Nowy numer 43/2020 Archiwum

Z Karolem na scenie

Lat mi przybywa, za rok stuknie dziewięćdziesiątka, więc troszkę mam na sumieniu spraw dotyczących polskiego teatru, a nawet Karola Wojtyły – mówi Danuta Michałowska, pierwsza dama polskiego teatru słowa.

Występowała na scenie przez 70 lat bez suflera. Nie wyobraża sobie, że mogłaby przyjść na próbę nieprzygotowana. A kiedy założyła własny Teatr Jednego Aktora, była sobie sama scenografką, garderobianą i krawcową. Od czasu debiutu w legendarnym Teatrze Rapsodycznym, założonym w 1941 r. przez Mieczysława Kotlarczyka, przechowuje bezcenny egzemplarz „Króla-Ducha” Juliusza Słowackiego. Korzystał z niego jej kolega Karol Wojtyła – gwiazda Rapsodycznego. –  Ten pierwszy tom jest mocno zniszczony, był 60 lat w użyciu, jeździł ze mną po świecie – pokazuje poklejoną taśmą książkę. –  Każdy chciał dotknąć egzemplarza, który papież miał w ręce. W zeszłym roku, na 70-lecie Rapsodycznego, swoje opowiadanie o Karolu Wojtyle aktorze rozpoczęła od pierwszej oktawy „Króla-Ducha”:

Cierpienie moje i męki
    serdeczne
I ciągłą walkę z szatanów
     gromadą (…)
Powiem... wyroki
    wypełniając wieczne,
Które to na mnie dzisiaj
    brzemię kładą,
Abym wyśpiewał rzeczy
    przeminięte
I wielkie duchów świętych
     wojny święte.

– Ja to mówię mniej więcej tak jak Karol podczas naszego pierwszego przedstawienia – zaznacza. Do dziś ma w głowie tysiące strof polskiej poezji. Kiedy nazywam ją mistrzynią, zastrzega się: – Mistrzyni w tej chwili sama ma kłopoty z pamięcią, mój organizm trochę się złamał. Moją bardzo mocną stroną zawsze była świetna pamięć. Teraz mam problem z tym, co dla mnie najważniejsze.


Po maturze wojna
Każdy z występujących w konspiracyjnym Teatrze Rapsodycznym miał swój egzemplarz „Króla-Ducha”. To był ich punkt odniesienia. – Prawdziwa poezja mistyczna była potrzebna w niezwykłych czasach okupacji, kiedy – można powiedzieć patetycznie – ludzie szukali strawy duchowej. Ale to inni ludzie, inne czasy – wzdycha Danuta Michałowska. – Miałam wtedy 18 lat, należałam do pokolenia wstępującego, ale naszą publiczność stanowili ludzie powyżej trzydziestki,  a nawet pięćdziesiątki. Na widowni zasiadali profesorowie: Pigoń,  Kleiner, Wyka.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama