monika ma troje rodzeństwa, a studia kosztują. O konkursie usłyszała jej siostra. Wystarczyła krótka, choć szczegółowa analiza regulaminu, aby stwierdzić, że gra jest warta świeczki.

Chrapka na indeks

To, co obiektywnie patrząc obniżało szanse Moniki, tutaj okazało się atutem. Miejscowość o liczbie mieszkańców nieprzekraczającej 20 tysięcy? Uf, Ostrzeszów kwalifikuje się. Monika spełniała też wymogi dotyczące dochodu na jednego członka rodziny, miała świetną średnią ocen. Pozostało napisać prace na 2 tematy i udokumentować swój dorobek dziennikarski. – W liceum redagowałam szkolną gazetkę, publikowałam też teksty w lokalnych gazetach. Gdy dostałam telefon z zaproszeniem na test i rozmowę kwalifikacyjną na Wydziale Dziennikarstwa UW, byłam bardzo zaskoczona – wspomina. Kilka dni później kolejna niespodzianka. Monika została laureatką. Mogła zasugerować tryb studiów oraz czy chce studiować w Krakowie, czy w Warszawie. Zdecydowała się na studia wieczorowe. Fundacja przez 5 lat opłacała jej czesne. Na początku dostawała też stypendium, z którego później sama zrezygnowała. – Dzięki temu, że studiowałam w trybie wieczorowym, mogłam pracować i zdobywać doświadczenie. Na zorganizowanym przez fundację wyjeździe integracyjnym poznałam wielu przyjaciół. Potem, gdy spotykaliśmy się na uczelni, czuło się tę więź. Fundacja troszczy się też o duchowe wzrastanie stypendystów. Organizuje rekolekcje, wspólne Msze. Pomaga w zdobyciu staży. – Zaczynałam od parzenia kawy – śmieje się. – Potem dostałam się do Telewizji Puls, gdzie pracowałam jako reporterka. To był czas prosperity tego medium, mieliśmy duże możliwości. Potem, gdy zmieniła się sytuacja finansowa, zwolniono cały zespół. Monika znalazła pracę w agencji reklamowej. Po roku dostała się do „Rzeczpospolitej”. Robiła czołówki dla telewizji internetowej, często stała za kamerą. Bardzo interesowało ją, co dzieje się po drugiej stronie szkła: montaż i kwestie techniczne.

– Gdy zmienił się właściciel gazety, cały mój zespół został zwolniony. Wtedy zadzwonił telefon z Episkopatu Polski, gdzie kilka lat wcześniej Monika odbyła staż. Zapamiętano, że zajmuje się grafiką. Okazało się, że potrzeba osoby, która pomoże w stworzeniu nowej strony internetowej. Krótka współpraca przerodziła się w stałą pracę. – Pracując w episkopacie, zajmowałam się kręceniem filmów, nagrywałam też wypowiedzi księży biskupów. Czasem nie potrafię przypomnieć sobie nazwiska, ale pamiętam twarz. Znam każdą zmarszczkę – żartuje Monika.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama