Nowy numer 47/2020 Archiwum

Marzenie matki

130 lat temu siostra Jadwiga Jurkiewicz przyjechała do Zakliczyna się leczyć, a założyła tu „lecznicę” dla wielu chorób świata: klasztor kontemplacyjny.

Kiedy bernardynki: m. Jadwiga Jurkiewicz, przełożona klasztoru, oraz jej sekretarka s. Elżbieta Schirmeisen musiały ze względów zdrowotnych jechać na wieś, udały się do Zakliczyna i kupiły pusty dom stojący koło kościoła parafialnego.

Oaza ciszy

Był rok 1882. Właściwie przybyły leczniczo na trzy miesiące, ale stan zdrowia s. Elżbiety pogorszył się, a przyjęcie zakonnic przez społeczność miejscową było tak serdeczne, że m. Jadwiga pomyślała o tym, aby założyć w Zakliczynie klasztor. – Stolica Apostolska 13 lipca 1883 roku zgodziła się na jego erygowanie. Przeżywamy zatem jubileusz 130-lecia pobytu bernardynek w Zakliczynie – mówi m. Weronika Węgrzyn, dzisiejsza przełożona wspólnoty zakonnej. To był dopiero początek. Zakonnice starszym dzieciom udzielały lekcji, młodsze przychodziły do założonej ochronki. Dość szybko zgłosiły się też kandydatki do stanu zakonnego. – Zabudowania koło kościoła w perspektywie rozwoju klasztoru okazały się za ciasne i nie było miejsca pod rozbudowę – dodaje wikaria klasztoru s. Dominika Kuboń.

Matce Jadwidze ponadto ciągle marzył się klasztor jako oaza ciszy i spokoju. Nowe miejsce znalazła na Lubince. Jednak na lokalizację nie zgodziły się władze austriackie. Fundatorka, matka Jadwiga, zamieniła zatem z hrabiną Ostrowską domy koło kościoła na leśniczówkę w Kończyskach. Siostry przeprowadziły się tu w 1888 roku. Przez lata ciągle klasztor rozbudowywały.

Serce Jezusa

Fundatorka, matka Jadwiga, była osobą niezwykłą. – Wznosząc mury budującego się kościółka i klasztoru, starała się w duszach wstępujących do tego klasztoru kłaść fundamenty prawdziwych cnót i powoli wznosić mury życia zakonnego. Niektóre z tych dusz okazały się jak wosk miękkie, inne zmuszona była niejednokrotnie młotem surowości dopasowywać do jednej formy ducha naszego – zanotowały niegdyś kronikarki klasztoru. – Serce Pana Jezusa rządziło i kierowało, a matki nasze były narzędziami Jego woli. Mamy figurę Serca Jezusowego w głównym ołtarzu. Matka od początku szerzyła kult i już za jej czasów spełniła się obietnica, że gdzie będzie obraz Serca Jezusa, ten dom zasłynie z błogosławieństwa – zauważa m. Weronika Węgrzyn. Mimo biedy i skromnego stanu liczebnego (sióstr na początku XX wieku było 13) posłała zakonnice do USA, gdzie po latach siostry prowadziły dziesiątki szkół, szpitali, ośrodków.

Dar dla świata

Dziś w Kończyskach mieszka 16 bernardynek. Prowadzą życie skryte. Z siostrami można spotkać się jedynie przez kratę. – Żyjemy w zamknięciu, ale jesteśmy tu dla tego świata, który jest na zewnątrz. Skupiamy się na modlitwie. Codziennie otrzymujemy kilkanaście nowych intencji – mówi m. Weronika Węgrzyn. Poza modlitwą dzień sióstr wypełnia praca. – Musimy się utrzymać, więc prowadzimy prace w gospodarstwie, a poza tym służymy innym, wyszywając ornaty czy sztandary – dodaje s. Dominika. Wreszcie chętnie przyjmują świat u siebie. – Dysponujemy miejscami noclegowymi i zapraszamy tych, którzy chcą przed Najświętszym Sercem Pana Jezusa odprawić sobie rekolekcje czy dzień skupienia – przyznaje m. Weronika. Od 15 do 18 lipca 2013 r. pod hasłem: „Chcę być z Tobą… bo wierzę” siostry zapraszają dziewczęta na rekolekcje powołaniowe. – Dni modlitwy i spotkania z Panem oraz piękno krajobrazu w atmosferze franciszkańskiej radości pozwalają na głębsze poznanie siebie i Boga, który jest Miłością – dodaje m. Weronika. Więcej o siostrach i skrzynka intencji na: www.bernardynki.diecezja.tarnow.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama