Nowy numer 48/2020 Archiwum

Brunatna przeszłość Związku Wypędzonych

Tylko dwóch spośród 13 działaczy pierwszego prezydium niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV) wyraźnie dystansowało się albo konsekwentnie sprzeciwiało nazistowskiemu reżimowi - wynika z pierwszego opracowania historycznego o brunatnej przeszłości BdV.

Opracowanie pt. "Działacze z przeszłością" opublikuje jeszcze w tym tygodniu Instytut Historii Współczesnej w Monachium. O jego przygotowanie zwróciła się sama szefowa BdV Erika Steinbach, a badania sfinansowało ministerstwo spraw wewnętrznych. Pracami kierował historyk Michael Schwartz. Wykorzystano w nich dokumenty, znalezione w archiwach w Niemczech i państwach Europy Środkowej i Wschodniej.

Autorzy skoncentrowali się na życiorysach 13 członków pierwszego prezydium Związku Wypędzonych, które ukonstytuowało się w 1958 r. Aż jedenastu pierwszych funkcjonariuszy BdV było - według historyków - "reprezentantami reżimu". "Pełne dwie trzecie spośród 13 działaczy należy uznać za obciążonych członkostwem w NSDAP albo SS. Tylko dwóch przedstawicieli BdV okazywało wyraźny dystans wobec reżimu narodowosocjalistycznego albo konsekwentnie zachowywało wobec niego konsekwentnie wrogą postawę" - czytamy w komunikacie instytutu, zawierającym krótkie omówienie wniosków z raportu.

Za nieuwikłanych w narodowy socjalizm uznano socjaldemokratycznego polityka, Niemca sudeckiego i pierwszego szefa BdV Wenzela Jakscha oraz polityka CDU, a potem skrajnie prawicowej Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD) - Linusa Kathera.

Historycy zastrzegają, że wprawdzie wśród pozostałych działaczy BdV nie było tzw. starych bojowników, którzy wstąpili do NSDAP już przed objęciem władzy przez Adolfa Hitlera w 1933 r. "Jednak właśnie przedstawiciele średniego i młodszego pokolenia, którzy w latach 50. (XX wieku) mieli zdominować działalność wypędzonych, okazywali zasadniczą lojalność i przywiązanie do brunatnych władz" - oceniają autorzy pracy.

"Udowodnione jest, że szczególnie po wkroczeniu Niemców do Polski (w 1939 r.) niektórzy późniejsi działacze BdV aktywnie i w coraz większym stopniu brali udział w nazistowskim systemie sprawowania władzy. Chodzi tu po pierwsze o operacje wojenne w ramach walki z partyzantami, a po drugie o pełnienie innych kierowniczych funkcji w administracji okupacyjnej" - zauważają.

Pomimo swego uwikłania w nazistowski reżim ludzie ci w powojennych Niemczech mogli sprawować wysokie funkcje i - według autorów opracowania - stanowią "przykład problematycznej kontynuacji elit młodej RFN".

Jak pisze we wtorek dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung", 61,6 procent członków prezydium BdV należało wcześniej do NSDAP. Część tych, którzy nie byli w partii Hitlera, nie mogło do niej przystąpić z powodu swego ówczesnego obywatelstwa. Niektórzy okazali wierność reżimowi wstępując wcześnie do SS, jak wieloletni wiceprzewodniczący BdV Rudolf Wollner - pisze "FAZ", cytując opracowanie.

Dodaje, że przynajmniej w jednym przypadku, powojennego polityka Ericha Schellhausa, jest "bardzo prawdopodobne", iż uczestniczył on w zwalczaniu partyzantów na Białorusi, "co mogło prowadzić do udziału w masowych mordach na ludności żydowskiej".

Wnioskami opracowania nie jest zaskoczona szefowa BdV Erika Steinbach. W opublikowanym w poniedziałek oświadczeniu oceniła ona, że uwikłanie w reżim nazistowski tak dużej liczby pierwszych działaczy BdV można wyjaśnić w następujący sposób: "Wielomilionowa armia wykorzenionych (meżczyzn) próbowała rozpaczliwie odzyskać grunt pod nogami. Nie istniały jednak odpowiednie struktury organizacyjne. Zrozumiałe jest więc, że stery przejmowali ludzie dysponujący zebranym wcześniej doświadczeniem organizacyjnym".

Steinbach dodaje, że pierwsze władze BdV z zaangażowaniem brały udział w budowaniu demokracji. Wszyscy przewodniczący BdV byli członkami Bundestagu. Należeli zarówno do partii chadeckich CDU i CSU jak i do SPD. Podkreśla ona, że nazistowskiemu reżimowi sprzeciwiali się szefowie BdV socjaldemokrata Wenzel Jaksch i chadek Herbert Czaja. Przy tej okazji Steinbach zauważyła, że wiele osób, stawianych w powojennych Niemczech na piedestale, jak pisarz Guenter Grass, nie mają "tak kryształowo czystego życiorysu, jak sugerowali". "Pomimo to po 1945 r. wnieśli oni istotny wkład w nasza demokratyczną kulturę" - pisze Steinbach.

Szefowa BdV podkreśla też, że pomimo "znacznego udziału" w pierwszym prezydium organizacji osób związanych z narodowym socjalizmem, dla nazistowskiej ideologii i ekstremistycznych tendencji "nie było w polityce BdV miejsca".

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama