Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Fiakier za kierownicą meleksa?

Czy zamiast fasiągiem turyści pojadą do Morskiego Oka meleksem? Rozpoczęły się testy elektrycznego pojazdu na najpopularniejszym szlaku tatrzańskim. Ekolodzy i tak protestują, Związek Podhalan opowiada się za zachowaniem tradycji.

Tatrzański Park Narodowy wspólnie z firmą Eco Trip z Zakopanego zaprezentował dziennikarzom melex, który ma wozić turystów do Morskiego Oka. – To nie jest tak, że chcemy wchodzić góralom w paradę i robić na siłę wrzawę medialną, bo upadł koń i trzeba go zastąpić. Do takiego sposobu wożenia turystów przymierzamy się od kilku miesięcy – mówi Jarosław Rybarczyk z firmy Eco Trip. Podkreśla, że konie nadal mogą wozić turystów do Morskiego Oka. Przyjezdni będą wybierać środek transportu.


Samochód na drodze zachowuje się bardzo dobrze. Podczas podróży nie słychać niemal nic. Jazda jest płynna, siedzi się wygodnie. Po objeździe dziennikarskim Miłosz Cieszyński z firmy Melex objaśniał parametry techniczne samochodu. – Na pokład może wejść od 6 do 8 osób, w zależności od modelu. Maksymalnie pojazd może przejechać od 60 do 80 km. Wymiana akumulatorów to sprawa bardzo prosta, trwająca do kilku minut – mówi M. Cieszyński. Będą też specjalne miejsca i udogodnienia dla osób niepełnosprawnych.


Nie zajeżdżamy koni


Melex wyposażony jest w hamulce tarczowe. Przy jeździe w dół silnik ma komputerową blokadę i nie może rozwinąć większej prędkości niż 15 km/h. – My wolimy konie – odrzekł stanowczo fiakier Władysław po zakończonej podróży. – Przecie my o nie dbamy. Jaki byśmy mieli w tym interes, żeby je „zajeździć”? Jeden dzień i po koniu, a co potem? – mówił w rozmowie z dziennikarzami.


Pracownicy TPN podkreślają, że jeszcze nie jest nic przesądzone w sprawie wprowadzenia meleksa do obsługi ruchu turystycznego. – Wszystko jest na etapie testowania, do początku września – mówi Szymon Ziobrowski, dyrektor TPN. Dodaje, że kilka lat temu takie pojazdy były już testowane na drodze do Morskiego Oka, ale nie dały rady pokonać całej trasy. Teraz jest już to możliwe.


Turyści nowy sposób podróżowania do Morskiego Oka przyjmują z ciekawością. – Chętnie bym się przejechał takim pojazdem. Ale bardziej dla frajdy – mówi pan Tadeusz z Gdańska. Podróż meleksem ma kosztować tyle samo, co fasiągiem. Fiakrzy za przewóz do Morskiego Oka liczą sobie teraz 50 zł.


Warto dodać, że fiakrzy działają w 3 grupach po 20 osób z zaprzęgami. Mają wszystkie pozwolenia od TPN. Na każdym zaprzęgu widoczny jest jego numer. Są poddawani ciągłym kontrolom. – Panie, przecie tu wszystko odbywa się normalnie. Sensacji tylko szukacie! Kiedy tu przyjedziecie, nawet po cichu, to zobaczycie, że zwierzęta są zadbane, że je wymieniamy. Bo każdy ma parę koni na zmianę – tłumaczy nam jeden z fiakrów. Dodaje, że każdy koń powozi tylko 10 dni w miesiącu.


TPN zaznacza, że meleksy to jedno z najlepszych rozwiązań, a fiakrzy nie stracą źródła utrzymania. Bo to właśnie oni mieliby nimi kierować. Nie potrzeba na to specjalnych zezwoleń, wystarczy prawo jazdy. Zarówno TPN, jak i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami liczą się z tym, że w razie zlikwidowania transportu konnego 300 koni pracujących na drodze do Morskiego Oka może trafić do rzeźni. Ani park, ani organizacje opiekujące się zwierzętami nie mają pomysłu, jak w takim przypadku uratować konie.


Szanujmy tradycję


Głos w sprawie tradycyjnego konnego transportu do Morskiego Oka zabrał Zarząd Główny Związku Podhalan. Organizacja zdecydowanie opowiada się za jego utrzymaniem w tym tatrzańskim zakątku, ale i w innych dolinach. – Fiakrzy i konie od lat są wpisani w krajobraz Tatr, uczestnicząc w życiu naszej społeczności, również świadcząc naturalne, ekologiczne usługi transportowe dla turystów. Podnoszenie jakości tej formy działalności transportowej będzie przez Związek Podhalan wspierane i promowane. Wyrażamy zaniepokojenie prowadzeniem kampanii zmierzającej do dyskredytacji tego tradycyjnego góralskiego zawodu, związanego z tatrzańską ziemią i jej kulturą – komentuje Andrzej Skupień, nowy prezes ZP, a także wicestarosta powiatu tatrzańskiego. To właśnie z tego terenu najwięcej górali zajmuje się fiakrowaniem.


Dr Stanisława Trebunia-Staszel, etnograf z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zwraca uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny aspekt w całej dyskusji. – Proszę pamiętać, że dla niektórych fiakrów z okolicznych miejscowości, np. Bukowiny Tatrzańskiej, to jedyne źródło utrzymania rodzin. Góralom trudno będzie się przestawić na inną pracę. Nie ma potrzeby odchodzenia od tradycji konnego powożenia. Te zwierzęta niemal od zawsze towarzyszą Podhalanom – podkreśla znana etnograf.


Z kolei ekolodzy, mimo apeli dyrekcji TPN, by nie zaogniać konfliktu, zorganizowali w niedzielę protest przeciw konnemu transportowi. Miał formę... marszu do Morskiego Oka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama