Nowy numer 42/2019 Archiwum

Bliskie spotkania z papieżem Franciszkiem

Spokój, czas, zainteresowanie oraz umiejętność bycia blisko zwykłych ludzi – w tym tkwi sekret metody duszpasterskiej papieża Franciszka. By zobaczyć, jak ta metoda sprawdza się w praktyce, wystarczy śledzić papieskie audiencje czy odwiedziny w parafiach.

Ponad trzy godziny trwała niezwykła audiencja dla UNITALSI, Włoskiego Stowarzyszenia Przewożenia Chorych do Lourdes i Innych Sanktuariów Międzynarodowych, które obchodzi 110. rocznicę powstania. Oficjalne przemówienia zajęły nie więcej niż pół godziny, potem – jak powiedział jeden z uczestników spotkania – była obecność. Ojciec święty pozdrowił osobiście każdego z ponad 600 chorych na wózkach inwalidzkich. Dla każdego miał słowo, gest, czas… Żartował ze sparaliżowanym chłopcem, który zapraszał go na wspólny obiad. Małej dziewczynce złożył autograf na oparciu jej wózka inwalidzkiego. Starszej kobiecie włożył na głowę swoją piuskę. Przez kilka minut trwał w objęciu z dziewczynką z zespołem Downa, która wybiegła mu radośnie na spotkanie. Odbierał pisane do niego listy. Nakładał ręce, modlił się, czynił znak krzyża na czołach… Podczas gdy ochrona spoglądała na zegarek, on był dla nich i z nimi. Był w tym i wysiłek. Sam już niemłody, nieraz z trudem pochylał się nad chorymi, by ich objąć i pobłogosławić. Było to jedno z najbardziej wzruszających spotkań tego pontyfikatu.

Nie przestraszył się mojej choroby

„Franciszek ucałował trędowatego”, „Człowiek bez twarzy w objęciach papieża” – takie pełne emocji nagłówki pojawiły się w doniesieniach agencyjnych po jednej z audiencji środowych. Zanim spotkanie się skończyło, świat obiegło zdjęcie papieża obejmującego mężczyznę o zdeformowanej twarzy. – Nie bał się mojej choroby. Objął mnie bez słowa, bardzo mocno. Kiedy ucałowałem jego dłoń, wziął ją i położył sobie na sercu – opowiada Vinicio Riva. 53-letni mężczyzna cierpi na nerwiakowłókniakowatość. To choroba genetyczna objawiająca się licznymi guzkami zniekształcającymi wygląd. Wrastają one w organizm, powodując porażenia, prowokując otwarte rany utrudniające chodzenie, a nawet leżenie czy siedzenie. Po operacji guzka wrastającego w krtań Vinicio z trudem mówi. – Ludzie, gdy mnie widzą, odsuwają się, tak jakby mogli zarazić się moją chorobą przez samo spojrzenie. Papież nie myślał o tym, że się zarazi. Gdy tylko mnie dostrzegł, od razu podszedł i objął – wspomina mężczyzna i dodaje: – Nigdy wcześniej nie poczułem tak wielkiej akceptacji ze strony obcego człowieka. – Ta choroba, choć jest tak przerażająca, nie jest zaraźliwa, jednak mało kto chce mieć kontakt z moim siostrzeńcem. To bardzo dobry człowiek, a spotyka go powszechne odrzucenie – mówi opiekująca się nim na co dzień ciocia Caterina. Po spotkaniu z Franciszkiem Vinicio stał się bohaterem światowych mediów, które opowiadały jego historię. – To sprawiło – podkreśla Caterina – że mieszkańcy Isola Vicentina, gdzie żyje, spojrzeli na niego inaczej. – Bardzo trudno żyć z tą chorobą, chociaż już się przyzwyczaiłem. Najgorsze jest wykluczenie.

Ludzie, którzy udają, że cię nie widzą. Nie jestem szczególnie piękny, ale nie jestem złym człowiekiem. Moim największym marzeniem jest, by ludzie się mnie nie bali, nie odsuwali się na mój widok – mówi Vinicio. Na nerwiakowłókniakowatość chorowała jego matka. Cierpi na nią też jego 46-letnia siostra. – Za rok zawiozę Morenę do papieża. Chciałbym, aby także ona poczuła się wreszcie kochana – planuje Vinicio, wyznając, że spotkanie z Franciszkiem odmieniło jego życie.

Carlos na papieskim tronie

Jeszcze jako kardynał obecny papież często powtarzał: „Nie kocha się idei. Nie kocha się słów. Kocha się ludzi”. Kiedy w czasie zorganizowanego z okazji Roku Wiary w Watykanie Święta Rodzin 7-letni maluch wtulił się w papieską sutannę i zaczął rozmowę, Franciszek pogłaskał go po głowie i przytulił, kontynuując przemówienie. Widząc wolny fotel, rezolutny chłopak wdrapał się na papieski tron i rozsiadł się na nim wygodnie. Mały Carlos pochodzi z Kolumbii i jest chory na autyzm. Mama porzuciła go zaraz po urodzeniu. Podobnie jak jego brata. Chłopcy wychowywali się w sierocińcu i tam odnaleźli ich adopcyjni rodzice z Włoch. – Nie możemy mieć dzieci, więc zdecydowaliśmy się na adopcję. Nie stawialiśmy żadnych warunków – powiedzieliśmy, że może to być chłopak, dziewczynka, jedno dziecko lub więcej, zdrowe czy chore, maleńkie czy większe. I tak staliśmy się rodzicami dwóch wspaniałych chłopców – opowiada 47-letni Francesco, którego synek „ukradł” papieżowi tron, budząc powszechną sympatię uczestników spotkania na placu św. Piotra.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • zadowolony
    17.01.2014 09:44
    To jest dobry papież, bo ma czas dla innych, bardzo ludzki. Ten pontyfikat zupełnie odbiega od poprzednich. Brawo Franciszku :-)

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL