Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kurczab: Hajzer był wybitnym himalaistą

Góry nie mają litości nawet dla najlepszych, nawet dla takich, jak Artur Hajzer - ubolewa olimpijczyk z Rzymu (1960), szermierz, taternik i alpinista Janusz Kurczab. Jak podkreślił, Hajzer, którego poznał ponad 30 lat temu, był wybitnym znawcą Himalajów.

Kurczab kierował dwoma wyprawami na K2 (8611 m) - w 1976 (wytyczono wtedy nową drogę do wysokości 8400 m) i 1982 roku.

"Wracaliśmy wtedy spod K2 z Pakistanu ciężarówką. Przyjechaliśmy do Delhi, gdzie gościliśmy w polskiej ambasadzie. Tam po raz pierwszy spotkałem się z Hajzerem, młodym taternikiem. Miał wówczas 20 lat i wybierał się chyba na trekking w Himalaje. A nasza grupa chciała trochę odpocząć, więc pojechaliśmy razem do Katmandu" - wspomniał w rozmowie z PAP Kurczab, trener alpinizmu (AWF Kraków), który we wrześniu skończy 76 lat.

Jak zaznaczył, chociaż nie miał okazji wspinać się z Hajzerem, znał go bardzo dobrze.

"Miał w sobie dużo energii. Był świetnym organizatorem, menedżerem, przedsiębiorcą, wybitnym znawcą himalaizmu. To dzięki niemu odżył polski himalaizm zimowy. Potrafił znaleźć sponsorów dla realizacji ambitnego, sportowego programu" - ocenił.

Hajzer, który 28 czerwca skończył 51 lat, i 38-letni Marcin Kaczkan, pracownik naukowy Politechniki Warszawskiej, zamierzali zdobyć Gaszerbrum I (8068 m), a po nim Gaszerbrum II (8035 m). Dotychczas nie dokonano w jednym sezonie pełnego trawersu masywów ze szczytu na szczyt łączącą je granią przez przełęcz Gaszerbrum Col (6400 m).

Mimo że są to ośmiotysięczniki zaliczane do grupy niskich, nie są wcale łatwe do zdobycia. Tylko w ostatnich trzech latach Gaszerbrum I zabrał prawie 10 osób.

Zimą ubiegłego roku górę od strony południowej atakowali nową drogą Austriak Gerfried Goeschl, Szwajcar Cedric Hahlen oraz Pakistańczyk Nisar Hussain, którzy uznani zostali za zaginionych.

W tym samym czasie, 9 marca 2012, 28-letni wówczas Adam Bielecki z Tychów i 43-letni Janusz Gołąb z Gliwic dokonali pierwszego zimowego wejścia na szczyt.

Ten wyczyn renomowany amerykański portal ExplorersWeb uznał za najważniejsze osiągnięcie w dziedzinie sportowej eksploracji w 2012 roku. Przyznanie tytułu "Best of ExploreresWeb 2012 Awards" polskiej ekspedycji, której kierownikiem był Hajzer, tak zostało uzasadnione: "Byli bardzo mocni, dzielni i przełamali nowe granice, pokazali serce i sportowego ducha".

Kurczab, autor wielu artykułów i książek o tematyce wspinaczkowej przyznał, że ta góra w dziwny sposób połączyła sukces z tragedią. W ciągu 30 lat na jej szczycie był m.in. kwiat polskiego himalaizmu: Jerzy Kukuczka, Wojciech Kurtyka (1983), Wanda Rutkiewicz (1990), Krzysztof Wielicki, Jacek Berbeka (1995), Ryszard Pawłowski, Piotr Pustelnik (1997), Piotr Morawski (2008).

W niedzielę, 7 lipca, najwyższy z grupy siedmiu Gaszerbrumów leżących w paśmie Karakorum zabrał Hajzera - zdobywcę siedmiu ośmiotysięczników: Manaslu (1986), Annapurny (pierwsze wejście zimowe - 3 lutego 1987), Sziszapangmy (1987), Annapurny Wschodniej (1988), Dhaulagiri (2008), Nanga Parbat (2010) i Makalu (2011).

W marcu sukces czterech polskich alpinistów został okupiony śmiercią dwóch. Na niezdobytym wcześniej zimą Broad Peaku (8047 m) stanęli kolejno: 29-letni Adam Bielecki (KW Kraków), 33-letni Artur Małek (KW Katowice), 58-letni Maciej Berbeka (KW Zakopane) i 27-letni Tomasz Kowalski (KW Warszawa). Dwaj ostatni 8 marca zostali uznani za zmarłych.

"Nikt nie idzie w góry, by szukać śmierci. Tak jak w całym życiu zdarzają się wypadki, nawet w szermierce, którą uprawiałem. Sam byłem ranny w rękę, a za mojej kariery dwie osoby zginęły na planszy. Podczas wspinaczki czy schodzenia ze szczytu ogromne znaczenie mają warunki pogodowe. Te pogorszyły się, kiedy Kaczkan z Hajzerem znaleźli się na ścianie kuluaru. Dlaczego odpadł Artur, skoro lodowo-śnieżna formacja skalna, zaczynająca się na wysokości 6400, a kończąca na 7100 m, była zaporęczowana. I to dobrze, jak ocenił po zakończeniu pracy sam Hajzer. Prawdziwej przyczyny chyba nie poznamy" - powiedział Kurczab, dwukrotny indywidualny (1961, 1965) oraz czternastokrotny drużynowy mistrz Polski w szpadzie.

Wspinanie Hajzer rozpoczął w roku 1976 od Tatr. W Alpach przeszedł kilka trudnych dróg w masywie Mont Blanc, m.in. na Petit Dru i Mont Blanc du Tacul. W górach wysokich zadebiutował w 1982 roku wspinaczką na szczyt Gaurishanka-Go w Himalajach (6126 m). W kolejnym roku zdobył Tiricz Mir, najwyższy wierzchołek Hindukuszu (7706 m).

Wspólnie z Wielickim trzykrotnie szturmował południową ścianę Lhotse. W 1989 roku był głównym organizatorem akcji ratunkowej po lawinie pod Mount Everest, dzięki której udało się sprowadzić jedynego ocalałego Andrzeja Marciniaka.

W historii podboju ośmiotysięczników w Himalajach i Karakorum zginęło bądź zaginęło 47 polskich alpinistów. Listę tragicznych wypadków otwierają Stefan Bernardzikiewicz i Adam Karpiński. 19 lipca 1939 roku atakowali szczyt Tirsuli (7150 m) w Himalajach Garhwalu. Obaj stracili życie w lawinie.

« 1 »
TAGI:

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także