Nowy numer 48/2020 Archiwum

Ślepota patrzących

Przyczyny ślepoty są w oczach, a nie w tym, czego się nie widzi.

W starym dowcipie było tak, że pytali ślepego konia, czy wystąpi w wyścigach w Wielkiej Pardubickiej. „Nie widzę przeszkód” – miał odpowiedzieć koń.

Napisał mi kiedyś czytelnik, że on – choć katolik – popiera in vitro, bo nie widzi w tym nic złego. No właśnie: nie widzi. To myślenie powszechne: skoro nie widzę zła, to znaczy, że go nie ma. Ewentualnie: tylko to, co widzę, niesie zagrożenie, a to, czego nie widzę, to dobro.

Wydawałoby się, że ludzkość istnieje już wystarczająco długo, żeby się nauczyć, iż najważniejsze jest właśnie to, czego nie widać. I że z tym trzeba się przede wszystkim liczyć. W pewnych sprawach ta nauka przyniosła owoce – to dlatego statki omijają góry lodowe w znacznie większej odległości, niż sugerowałoby to, co widać. W innych sprawach popełnia się wciąż te same błędy, wynikające z wykluczenia rzeczywistości innych niż fizyczne. Żeby świat chociaż uwzględniał możliwość istnienia świata duchowego, byłby ostrożniejszy. Ale nie – na człowieku eksperymentuje się bez żenady, bo w praktyce zakłada się, że to tylko bardziej rozwinięte zwierzę.

Już kilkadziesiąt lat temu „wybitni naukowcy” doszli do wniosku, że lepiej jest karmić niemowlęta mlekiem w proszku niż piersią, tak jakby cokolwiek sztucznego mogłoby być lepsze niż to, co naturalne. No i wiele matek to przyjęło, bo to i wygodniej, i sprawniej. Całe pokolenie wyrosło na mleku w proszku. To są dzisiejsi ludzie w średnim wieku, w tym wielu polityków – i to by wiele wyjaśniało… W stosunku do myszy i innych królików obowiązują większe ograniczenia niż w stosunku do homo sapiens. Tak jakby człowiek na pewno był tylko tym, co na pierwszy rzut oka widać: samobieżnym zespołem mięśni, kości i tłuszczu. Nie widzę ducha – znaczy, że go nie ma. Grzebiąc więc przy największych tajemnicach tej dziwnej istoty, grzebię tylko w mięsie, w zlepku komórek. Nie wyjdzie z jednym, spróbujemy z innym. Nie nada się jeden, nada się drugi. Królików mało, ludzi dużo.

Można zakładać, że „zarodki” to nie ludzie i świetnie się czują w lodówkach. Można, można, można. Tylko że to wszystko są założenia wynikające wyłącznie z tego, że „nie widzę”. To jednak, że nie widzę świata duchowego, nie znaczy, że go nie ma. Doświadczenia wielu ludzi, których Jezus wyzwolił z rozmaitych zniewoleń, wskazują, jak wielkie znaczenie ma to, co człowiek przeżywa, zanim się urodzi – nawet (a może zwłaszcza) moment poczęcia. Czy to działo się w atmosferze miłości, czy było po pijanemu, czy rodzice byli gotowi przyjąć nowego człowieka, czy też prezerwatywa zawiodła. A jeśli to działo się „w szkle”, po ojcowskiej masturbacji z użyciem pornoli… Cóż – tego nie widzimy (choć psychologia to powoli odkrywa). Ale czy to jest powód, żeby godzić się na takie traktowanie człowieka? Czy propagandowy jazgot rzeczników „prawa do dziecka” usprawiedliwia robienie z człowieka produktu na zamówienie?

Przyjdzie taki czas, kiedy zobaczymy. Dziś musimy uwierzyć. Przynajmniej my, którzy mówimy, że ufamy Bogu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także