Nowy numer 3/2021 Archiwum

Dziurawy budżet oświaty

Brakuje pieniędzy na utrzymanie prawdziwych szkół. Ale wciąż wydaje się miliony na te wirtualne.

Samorządy biją na alarm. Nie stać ich na finansowanie edukacji. Subwencje oświatowe są zbyt niskie. Wiele gmin podejmuje właśnie teraz dramatyczne decyzje. Narasta fala protestów przeciw zamykaniu szkół i zwolnieniom nauczycieli. Gminy mają pomysł, jak oszczędzać, by nie odbywało się to kosztem dzieci. Przedstawiły go jesienią. Co na to rząd? Milczy, choć do końca 2012 r. ministerstwo edukacji miało odnieść się do postulatów przedstawionych przez samorządy. Tymczasem ich spełnienie mogłoby właśnie teraz uratować wiele placówek.

System się rozsypie

Budżet na edukację wcale nie jest taki mały, za to na pewno dziurawy. Eksperci twierdzą, że blisko 60 mld zł (4 proc. PKB), jakie jest rocznie przeznaczone na oświatę, można by wydawać dużo racjonalniej, a niż demograficzny wykorzystać na poprawę warunków i jakości kształcenia. Zacznijmy od tego, że zbyt dużo pieniędzy wydawanych jest na administrowanie oświatą. – Co czwarta złotówka nie trafia do ucznia, tylko 75 proc. idzie na fundusz płac nauczycieli – wylicza dr Jerzy Lackowski, dyrektor Studium Pedagogicznego UJ. Administracja oświatowa jest reformowana nieustannie, ale liczba osób w niej zatrudnionych, zamiast spadać, rośnie. Nie przekłada się to na jakość zarządzania. Od lat nikt w centrali nie jest w stanie sporządzić prawidłowego algorytmu uwzględniającego faktyczne koszty funkcjonowania oświaty. Nie sposób nad nimi zapanować, bo kto inny (rząd) ustala wysokość pensji nauczycieli, a kto inny (gmina) ma je wypłacić. 20 lat temu owo niedoszacowanie subwencji wynosiło przeciętnie ok. 10 proc., dziś samorządy dokładają z dochodów własnych ponad 30 proc. Przy tej dynamice w 2014 r. cały system się rozsypie. To dlatego jesienią samorządowcy urządzili marsz na Warszawę.

Urlop albo szkoła

Mają prawo być „oburzeni”, bo rząd ma gest, ale to oni płacą rachunki. Jak w przypadku słynnych dodatków wyrównawczych. W 2009 r. wprowadzono mechanizm, dzięki któremu teoretycznie wszyscy nauczyciele w Polsce mieliby zarabiać na podobnym poziomie (kto ma mniej, to mu się dopłaci). Mechanizm, zwany przez niektórych „14. pensją”, jest mało odczuwalny przez konkretnych pedagogów (większość jej nie dostaje), za to dodatkowo komplikuje on finanse gmin. Podobnie jak urlopy dla podratowania zdrowia.

W Krakowie w minionym roku szkolnym skorzystało z nich 386 osób. Dla gminy był to dodatkowy wydatek blisko 17 mln zł. Tymczasem miastem wstrząsa właśnie gwałtowny protest społeczny związany z propozycją wygaszenia lub połączenia 13 szkół. Oszczędności dla budżetu miasta z tego tytułu w tym roku byłyby (jeśli operacja „likwidacja” się uda) trzykrotnie mniejsze niż wydatki na urlopy zdrowotne. Nic dziwnego, że zmiana (bo nie likwidacja) sposobu i skali ich przyznawania to jeden z głównych postulatów samorządowców. Poznań w ub. roku wydał na ten cel ponad 12 mln zł, Warszawa „tylko” 10,5 mln zł, za to wszystkie miasta, małe i duże, zgłaszają lawinowy wzrost liczby urlopujących się nauczycieli. Skoro mają taką możliwość, a do przyznania urlopu wystarczy skierowanie od lekarza rodzinnego – trudno się dziwić.

Dwa tysiące za duszyczkę

Najbardziej spektakularnym przykładem niekontrolowanego „wycieku” pieniędzy na oświatę są szkoły dla dorosłych. W ciągu ostatniej dekady wyrósł nam w Polsce cały sektor prywatnej przedsiębiorczości korzystającej z dobrodziejstw ustawy o systemie oświaty. Według danych GUS już 75 proc. szkół policealnych funkcjonuje w sektorze komercyjnym. Wszystkie „kształcą” głównie w systemie zaocznym. Skąd cudzysłów? Bo w tym biznesie nie chodzi o to, by złapać króliczka (skończyć szkołę), ale by gonić go (zarabiać na uczeniu). Oczywiście, te szkoły też dają wykształcenie, czasem nawet zawód. Ale większość żyje z dotacji na każdego ucznia, który wcale nie musi się uczyć. Wystarczy, że jest zapisany, a już do kasy szkolnej wpływa dotacja. Zgodnie z ustawą otrzymują ją z budżetu państwa na każdego ucznia wszystkie podmioty prowadzące szkoły dla dorosłych. Średnia wysokość subwencji za złowioną duszyczkę to 2,2 tys. zł rocznie. Nic zatem dziwnego, że sektor rozwija się prężnie i z rozmachem promuje. „Przyprowadź ze sobą siedmiu znajomych, a laptop będzie twój! Za trzech dostaniesz mp3, za dziesięciu telewizor” – można wyczytać na stronie jednej z dużych sieci mających swoje placówki w kilku miastach. Interes kwitnie, bo przynosi same korzyści. Dorosłym uczniom zwolnienie ze składek ZUS, ulgi na komunikację i możliwość wystąpienia o zasiłki socjalne, szkołom zaś stały dopływ gotówki. W 2011 r. w tego typu placówkach „uczyło się” blisko 300 tys. osób. Do mety zakończonej dyplomem dobiegło 80 tys.

120 osób w klasie

Żeby przekonać się, że mamy do czynienia z fikcją, wystarczy posurfować po internecie. Wpisy osób, które korzystają z tego typu „oferty edukacyjnej”, nie pozostawiają wątpliwości co do ich intencji. Według ostrożnych szacunków, w ten sposób ok. 750 mln zł rocznie wycieka z budżetu nie na edukację, ale premiowanie specyficznie rozumianej przedsiębiorczości i zaradności. Jeden z internautów napisał: „Zakładajcie szkoły – wystarczy wynająć dwie sale, kancelarię, pomieszczenia socjalne i do dzieła. A gdy prowadzi się tylko kierunki zaoczne i wieczorowe, nikt nie dojdzie, co i jak. Ja zakładam, skoro państwo stwarza mi takie możliwości”. W 2010 r., próbując ograniczyć skalę rozboju, MEN znowelizowało przepisy dotyczące oceniania, klasyfikowania i promowania słuchaczy szkół dla dorosłych. By wyeliminować martwe dusze, wprowadzono wymóg obowiązkowego uczestnictwa w co najmniej 50 proc. zajęć. Niespełnienie go ma skutkować brakiem promocji i skreśleniem z listy. Nowe regulacje tylko w niewielkim stopniu ograniczyły nieuprawnione pobieranie dotacji. Co prawda skończyły się przypadki, gdy klasy liczyły ponad 120 osób, a frekwencja 15 proc., ale oznacza to jedynie, że szkoły teraz bardziej pilnują porządku w papierach. Życie biegnie nadal swoim rytmem, bo korzyści, jakie można czerpać z drenowania publicznej kasy, wciąż są takie same.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama