Nowy numer 48/2020 Archiwum

Mali militarnym poletkiem doświadczalnym

Przygotowywane przez państwa Afryki Zachodniej wysłanie sił pokojowych do Mali posłuży Zachodowi do przetestowania nowego typu "zdalnie sterowanej" zbrojnej interwencji - sądzi prof. Paul Rogers z uniwersytetu w Bradford.

Wśród elementów takiej interwencji wymienia: zaangażowanie samolotów bezzałogowych zarówno w celach rozpoznawczych, jak i bojowych, skierowanie sił specjalnych do tajnych operacji oraz posługiwanie się prywatnymi kontraktorami.

"Rządy islamskich radykałów w słabo zaludnionym północnym Mali, nad którym rząd w Bamako praktycznie nie ma kontroli, z pewnością mają wymiar międzynarodowy. Islamskie grupy, jak Ansar ad-Dine (Obrońcy Wiary), konsolidujące władzę, budzą obawy, że region ten stanie się dla Al-Kaidy tym, czym był Pakistan na początku minionej dekady, a ostatnio Jemen" - zaznaczył Rogers artykule zamieszczonym na portalu OpenDemocracy.

Północne Mali po upadku rządu w Bamako w wyniku wojskowego przewrotu w marcu br. znalazło się pod kontrolą separatystów - Tuaregów domagających się utworzenia własnego państwa oraz grup dżihadystów: Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu (AQIM), Ansar ad-Dine i Ruchu na rzecz Jedności Dżihadu w Afryce Zachodniej (MUJAO). Znaczne wpływy ma także islamski nigeryjski Boko Haram. Doniesienia z lipca br. sugerowały, że dżihadyści wyparli nieislamskich separatystów z północy Mali.

Zachodnioafrykańskie siły interwencyjne miałyby liczyć 7-10 tys. żołnierzy i składać się z państw tworzących Wspólnotę Gospodarczą Państw Afryki Zachodniej (Ecowas). Obecnie trwają konsultacje na rzecz ich sformowania. Największa rola przypadłaby Nigerii. Jak zauważa Rogers, do interwencji inspirują przede wszystkim USA i Francja.

Rządy obu państw sądzą, że region północnego Mali ma zasadnicze znaczenie z punktu widzenia stabilności północnej Afryki, ale żaden z nich nie ma planów wysłania tam własnych sił. Zdaniem Rogersa Amerykanie sądzą, że za zamachem na życie ich ambasadora Chrisa Stevensa 11 września br. w Bengazi stali napastnicy powiązani z islamistami z Mali. Kraj ten, jeden z najbiedniejszych na świecie, do 1960 r. był kolonią Francji.

Zachodzi też ryzyko, że destabilizacja Mali może rozszerzyć się na sąsiednie kraje, zwłaszcza Nigerię, gdzie działająca na północy grupa Boko Haram werbuje ochotników m.in. w Czadzie i Kamerunie. Boko Haram ma na swym koncie kilka krwawych zamachów terrorystycznych.

Rogers sądzi, że zaangażowanie zachodnich państw w Mali, nawet jeśli będzie "per procura", zostanie propagandowo zdyskontowane przez Al-Kaidę, która przedstawi je jako kolejny atak na islam i powiąże z próbami zduszenia Boko Haram w Nigerii przez tamtejszy rząd.

Z kolei zdaniem amerykańskiego ośrodka badawczego Stratfor islamiści na północy Mali przygotowują się do interwencji, werbując ochotników. Według AFP delegację Ansar ad-Dine wysłano do Burkina Faso i Algierii, by dać wyraz swym pokojowym intencjom. AFP nie wyklucza, że Ansar ad-Dine chce zademonstrować, że dystansuje się od AQIM.

Z kolei agencja RIA Nowosti ujawniła w minionym tygodniu, że malijski rząd w Bamako w trybie pilnym zwrócił się z wnioskiem o zakup rosyjskiej broni i wniosek ten rozpatruje Rosoboroneksport.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze