GN 3/2019 Archiwum

Rodem spod Zbaraża

W panoramie Zbaraża wyróżniają się dwie budowle charakterystyczne dla tego kresowego miasta. Jedną z nich jest XVII-wieczny zamek Zbaraskich i Wiśniowieckich, opisany przez Henryka Sienkiewicza w „Potopie”, drugą – położony naprzeciw klasztor oo. bernardynów. 



W cieniu obydwu budowli dorastał Ignacy Tokarczuk, późniejszy ordynariusz diecezji przemyskiej – uznawany przez władze komunistyczne za jednego z największych wrogów PRL. Urodził się 1 lutego 1918 r. w Łubiankach Wyższych, oddalonych o kilka kilometrów od Zbaraża, w rodzinie zamożnego gospodarza Szymona i Marii z domu Junka. Po latach wspomina swoją rodzinną miejscowość: „Łubianki Wyższe to była wieś w powiecie zbaraskim. Nad takim dużym potokiem. Ukraińcy mieli swoją cerkiew na miejscu, w Łubiankach Wyższych, a myśmy, Polacy, jako katolicy, należeli do parafii Zbaraż, 3 do 7 km odległości. Polaków mogło być w całości najwyżej jakoś jedna czwarta”.


W ukryciu



Rodzina Tokarczuków utrzymywała się z pracy na roli. W pracach tych uczestniczył także będący wówczas chłopcem Ignacy Tokarczuk. Po trzyklasowej Szkole Powszechnej w Łubiankach Wyższych od roku szkolnego 1931/1932 podjął naukę w Państwowym Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Zbarażu, które mieściło się w klasztorze bernardynów. Wśród kolegów i nauczycieli byli Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Swoją edukację wspomina: „(…) te pierwsze lata były dla mnie takie trochę trudne”. W 1937 r. przyjęto go do lwowskiego Seminarium Duchownego. Został też studentem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Studia przerwał alumnowi Tokarczukowi wybuch II wojny światowej. Jak sam wspomina: „Pojechałem do Lwowa. Już wydział teologiczny na Uniwersytecie Jana Kazimierza usunięty. Jeszcze tylko mury seminarium są zamieszkane, ale już po kilku dniach wyrzucono nas z gmachu seminarium na ulicę. I co robić? Wróciłem do domu. Jaka sytuacja? Przeprowadzili Moskale głosowanie za przyłączeniem tych ziem do Rosji. Od razu wybierają do wojska młodych wszystkich”. Wtedy młody Ignacy Tokarczuk zaczął się ukrywać w Łubiankach Wyższych. Jak mówi: „Rodzice przyjęli moją decyzję, podziwiałem spokój rodziców. Miałem w mieszkaniu skrytkę w zimie, w lecie ukrywałem się w budynku gospodarczym. Ukrywałem się tam do września przyszłego roku”. Do Lwowa Tokarczuk powrócił we wrześniu 1940 r. Dzięki fałszywemu paszportowi uzyskał prawo pobytu we Lwowie i kontynuował studia w konspiracyjnym Seminarium Duchownym.


Przetrwajcie


Święcenia kapłańskie otrzymał 21 czerwca 1942 r. we Lwowie. Mszę świętą prymicyjną odprawił w klasztorze oo. bernardynów w Zbarażu. Pierwszą placówką, w której pełnił posługę duszpasterską, była parafia Złotniki w dekanacie podhajeckim. Zaangażował się tam w komplety tajnego nauczania. 22 lutego 1944 r. cudem uniknął śmierci z rąk członków OUN-UPA. Na drugi dzień wyjechał do Lwowa. Pracował jako wikariusz w parafii pod wezwaniem św. Marii Magdaleny. Po wkroczeniu Sowietów do Lwowa stanął przed wyborem, co dalej czynić. Jak wspomina: „Umowa z Polską, granice ustalone i problem: albo jedziecie do Polski, albo jedziecie na Wschód. Nie wiemy, co robić, w sercu jestem rozdarty. Jechać, opuszczać swoje strony”. Jak wspomina, po radę udał się wówczas do Stanisława Grabskiego: „Przychodzimy do niego z parafianami z pytaniem: co robić? On odpowiada: panowie, pamiętajcie, że sprawa się zanosi na grubszy okres. Rozwój wypadków jest dłuższy niż natychmiastowy. I dlatego w interesie Polski jest to, żeby ludzi lwowskich jak najwięcej przetrwało. Wracajcie do Polski, tam przetrwajcie, bo gdy wyjedziecie do Rosji, nie wszyscy już wrócicie stamtąd. I była sytuacja jasna. Rejestracja, wyznaczono mi termin, kiedy mam wyjechać. I wyjechałem towarowym pociągiem, takim z ludźmi wysiedlonymi, którzy repatriowani byli”.
Ksiądz Ignacy Tokarczuk na zawsze opuścił Lwów w listopadzie 1945 r. Nigdy już do niego nie pojechał. Przez wiele jednak lat swojej późniejszej posługi zawsze pamiętał o Kresach Wschodnich RP i na miarę swoich możliwości wspierał Polaków i Kościół katolicki na tych ziemiach. 


« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji