GN 42/2020 Archiwum

Kto potrzebuje konkordatu?

To nie Kościół potrzebuje konkordatu, ale państwo i społeczeństwo – powiedział w Sejmie w grudniu 1997 r. minister spraw zagranicznych Bronisław Geremek. Funkcjonowanie konkordatu pozytywnie zweryfikowało ten pogląd.

Okazją do refleksji na temat miejsca konkordatu w naszym życiu publicznym była promocja książki abp. Józefa Kowalczyka, prymasa Polski, a wcześniej nuncjusza apostolskiego: „Konkordat między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską 1993/1998”. Jest ona ważnym studium przypominającym okoliczności jednej z najbardziej burzliwych debat społeczno-politycznych, jakie odbyły się w pierwszej dekadzie III Rzeczypospolitej. Książka składa się z dwóch części. W pierwszej umieszczono historię konkordatową w Polsce od dokumentu z 1925 r., opis relacji państwo–Kościół, omówienie stosunków dyplomatycznych. W drugiej znajduje się sam tekst konkordatu i opisany jest bardzo szczegółowo przebieg procedury ratyfikacyjnej. Dołączono także 33 aneksy z aktami prawnymi oraz fotografie dokumentujące różne etapy pracy nad umową. Warto dodać, że książka zawiera także niepublikowane nigdzie wcześniej dokumenty z nuncjatury apostolskiej, m.in. korespondencję między nuncjuszem a Stolicą Apostolską.

W trzy miesiące

Z perspektywy lat widać, że polski konkordat, czyli umowa międzynarodowa Rzeczypospolitej Polskiej ze Stolicą Apostolską (tradycyjnej nazwy używają kraje, które miały w przeszłości konkordaty), stał się modelowym rozwiązaniem dla podobnych dokumentów podpisywanych z wieloma innymi krajami. Podobne umowy podpisały później Słowacja, Litwa, Estonia, Węgry czy Chorwacja, ale także niemieckie nowe landy na obszarze b. NRD, Brazylia czy Portugalia. Warto dodać, że konkordat portugalski, w znacznym stopniu wzorujący się na polskich rozwiązaniach, negocjował jako premier Portugalii José Manuel Barroso, obecny przewodniczący Komisji Europejskiej. Ten polityk, znany raczej z rezerwy wobec Kościoła, uznał, że umowa ze Stolicą Apostolską w sposób właściwy opisuje autonomię obu układających się stron i służy całemu społeczeństwu. Choć trudno w to uwierzyć, dokument, który miał ambicję całościowego opisania relacji Kościół–państwo, został opracowany zaledwie w trzy miesiące. Negocjacje rozpoczęły się w końcu kwietnia 1993 r., a konkordat został podpisany 28 lipca 1993 r. Sygnatariuszami byli nuncjusz apostolski w Polsce abp Józef Kowalczyk oraz w imieniu rządu polskiego, na którego czele stała premier Hanna Suchocka, szef MSZ Krzysztof Skubiszewski. Ratyfikacja dokumentu nastąpiła jednak dopiero w 1998 r. Po blisko 5 latach jałowej krytyki i ideologicznych sporów, kiedy postkomunistyczna lewica „internowała” konkordat, jak to celnie nazwał abp Józef Życiński. Co było podstawą sukcesu negocjacji? Przede wszystkim dobra wola po obu stronach oraz kompetencja osób prowadzących negocjacje. Obie strony podeszły do sprawy pragmatycznie, szukając rozwiązań w dłuższej perspektywie korzystnych dla obu partnerów. Dlatego m.in. abp Kowalczyk nie skorzystał z niektórych propozycji sugerowanych przez Stolicę Apostolską, m.in. w sprawie gwarancji udzielanych przez państwo co do skutków małżeństwa kanonicznego. Praktyka ostatnich 15 lat pozytywnie zweryfikowała trafność przyjętych rozwiązań, gdyż w praktyce przepisy dotyczące małżeństw kanonicznych nie wywołują większych problemów w ich codziennym stosowaniu. Jakim osiągnięciem była szybka finalizacja tych negocjacji, uświadamiamy sobie, pamiętając, że obecna debata w sprawie likwidacji Funduszu Kościelnego, a więc w sprawie o bez porównania mniejszej wadze gatunkowej, toczy się już od dwóch lat i sensownego jej końca nie widać. Gdyby ekipa premier Suchockiej zabierała się do konkordatu jak ekipa Tuska do Funduszu Kościelnego, ten dokument prawdopodobnie nigdy by nie powstał. To pokazuje, jak istotne są partnerski dialog, umiejętne wsłuchiwanie się w racje drugiej strony, wreszcie gotowość do kompromisu.

Dorobek poprzedników

Prace nad konkordatem mogły posuwać się tak szybko, gdyż już w latach 80. ub. wieku ekipa gen. Jaruzelskiego podjęła rozmowy w sprawie podpisania umowy ze Stolicą Apostolską. Negocjacje zaowocowały podpisanym w maju 1988 r. z przedstawicielami Kościoła w Polsce dokumentem, nazwanym wówczas konwencją. Został on następnie przesłany do oceny Stolicy Apostolskiej. Nie był to zły projekt. Jak to ujął abp Kowalczyk, w istocie ujmował on wszystkie najważniejsze zagadnienia, ale zapisywał je w języku starego systemu. Trzeba więc było w nowej sytuacji tę samą myśl wyrazić inaczej, używając języka wolnego od ideologicznych naleciałości i w pełni wyrażającego suwerenność zarówno Kościoła, jak i państwa. Konkordat w znacznym stopniu zawiera przepisy wprowadzone już wcześniej do polskiego prawa krajowego. W żadnym stopniu nie przewiduje podporządkowania prawa polskiego normom prawa kanonicznego, jak bezmyślnie i z uporem godnym lepszej sprawy powtarzają współcześni krytycy dokumentu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama