GN 03/2020 Archiwum

Domek z kart

To serial wyjątkowy z wielu powodów. Zmienił rynek telewizyjny, pokazał kulisy polityki i mediów.

Po raz pierwszy zdarzyło się, że absolutny przebój sezonu na całym świecie nie powstał w żadnej wytwórni filmowej ani stacji telewizyjnej. 13-odcinkowy „House of Cards” (Domek z kart) wyprodukował… portal internetowy Netflix. Może dlatego serial jest politycznie niepoprawny, bezlitosny w kompromitowaniu związku władzy i mediów. A mimo to otrzymał w tym roku 9 nominacji do Nagród Emmy, przyniósł sławę jego twórcy Davidowi Fincherowi, a wielką popularność aktorowi cenionemu dotąd głównie za grę w ambitnych filmach, nieprzyciągających masowej widowni. Kevin Spacey jest teraz u szczytu sławy, a jego twarz atakuje nas w Polsce z billboardów i telewizyjnych spotów, bo właśnie ze względu na ten sukces firmuje kampanię reklamową jednego z banków.

Kochamy zimnych drani

Jak to często bywa w Ameryce, sam pomysł serialu nie jest oryginalny. Najpierw był bestseller Michaela Dobbsa, konserwatysty, bliskiego współpracownika Margaret Thatcher, ujawniający mechanizmy działania partii władzy. Potem na podstawie książki powstał świetny brytyjski serial. Fincher zaadaptował go do realiów amerykańskich, głównym bohaterem czyniąc szarą eminencję Partii Demokratycznej, kongresmena Franka Underwooda. Akcja zaczyna się tuż po wygranych przez demokratów wyborach w… 2013 r. Underwood, jako mózg kampanii, ma zostać sekretarzem stanu. Ale nie zostaje. Postanawia więc się odegrać. Błyskotliwie rozgrywa polityczną symultanę na kilku szachownicach, traktując instrumentalnie wszystkich dookoła, nie wyłączając własnej żony. Od pierwszej, symbolicznej sceny, w której zabija psa, nie ma wątpliwości, kim jest Underwood. A jednak… Genialnym pomysłem jest to, że szczegóły swoich kolejnych forteli, podstępów i matactw zdradza… tylko widzom. Jest narratorem, a w kluczowych momentach akcji komentuje swoje posunięcia i zachowania konkurentów wprost do kamery. Robi to dowcipnie i z wdziękiem, pozyskując sympatię, choć jest zimnym, bezwzględnym i cynicznym graczem. Gdy to odkrywamy, z każdym odcinkiem rosną w nas przerażenie i refleksja, jakich ludzi wynosi dziś na szczyt polityka. Z naszym, bynajmniej nie skromnym udziałem. Bo przecież kultura masowa kocha zimnych drani.

Za jednym zamachem

„House of Cards” był od początku skazany na sukces. Media śledziły pracę nad serialem, bo były ciekawe, jak portal (a zarazem największa na świecie wypożyczalnia filmów) poradzi sobie z takim wyzwaniem. Producent wyciągnął wnioski ze zmiany przyzwyczajeń widzów epoki internetu i postanowił nie wystawiać na próbę cierpliwości pokolenia, które czekać nie potrafi. Widzowie dostali więc od razu wszystkie 13 odcinków. Kto chciał, mógł serial „połknąć” za jednym zamachem. Netflix od razu zyskał dwa miliony dodatkowych abonentów, przebijając w Stanach takich potentatów jak HBO. Abonament – dający przy okazji dostęp do 100 tys. filmów – wynosi tylko 8 dolarów, przychody portalu szacuje się dziś na 16 mln dolarów miesięcznie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama